Wywiad dla Naszego Dziennika

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim posłem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozmawia Izabela Kozłowska

Jaki był ten miniony rok dla polskiego rolnictwa?

– 2012 rok był czasem bardzo trudnym w rolnictwie z wielu względów, również z powodu warunków pogodowych. Przede wszystkim należy pamiętać o wymarznięciach zbóż ozimych, które dotknęły prawie 1,5 mln hektarów. Straty z tego tytułu w gospodarstwach wyniosły kilka miliardów złotych. Nie zrekompensował ich ani niesprawny system ubezpieczeń upraw, ani mizerna pomoc państw. Pogoda w trakcie sezonu wegetacyjnego w części „nadrobiła” ubytek zbóż ozimych.. Zbiory kukurydzy pozwoliły częściowo zwiększyć wartość produkcji roślinnej. Jeżeli jednak oceniamy produkcję zwierzęcą, to, przynajmniej w zakresie produkcji mięsa wieprzowego dostrzegamy głęboką zapaść. Był to kolejny rok pod rządami koalicji PO-PSL, w którym produkcja i wielkość pogłowia trzody spadły do poziomu z okresu tuż po II wojnie światowej. Przypominam, że produkcja trzody chlewnej wyróżniała Polskę spośród innych krajów, była naszą „perłą w koronie”. Polska wieprzowina była naszą „wizytówką” zarówno w Europie jak i na świecie. Niestety o tym można teraz mówić tylko w czasie przeszłym. Dziwi fakt, ze w tym samym czasie, gdy u nas produkcja rolna jest „zwijana” następuje jej wzrost w krajach Europy Zachodniej. Ogromny kryzys do jakiego doszło i brak jakichkolwiek działań ze strony obecnego rządu sprawił, że ok. 50 proc. wieprzowiny na wyżywienie naszego Narodu sprowadzane jest z zagranicy, co mocno rzutuje na wyniki finansowe całego rolnictwa. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej opublikował dane, z których jednoznacznie wynika, że spada wartość produkcji rolniczej w Polsce, rozszerzają się „nożyce” między cenami płaconymi rolnikom, a kosztami produkcji. Polscy rolnicy są ludźmi twardymi i przyzwyczajonymi do różnych problemów, ale nie zasługują na takie lekceważenie ich spraw przez rząd Premiera Tuska. Kolejną sprawą, która w kończącym się roku musi być oceniana w kategoriach klęski to stan negocjacji prowadzonych przez rząd z Unią Europejską.

Rząd jednak obwieścił swój sukces…

– Całkowicie zmarnowaliśmy naszą prezydencję w zakresie starań o polskie rolnictwo. Nie utworzono priorytetu negocjacyjnego. Rząd pokazał całkowity brak zainteresowania sprawami rolnymi. Później byliśmy przez długi czas uspokajani przez byłego już ministra rolnictwa – Marka Sawickiego. Powtarzał on, że negocjacje idą w dobrym dla Polski kierunku, wszystko jest pod kontrolą. Szef resortu rolnictwa mówił także o budowanych koalicjach i wielu sojusznikach. To właśnie on, w imieniu rządu, uspokajał i twierdził , że możemy spokojnie myśleć o warunkach dla polskiego rolnictwa w nowej perspektywie finansowej Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2014-2020. Wszystko legło w gruzach podczas listopadowego spotkania przywódców europejskich krajów. Polski premier pokazał wyraźnie, że nie zamierza w żaden sposób walczyć o Wspólną Politykę Rolną, o środki na polskie rolnictwo. Premier Donald Tusk powiedział w Sejmie coś bardzo niepokojącego, że jego sukcesem będzie uzyskanie 300 mld zł w ramach polityki spójności i 100 mld zł w ramach I i II filara WPR. Przypomnę, że w perspektywie, która kończy się w 2013 roku otrzymaliśmy ok. 140 mld zł i to były warunki nierówne, gorsze w stosunku do starych krajów Unii Europejskiej. Zamiast walczyć o wyrównanie dopłat, premier zapowiedział, że zadowoli się 100 mld zł., czyli o wiele mniej niż było wcześniej. Jeżeli jest to przemyślane stanowisko rządu, to daje on mocny policzek polskiemu rolnictwu i pokazuje wprost, że nie zamierza w żaden sposób zabiegać o sprawy polskich rolników. Do tego należy dodać wypowiedź minister Elżbiety Bieńkowskiej, która stwierdziła, że dopłaty bezpośrednie są nieefektywnym wykorzystywaniem środków. Przy takim podejściu rządu nie ma się co łudzić, że polskie rolnictwo będzie w stanie nawiązać uczciwą konkurencję z naszymi głównymi rywalami, czyli starymi krajami Unii Europejskiej. Nie powinniśmy bowiem porównywać się z Litwą, Łotwą Bułgarią, czy Estonią, czyli krajami, gdzie rolnictwo z różnych względów ma rolę marginalną. My musimy porównywać się z wiodącymi w rolnictwie krajami, które mają zbliżoną wielkość powierzchni produkcyjnej do naszej, a tu porównanie np. z Francją czy Niemcami jest dla na katastrofalne.

