Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 11 lipca 2012 r.

1. Proszę państwa, pewnie o koniach, szczególnie w Polsce, moglibyśmy rozmawiać bardzo długo. Polacy kochają konie. Odgrywały ogromną rolę w naszej histo­rii. Myślę, że nie ma człowieka w Polsce, który by nie rozumiał, jaką rolę pełniły konie również w prowadzonych bitwach. Niedawno obchodziliśmy kolejną rocznicę bitwy pod Kłuszynem. Jest to temat pasjonujący.

Jednocześnie, oprócz sentymentów, oprócz tego naszego przywiązania do tego mą­drego, wspaniałego zwierzęcia, pojawia się na świecie pewna moda. Moda na turystykę konną, na wykorzystywanie koni w agroturystyce, na hipoterapię, na posiadanie koni. Ta moda szczególnie jest widoczna wśród ludzi zamożnych. Do dobrego tonu należy posiadanie konia. Do końca nie wiadomo, gdzie ten koń przebywa, ale ludzie się chwalą tym, że mają własnego konia. To jest snobizm, ale w tym przypadku akurat snobizm dość ładny, który należy zdecydowanie popierać.

Wiemy również, że utrzymanie koni i wszechstronne, wielokierunkowe wykorzysta­nie koni, chociaż nie wrócimy do trakcji konnej, to te kierunki wykorzystania koni pocią­gowych, o których mówiła pani poseł Masłowska. To, co wydać nam się może śmieszne i archaiczne, w wielu krajach, w szczególności w gospodarstwach ekologicznych, wraca jako nowoczesny, nowatorski sposób uprawy. I to nie ma nic wspólnego z cofaniem się, z jakimś regresem w rolnictwie. Są również w Polsce organizacje, które zajmują się pro­mowaniem takiego nowoczesnego wykorzystania siły pociągowej. Wiemy również, że to wielostronne wykorzystanie koni generuje miejsca pracy, rozwija ten – nazywany przez koniarzy często horse industry – czyli ten cały przemysł koński. To do Polski idzie. Rzeczywiście pan prezes ma rację mówiąc o tym, że jeszcze zamożność polskiego społe­czeństwa może nie jest wystarczająca. Ale to nadchodzi i te trendy, mody, zachowania, które obserwowaliśmy w Europie Zachodniej, do nas przyjdą. Tylko czy nie okaże się, że wtedy, kiedy jeszcze bardziej będziemy rozwijali wykorzystanie koni, jeszcze więcej będzie gospodarstw, które się tym zajmują, klubów jeździeckich, zakładów czy firm zaj­mujących się hipoterapią, że tych koni na najwyższym poziomie po prostu nie będzie?

Państwo przedstawiliście w materiałach opis rzeczywistości. Ratowanie przez łącze­nie z firmami,któremająinneźródładochodu–wydajesię,żebyłowtedyjedynymlogicznym działaniem i tutaj nikt przy zdrowych zmysłach nie ma negatywnej oceny tego działania. Ja obserwowałem w wielu miejscach w Polsce, że to było jedynym ratun­kiem dla utrzymania przede wszystkim stad ogierów, ale również i części stadnin. I tu chyba te wątpliwości, które również i pan poseł Babalski zgłaszał, to są wątpliwości, które ja również chcę podnieść. Ja nie mam żadnej pewności – przepraszam, że powiem to otwartym tekstem – że te rozwiązania, które w tej chwili funkcjonują – obciążając utrzymanie koni, w szczególności ogierów, czy generując potrzebę zarobienia na innych działach rolnictwa, przede wszystkim na bydle mlecznym, na dopłatach unijnych, na uprawie ziemi – że są to rozwiązania trwałe. Żeby się nie okazało, że w jakimś obłędnym wyprzedawaniu wszystkiego, które w Polsce obserwujemy – w szczególności z przyspie­szeniem w ostatnim czasie – również ktoś dojdzie do wniosku, że to sprzedajemy. Skoro stadniny i stada się nie utrzymują – wynik ekonomiczny jednoznacznie to pokazuje, państwo to pokazali, że stadniny, owszem, 8 mln zł zarobiły, ale stada prawie 700 tys. zł straty przyniosły tylko w ciągu jednego roku – to może ktoś kiedyś dojdzie do wniosku, że w takim razie sprzedajemy wszystko pod szyldem prywatyzacji i mechanizmów wo­lego rynku.

A że nie jest to obawa bezpodstawna, a wcześniejsze deklaracje mogą być złamane, to oto sprawa sprzed kilku dni. Najważniejsze polskie uzdrowiska, perły w koronie uzdro­wisk polskich, które miały być tym szkieletem lecznictwa sanatoryjnego – nie turysty­ki sanatoryjnej, a lecznictwa sanatoryjnego, w tym również leczenia dzieci – Minister Skarbu Państwa postanowił sprzedać. Za bezcen. Uzdrowisko Ciechocinek – przepra­szam za dygresję – w które w ostatnich sześciu latach włożono z budżetu państwa i ze środków własnych spółki 62 mln zł, ma być sprzedane za ułamek tej kwoty. Najważniej­sze elementy tego uzdrowiska, takie jak ujęcia wody, solanki, tężnie, warzelnia soli. Czy ktoś któregoś dnia nie dojdzie w Ministerstwie Skarbu Państwa czy w innych ośrodkach decyzyjnych do wniosku, że skoro jest tak trudno utrzymać te konie, rachunek eko­nomiczny nie pozwala, no to wziąć to sprzedać. Oczywiście najlepsze ogiery, najlepsze klacze kupią Arabowie z Zatoki. Albo jako hobby kolejny Beatles kupi.

Cieszymy się, że nasze konie mają znakomitą cenę, ale żeby się nie okazało, że w krótkim czasie ten ogromny dorobek polskiej hodowli, wysiłek wiele pokoleń hodow­ców koni, najwyższe osiągnięcia w Europie w hodowli koni zostaną zaprzepaszczone. Notabene przejęliśmy je też w okresie zaborów w dużej mierze od państw zaborczych, przecież część tych gospodarstw to były gospodarstwa lokowane, fundowane przez ce­sarza Niemiec czy przez cara rosyjskiego. Żeby się nie okazało, że to wszystko, co z ta­kim trudem odbudowywaliśmy, rozwijaliśmy w okresie międzywojennym, co się udało utrzymać w okresie powojennym – że, niestety, to na naszych oczach może podzielić los np. tych uzdrowisk.

Chcę podziękować za te działania, które resort do tej pory podejmował, Agencja rów­nież. Ale nie mam żadnej pewności, że komuś nie przyjdzie na myśl zmienianie tego wszystkiego pod kątem źle rozumianego podejścia rynkowego. I chciałbym, żeby pan minister rozwiał moje wątpliwości i uspokoił mnie, że nikt nie zamierza takich głupich i skandalicznych kierunków działania i takich kroków podejmować. Dziękuję bardzo.

2. Panie przewodniczący, panie ministrze. Ochrona wartości intelektualnych jest szalenie ważna. To jest truizm oczywiście. Ja się cieszę, że wykorzystujemy te możliwości, jakie daje ochrona oznaczeń geograficznych. Pan wymienił tu nasze osiągnięcia w tym zakre­sie. Trzeba zdecydowanie więcej z tego korzystać. To daje zarówno ochronę interesów producentów – zapobiegając, czy przynajmniej dając możliwość dochodzenia swoich praw przy oszukiwaniu, fałszowaniu produktów – czyli ma to wymierną wartość rynkową. Ale również jest to ochrona konsumentów, ponieważ oni mają wtedy pewność, że produkty chronione są takie, za jakie oni płacą. Wydaje mi się, że należy iść w tym kierunku.

Udało się i jestem wdzięczny również posłom, którzy gremialnie – poza chyba jednym – poparli wprowadzenie ochrony oznaczenia „Polska Wódka”. Jeżeli to zostanie dobrze wykorzystane przez polski przemysł produkujący alkohole, to może to być silne wspar­cie promocyjne, które przełoży się na wyraźne efekty i korzyści dla polskiego rolnictwa. Chcę przypomnieć również, że padła taka deklaracja i pana ministra prosić o to, by pra­ce w ministerstwie nad tym postępowały – nad wprowadzeniem ochrony dla oznaczenia „Polski Chmiel”. To był jeden z postulatów również ze spotkania Komisji z chmielarza­mi. Myślę, że jest czas, aby – mając pozytywne wnioski i doświadczenia związane z ozna­czeniem „Polska Wódka” – również spróbować w tej branży, która się w Polsce przecież bardzo rozwija. Przykład ilości wypitego piwa na Euro 2012 powinien nas zachęcać do tego, aby wprowadzić również te elementy, które będą pozwalały rozróżnić piwo, które zawiera komponent w postaci wyprodukowanego w Polsce chmielu.