2012 rok zapisał się także jako czas strajków rolników. Od kilku tygodni protestują oni chociażby w Szczecinie…

– Protest rolników województwa zachodniopomorskiego jest prowadzony w imieniu rolników z całej Polski. Zjawiska, na które zwracają uwagę rolnicy protestujący w Szczecinie występują na terenie całego kraju. Rolnicy zostali oszukani zmianą ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Była to ustawa wymyślona przez Polskie Stronnictwo Ludowe i przeprowadzona na ostatnim posiedzeniu Sejmu poprzedniej kadencji w 2011 roku. Wywołała ona ogromne nadzieje, że ziemia wydzielona z dużych gospodarstw dzierżawionych od Skarbu Państwa trafi na powiększenie chłopskich gospodarstw rodzinnych, które są w Konstytucji zapisane jako podstawa ustroju rolnego. Niestety nic takiego miejsca nie miało. Ustawa ta, przyczyniając się do niszczenia często dobrze zorganizowanych gospodarstw dzierżawców okazała się być wyłącznie „kiełbasą wyborczą” PSL-u. Nawet jeśli rolnicy chcieliby kupić taką ziemię, to ze względu na dekoniunkturę w rolnictwie nie dysponują wystarczającymi środkami finansowymi. Ponadto nie zapewniono odpowiedniej ilości kredytów preferencyjnych w budżecie państwa. Cały rok 2012 trwały kłótnie i spory z ministerstwem rolnictwa oraz resortem finansów o umożliwienie rolnikom zakupu ziemi na kredyt. Tym bardziej, że rok 2013 jest ostatnim czasem na możliwość zakupu ziemi przy pomocy kredytu preferencyjnego. Istnieje możliwość rozłożenia zakupu ziemi na raty, na 15 lat, przy wpłacie 10 proc. Jednak warunki, jakie są tam postawione, przekraczają możliwości rolników i niewielu z nich chce i może o to się starać.. Nie ma więc możliwości finansowych, by rolnicy wykupili ziemię, mimo, iż ona została zabrana dzierżawcom. Ziemia ta nie trafia do chłopskich gospodarstw zarówno ze względów finansowych, jak również dochodzi często do różnych przekrętów z przetargami. Polegają one w znacznej mierze na tym, że w przetargach biorą udział osoby podstawione, tzw. „słupy”, które spełniają warunki formalne prawa do wzięcia udziału w przetargu ograniczonym tylko dla rolników, a nie posiadają własnego kapitału. Miliony potrzebne w przetargu wykładają osoby nie mające nic wspólnego z rolnictwem, lub firmy z kapitałem zagranicznym, np. duńskim, czy niemieckim, które w ten sposób obchodzą polskie prawo. O tym wielokrotnie mówili protestujący rolnicy. Ktoś dopuszcza w majestacie prawa do oszustwa. Rolnicy protestują w sposób całkowicie prawny i uzasadniony.

Kolejną ważną kwestią jest ukryte bezrobocie jako jeden z największych problemów społecznych na wsi. Zdaniem wielu ekspertów tzw. „zbędnych ludzi w gospodarstwach rolnych” może być nawet milion. Tymczasem rząd nie ma żadnego pomysłu, jak temu przeciwdziałać.