Ale jest również sporo spraw trudnych i przykład dyskusji nad porozumieniem ACTA pokazał, jak duże są rozbieżności przy ocenie, jak dalece należy chronić wartość intelek­tualną. Na ile można wykorzystywać cudze osiągnięcia i cudzą pracę, a na ile ona staje się jakby własnością wspólną, światową, własnością całej cywilizacji. Trochę ubolewam, że polski minister rolnictwa został w jakiś sposób wmanewrowany w podpisanie w imie­niu Polski w Brukseli porozumienia ACTA. To w sposób taki może nieuzasadniony, ale rzuciło cień na funkcjonowanie resortu rolnictwa i osobiście ministra rolnictwa. Teraz się okazuje, że obrona ACTA, jaka był prowadzona przez dłuższy czas przez premiera Donalda Tuska, przez ministra Sikorskiego, przez ministra Boniego i innych członków rządu, pękła jak bańka mydlana przed naciskami społecznymi, przed buntem społecz­nym. Ale kilka dni temu również ta instytucja – która dla rządu polskiego jest alfą i ome­gą i wyrocznią we wszelkich sprawach, czyli władze UE – jedna z komisji w Parlamencie Europejskim zaleciła KE nie podpisywać porozumienia ACTA jako szkodliwego dla UE, szkodliwego dla Europy. Po co w takim razie było takie wyrywanie się przed szereg ze strony rządu polskiego, a w szczególności ministra rolnictwa? Myślę, że ta dyskusja mogłaby być bardzo ciekawa, ale ona nie jest akurat głównym tematem dzisiejszego posiedzenia Komisji.

Natomiast ja bym prosił pana ministra i do tego chcę wrócić, żeby kontynuować szybko prace nad sprawami związanymi z „Polskim Chmielem”.

3. Ja będę również postulował pilne przygoto­wanie na dzień jutrzejszy dezyderatu do Prezesa Rady Ministrów, ponieważ ta sprawa musi zostać rozwiązana.

Proszę państwa, sektor produkcji alkoholi w Polsce, również ten sektor winiarski, jest ważnym sektorem gospodarki. Dostarcza i miejsc pracy, i dochodów do budżetu w postaci akcyzy. Jest również silnym elementem eksportu, którym tak bardzo chwa­li się również minister rolnictwa. I teraz mamy ewidentną lukę prawną w stosowaniu przepisów, które mogą funkcjonować w innych krajach UE – i niemożność stosowania tych samych dodatków w Polsce. Jest to coś żenującego i kuriozalnego, że w ogóle Sejm tym się musi zajmować. Ja przypomnę, że przedsiębiorcy, którzy… Ja proszę o uwagę, panie inspektorze, ja proszę o uwagę. Bo to również do pana jest. Przedsiębiorcy od kilku lat szukają sposobów na rozwiązanie tych problemów. Tu jest ogromna lista wy­stąpień do wszystkich organów władzy w Polsce o to, by rozwiązać problem, który był wcześniej przewidziany. Nie potrzeba żadnej wyobraźni, żeby wiedzieć, że ta luka praw­na powstanie. Niestety, żadnych działań w tym kierunku nie było.

Pismo, które minister zdrowia przekazał na ręce przewodniczącego Krzysztofa Jur­giela, jest w niektórych swoich sformułowaniach kuriozalne i śmieszne. Że owszem, można było o ponad dwa lata przedłużyć stosowanie prawa krajowego pod warunkiem, że KE zgłosiłaby do Rady tego typu potrzebę. A na podstawie jakich argumentów KE miała to podjąć, jeżeli strona polska o to nie wnioskowała? Argument, że to powinna robić, tak jak państwo tu napisaliście: „Krajowa Rada Winiarstwa i Miodosytnictwa nie podejmowała żadnych działań w zakresie poparcia w KE wniosku o stosowanie sub­stancji dodatkowych.” A to jest organ państwa? Jest to reprezentacja jakiejś branży, jakiejś grupy przedsiębiorców i ona nie jest organizacją, która może, brzydko mówiąc, cokolwiek w Brukseli załatwić. Od tego jest rząd polski. Od tego jest rząd, żeby w takich sprawach występować. Tam można szukać poparcia, tam można uzyskiwać argumenty, jeżeli rządowi tych argumentów brakuje, natomiast nie odbijać piłeczki twierdząc, że to kto inny powinien zrobić.

Teraz mamy lukę prawną, która w sposób ewidentny – i tutaj całkowicie popieram to, o czym mówił mój przedmówca pan poseł Ajchler – powoduje, że polskie przedsię­biorstwa, działając na wspólnym europejskim rynku, są niekonkurencyjne ze względu na niemożność stosowania dodatków. I to nie o żadne jakieś bardzo skomplikowane, trujące, nie wiadomo jakie chodzi, tylko o dodatki, jakie od dziesiątków lat stosuje się w produkcji wina. Bo ja nie mówię o tym, jak się będzie zmieniała treść załącznika nr II, co do niego jeszcze dojdzie, co nie dojdzie. To jest sprawa na przyszłość. Na razie mówi­my o tym, co już jest tam i co może być stosowane.

Państwo tu cały czas podnosicie, pan inspektor również, że jest to wszystko zgodne z prawem unijnym. A ja mam pytanie – a czy to jest zgodne z logiką i z polskim intere­sem? Czy jest zgodne z interesem polskich przedsiębiorców, polskiego rolnictwa, pol­skiego budżetu? Wydaje się, że to powinno być również brane pod uwagę, tym bardziej, że na kształtowanie prawa unijnego, jako kraj członkowski od 2004 r., mamy istotny wpływ. Czy zostało wszystko zrobione, by ten problem – skoro udało się go rozwiązać w innych krajach – był rozwiązany również w Polsce? Albo poprzez działania, przedłu­żające funkcjonowanie prawa krajowego, albo poprzez przyspieszenie wejścia w życie prawa unijnego. Tym bardziej, że wyraża na to zgodę instytucja zdaje się ważniejsza niż GIS, czyli MSZ.

Twierdzenie – bo do mnie też to dotarło – że „stosujcie dalej to, co stosowaliście, a my nie będziemy kontrolowali i jakoś do tego 2013 r. przejedziemy” – to jest skandal po prostu. Tego typu sugerowanie obchodzenia prawa, łamania prawa jest skandalem. W sytuacji, kiedy jeszcze nie wygasły emocje po aferach solnej, jajecznej, Bóg wie jakich jeszcze, gdyby teraz tego typu informacja się pojawiła, że w Polsce stosuje się tego typu dodatki niedopuszczone prawem w tym ważnym sektorze, to ja nawet nie chcę myśleć, jakie konsekwencje – również wizerunkowe – by to wywołało w stosunku do Polski, do polskiego rolnictwa. Mnie się wydawało, że ten problem powinien być rozwiązany na podstawie porozumienia, umowy, dogadania się – już mówiąc językiem trywialnym – re­sortów, które mają wiedzę i które powinny tym się zająć. Dlatego dziękuję ministerstwu rolnictwa, ponieważ wystąpiłem do ministerstwa rolnictwa i zajął się tą sprawą mini­ster Butra. Odbyło się spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Państwowego Zakładu Higieny i wydawało się, że sprawy zostaną rozwiązane. Zostały przygotowane jakieś punkty, co tam strony miały robić.

Minister rolnictwa, chociaż nie jest to w jego gestii, wykazał duże zainteresowanie, ponieważ leży to w szeroko rozumianym interesie polskiego rolnictwa, polskiego sekto­ra rolnego, sektora przetwórstwa rolno-spożywczego. To jest ogromny wpływ do budże­tu w postaci podatków, to są umowy, to są realizowane kontrakty za granicą i w Polsce również. To jest produkcja napojów dla specyficznych grup odbiorców, jak np. diabetycy. Jest to ogromny interes Polski, interes polskiego rolnictwa. Okazuje się, że pomimo starań tych przedsiębiorców, pomimo starań ministra rolnictwa, który podjął w tym kierunku działania, stoimy dokładnie w tym samym punkcie. Może kiedyś KE przyjmie rozwiązania. No, może kiedyś przyjmie, a może nie przyjmie. Pismo pana ministra zdro­wia jest z kwietnia, bardzo optymistyczne, że to już, lada moment, za chwilę te przepisy wejdą. Mamy połowę lipca, a wygląda na to, że przepisów w dalszym ciągu nie ma.