– Kwestia ta jest jedną z najtrudniejszych i najpoważniejszych problemów jaki w tym roku się nasilił. Do bezrobocia rejestrowanego w Polsce, wynoszącego ok. 2,5 mln osób oraz ok. 2 mln Rodaków, którzy wyjechali poza granice kraju w poszukiwaniu pracy, doliczyć należy ok. miliona Polaków z tzw. bezrobocia ukrytego na obszarach wiejskich, w rolnictwie. Są to osoby, które pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym, a mogliby odejść do innej pracy, bez szczególnych negatywnych konsekwencji dla efektywności tego gospodarstwa rolnego. Z jednej strony należy doceniać i szanować fakt, że ludzie pozostają w rodzinnych gospodarstwach, mają opiekę, dach nad głową i wzajemnie ratują się w biedzie. Trzeba jednak martwić się brakiem pracy w otoczeniu rolnictwa i poza rolnictwem na obszarach wiejskich. To przekłada się na ogromną biedę w wielu rodzinach. Tzw. ubóstwo skrajne, wg danych GUS dotyka już ponad 13 % mieszkańców wsi. Przyszłość wsi nie polega na zapewnianiu pomocy socjalnej. Trzeba młodym dać pracę. Niestety tego nie możemy się doczekać i doprosić. W czasie, kiedy dyskutowano nad budżetem na 2013 rok Prawo i Sprawiedliwość zgłaszało poprawki, które miały wesprzeć możliwość aktywnej walki z bezrobociem. Jednak koalicja rządząca te dobre zmiany odrzuciła. Zamiast tego przeznaczono pieniądze na pomoc społeczną.. Odpowiedzmy sobie, czy tylko na takie wsparcie, na „miłosierdzie gminy” wieś powinna liczyć?

Czym spowodowane jest tak duże bezrobocie na obszarach wiejskich?

– Generalnie problem bezrobocia na wsi jest w dużej mierze pochodną polityki rządu Donalda Tuska. Nie stwarza on żadnych zachęt do inwestowania na obszarach wiejskich; do przyciągania firm: małych, średnich, które tworzyłyby miejsca pracy; do rozwoju samozatrudnienia tych najbardziej przedsiębiorczych i zaradnych osób ze wsi i małych miast. Obserwujemy wręcz przeciwną politykę rządu, który stawia na rozwój wielkich miast. Jest to tzw. „polityka polaryzacji i dyfuzji” zakładająca, że lokomotywami rozwoju Polski ma być osiem największych miast w kraju. Tam lokowane będą pieniądze na inwestycje, a ludźmi do pracy będą ci wszyscy, którzy wyjadą ze wsi. Przy takiej polityce obszary wiejskie nigdy nie staną się miejscem atrakcyjnym w zakresie zatrudnienia. Bezrobocie będzie się powiększało, a ludzie młodzi nie mając innego wyjścia będą zmuszeni wyjechać za pracą do wielkich miast albo poza granice kraju. Jest to zła i skandaliczna polityka jeżeli chodzi o tworzenie miejsc pracy i skuteczne rozwiązywanie bezrobocia na obszarach wiejskich.

W minionym roku wiele mówiło się także o GMO. Poruszenie w opinii publicznej wywołała ustawa o nasiennictwie podpisana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

– 75 – 80 proc Polaków nie chce GMO. Oczywiście w debacie publicznej podnosi się jedynie argumenty zwolenników GMO, a przeciwnicy przedstawiani są jako osoby zacofane, nie rozumiejące postępu, „mohery” o skrajnych poglądach. Prowadzona jest często fałszywa dyskusja, jest wiele przeinaczeń, nadinterpretacji. GMO jest dla Polski szkodliwe z wielu powodów.

Jakich?

– Po pierwsze przy pomocy wielu badań naukowych udowodniona została szkodliwość produktów GMO dla zdrowia zwierząt laboratoryjnych. Dotyczy to roślin modyfikowanych w taki sposób, że w swoim genomie mają umieszczone geny, które nigdy naturalnie tam by się nie znalazły, a które powodują m.in. to, że roślina staje się toksyczna dla owadów. Szkodliwe jest także stosowanie dużych ilości glifosatu, czyli substancji aktywnej herbicydu „Roundup”. Przypomnę, że 90 proc. dotychczasowych modyfikacji genetycznych roślin to jest uodpornienie tych roślin na glifosat. Jego stosowanie powoduje różnego rodzaju choroby. Prof. Gilles-Eric Seralini (biolog molekularny z francuskiego Uniwersytetu Caen) udowodnił, że karmienie zwierząt surowcami modyfikowanymi i roztworem z glifosatu w ilościach dopuszczalnych w prawie europejskim i amerykańskim powoduje nowotwory i spustoszenie organizmów, m.in. niszczenie układu immunologicznego, krwionośnego, poronienia i deformacje płodów. To powody zdrowotne świadczące o niebezpieczeństwie GMO. Jest jeszcze druga kwestia – ekonomiczna. Polska miała status kraju wolnego od GMO, produkującego zdrową, bezpieczną i najwyższej jakości żywność, dlatego też m. in tak dobrze rozwijał się eksport polskiej żywności. Jeżeli my się dobrowolnie pozbywamy tego statusu, jeżeli doprowadzimy do tego, że Polska będzie uważana za „genetyczny śmietnik Europy”, to będziemy zmuszeni ograniczać produkcję rolną w kraju, bo nikt naszych produktów nie będzie chciał kupić.