To w jakim błędnym kole my się znaleźliśmy? Co tłumaczy tego typu lukę, która nie powinna w ogóle nigdy mieć miejsca, a jeżeli już się pojawiła, bo ktoś czegoś nie dopatrzył, to powinna być natychmiast usunięta. Czy to jest zła wola, czy głupota, czy wręcz sabotaż. Sejm nie powinien się tym zajmować. To powinno być na poziomie or­ganu wykonawczego rozwiązane. Ale skoro nie udało się rozwiązać i nic nie wskazuje na to, żeby GIS chciał tą sprawą się zająć, choćby w ramach wytycznych MSZ, to zajęła się tym Komisja rolnictwa. Czeka na zajęcie się tym tematem Komisja Zdrowia – je­stem po rozmowie z panem przewodniczącym Piechą. Natomiast wydaje się, że spra­wa nie może dalej leżeć, dlatego dzisiaj w trybie nadzwyczajnym poprosiłem prezydium Komisji o wprowadzenie tego punktu pod obrady Komisji i będę wnioskował, zresztą cieszę się, że od przedstawiciela innego klubu jest podobny wniosek, zaproponuję na jutrzejszym posiedzeniu Komisji przyjęcie przez Komisję dezyderatu do Prezesa RM, w którym opiszemy tę sytuację i poprosimy pana premiera o wyciągnięcie konsekwencji i rozwiązanie tego problemu, skoro resorty jemu podległe nie są w stanie tego zrobić. Innego wyjścia z sytuacji nie widzę.

A odpowiedź pana ministra zdrowia i również głównego inspektora, żeby do czerwca 2013 r. wstrzymać produkcję… Tego typu odpowiedź to jest odpowiedź, która się kwali­fikujedoodpowiedzialnościkarnej.Wstrzymaćprodukcjęwkilkudziesięciuzakładach,zatrudniających parę tysięcy ludzi, przerabiających produkty, mających kontrakty, pro­wadzących działalność gospodarczą? Ja zresztą wcale bym się nie zdziwił – bardzo będę ubolewał, jeżeli tak się wydarzy – bardzo bym się zdziwił, gdyby przedsiębiorcy, skazani przez polski rząd na straty nie przez siebie zawinione, nie wystąpili na drogę sądową o odszkodowanie od rządu polskiego. I mogą to być odszkodowania wielomilionowe, idą­ce w dziesiątki milionów zł. Kto będzie się wtedy za to tłumaczył? Przepraszam, że mó­wię może w sposób emocjonalny, ale to jest przykład nieudolności, indolencji ze strony administracji rządowej.

4. Dziękuję za te comiesięczne sprawozdania, ale w znacznej mierze podzie­lam stanowisko pana posła Babalskiego, że to są informacje, które może są dobre, prze­praszam, z całym szacunkiem, dla mediów, ale absolutnie nie dla Komisji Rolnictwa, która oczekuje precyzyjnych, szczegółowych informacji na temat postępu prac związa­nych z polskimi stanowiskami.

Chcę wyraźnie powiedzieć, że dostrzegam pozytywną zmianę w podejściu resortu rolnictwa i te postulaty, które jeszcze niedawno były kwestionowane przez ministerstwo rolnictwa: twarde negocjowanie z UE, twarde podnoszenie polskich argumentów coraz częściej znajduje realizację przez osoby, które jeżdżą do Brukseli, czy przez pana mini­stra Plocke, czy pana ministra Sawickiego i innych członków kierownictwa. Oczekiwał­bym, żeby te informacje – od następnego miesiąca będą one co miesiąc – miały walor również bardziej praktyczny: na to się zgodziliśmy, na to się nie zgodziliśmy. Wyrażenie „zaniepokojenia” – zgadzam się z tym, co mówił pan poseł Babalski – jest taką niejasną formą. To znaczy co? Będziemy temu zdecydowanie przeciwni również, jak przyjdzie do głosowań? Skorzystamy ze wszystkich przysługujących nam jako krajowi członkow­skiemu form blokowania, niedopuszczenia do głosowania, tworzenia mniejszości bloku­jących, a w ostateczności podania do trybunału i innych instytucji odwoławczych? Czy w dyskusji, która się toczyła, ośmieliliśmy się mieć trochę inne zdanie niż reszta? Nie o takie stanowisko mi chodzi. Chcę również wiedzieć, jak należy rozumieć nasze stano­wisko w sprawie zasadniczej, mianowicie alokacji środków z przyszłego Europejskiego Funduszu Morskiego i Rolnego. Mówiliśmy już o tym kilkakrotnie, że najpierw Polska została zmuszona do istotnego zredukowania swojej floty połowowej i zmniejszenia połowów, a teraz się okazuje, że jedynym proponowanym kryterium podziału środków w następnej perspektywie finansowej jest wielkość produkcji i zatrudnienia w tym sek­torze. Najpierw się godzimy na zmniejszenie tego zatrudnienia i ograniczenie produkcji a teraz od tego będą zależały pieniądze. Jakiś absurd.