Paradoksalnie w czasie, kiedy u nas zezwala się na GMO, to kolejne kraje się z niego wycofują…

– Po rozum do głowy poszły kraje, które wcześniej zezwalały na uprawy modyfikowane, a teraz z GMO się wycofują. Dotyczy to m. in. dwóch najważniejszych krajów rolniczych w Europie – Francji i Niemiec. Oni od GMO odchodzą. W dziewięciu europejskich krajach są zakazy upraw roślin modyfikowanych genetycznie.. U nas władza ulega jakimś naciskom i wprowadza GMO. To jakieś kuriozum. Jest to uleganie lobbystycznym działaniom międzynarodowych korporacji mających interes w rozwoju technologii i uwalnianiu upraw GMO. Należy rozdzielić bioinżynierię, która sama w sobie nie jest zła. Może być dobrodziejstwem ludzkości jeżeli produkowane są lekarstwa i substancje ratujące ludzkie życie, jak insulina. Uwalnianie roślin GMO do przyrody jest działaniem na szkodę człowieka i środowiska naturalnego. Skandaliczne zapisy ustawy o nasiennictwie wprowadzają tylnymi drzwiami uprawy GMO do Polski. Jest to ordynarne działanie i nie liczenie się z wolą społeczeństwa. Rząd zapowiada, co prawda, wprowadzenie zakazów poprzez rozporządzenia. Przypominam jest to bardzo trudne i trzeba umieć to obronić. Rozporządzenie Rady Ministrów prawdopodobnie zaskarżone zostanie do Trybunału Sprawiedliwości, więc należy mieć silne dane, by obronić swoje stanowisko. Zakaz może dotyczyć konkretnej odmiany. W tym przypadku dotyczyć będzie kukurydzy MON 810 i ziemniaka Amflora. W Europie w kolejce do rejestracji czeka kilkanaście następnych odmian różnych roślin. Nasz rząd za każdym razem będzie wprowadzał nowy zakaz? Mam nadzieję, że tak należy rozumieć deklarację i obietnicę. Szkoda, że kiedy można było wprowadzić zakaz ustawowy, to z tego zrezygnowano.

Patrząc na poruszone w tej rozmowie problemy m. in. na walkę rolników o polską ziemię rolniczą, ogromne ukryte bezrobocie na obszarach wiejskich, czy też zawężanie rynku zbytu polskich produktów rolnych jaki będzie ten przyszły rok?

– Rolnictwo nigdy nie było obszarem wolnym od wyzwań i problemów. Prowadzenie produkcji uzależnionej od warunków przyrodniczych jest zawsze bardzo trudne. Z tym rolnicy nauczyli się sobie radzić. Niebezpieczeństwo raczej idzie z innej strony. Wśród obecnie rządzących nie ma myślenia w kategoriach: rolnictwo to nasza szansa, rolnictwo to polska racja stanu, trzeba walczyć o rolnictwo. Uważam, że, to jest oczywiste, rolnictwo musi i będzie podlegać racjonalnym zmianom. Obserwując jednak zmiany zachodzące na świecie, trzeba działać ze świadomością, iż rolnictwo jest ważną i integralną częścią gospodarki, potrzebną społeczeństwu. Inaczej rolnictwo można zmarnować. Dotyczy to zarówno wyprzedaży ziemi, jak również tych technologii, które w innych krajach są wycofywane, a Polska staje się „polem eksperymentalnym” i „śmietnikiem”. Jednocześnie jest to sprawa uznania rolnictwa jako priorytetu w polityce wewnętrznej, jak i w negocjacjach unijnych. Tego nie ma. Rząd Donalda Tuska lekceważy sprawy rolnictwa na unijnym forum, nie negocjując w sposób odpowiedni warunków dla polskiego rolnictwa. Również w polityce wewnętrznej państwa nie ma działań mających wesprzeć rolników. To obciąża bardziej chłopskiego koalicjanta, który „siedzi” w rządzie z niewiadomych powodów i za nic nie chce ponosić odpowiedzialności, a tylko interesują go przywileje wynikające ze sprawowania władzy. Jeżeli nie ma odpowiedniego uznania rolnictwa i obszarów wiejskich w polityce wewnętrznej i zewnętrznej państwa polskiego, to może się okazać, że rolnicy, mimo swojej zaradności i pracowitości, mimo umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, mogą tego okresu w wielu przypadkach nie przetrwać.

Dziękuję za rozmowę

Not. IK.

Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.