W tekście jest napisane, że przedstawiciel Polski „wyraził sprzeciw”. Ale czy należy to rozumieć – i prosiłbym też o jakąś wiążącą odpowiedź – że to jest sprzeciw, który będzie ponawiany, kontynuowany aż do czasu przyjmowania decyzji? Proszę również o odpowiedź w tej części z 18 czerwca, czyli z Rady Ministrów poświęconej przyszłej WPR, nie rybackiej. Czy te postulaty, z którymi, sądzę, że się zgadzamy – myślę o zazie­lenieniu, formie definicjirolnikaitakdalej,tooczympanministermówił–czypowoliprzybliżamy się do realizacji tych naszych oczekiwań, czy tyle tylko, że sobie w pięknych okolicznościach przyrody, w ładnym miejscu podyskutowaliśmy

Bardzo będę prosił, żeby te comiesięczne notatki ukierunkowywać zgodnie z oczeki­waniami, jakie posłowie tutaj zgłaszają. Bo jeżeli taki poziom ogólności, właściwie tylko opisu dyskusji będzie utrzymywany, to będziemy poddawali informacje pod głosowanie, czy przyjąć, czy nie przyjąć. Będą wtedy może niepotrzebnie podnoszone aspekty bar­dziej polityczne, ale tu chodzi o to, żebyśmy mieli pełną wiedzę i również, jeżeli trze­ba, mogli interweniować, tak jak do tej pory. Często interwencje parlamentu, Komisji, ba, uchwał przyjmowanych przez parlament mogą ministrowi rolnictwa być przydatne w negocjowaniu.

5. Mam jeszcze jedną uwagę odnośnie do zazielenienia, o którym wspomniał pan mi­nister. Ciekawy jestem – nie oczekuję nawet odpowiedzi w tej chwili, bo to jest sprawa wymagająca o wiele głębszej dyskusji – czy zazielenienie, które z punktu widzenia po­trzeb produkcyjnych rolnictwa europejskiego jest właściwie niepotrzebne – tu zapewne ci, którzy zajmują się rolnictwem, mają podobne zdanie – a jednocześnie bardzo mocno oczekiwane, nagłośnione przez konsumentów, przez społeczeństwo, które oczekuje tego greeningu, zazielenienia, przekierowania jakby produkcji rolniczej również w kierunku bardziej proprzyrodniczym, proekologicznym, jeżeli to słowo może paść. Może nie jest problemem kłótnia o to, czy to ma być 7% czy 3,5%, czy 3% i upatrywanie w tym przede wszystkim naszych interesów, tylko przede wszystkim staranie się o to, by rozliczenie tej powierzchni, obojętnie jaka ona zostanie ustalona, odbywało się nie na poziomie pojedynczego gospodarstwa, ale regionu bądź kraju. Wydaje się bowiem, że są w Pol­sce obszary, gdzie z intensywnej produkcji rolniczej właściwie nie wolno nawet hektara wyłączyć, ponieważ efekty pracy na Kujawach, na Nizinie Pyrzyckiej czy na Żuławach dają tak znakomite efekty, że zazielenianie tam byłoby po prostu nielogiczne, byłoby nawet nadużyciem. Ale są też obszary w Polsce, gdzie nie 7% należałoby wyłączyć, ale może nawet 70% gruntów marginalnych, słabo nadających się do produkcji rolniczej, gruntów, które powinny być zazielenione.

Może wyjściem z sytuacji by było – i to poddaję pod rozwagę (mam nadzieję, że nad tym się zastanawialiście, może ktoś w Europie też nad tym się zastanawia) – zmienić definicjęzazielenieniauznającrównież,żesątoterenyuprawne,naktórychrosnąnp.w siewie czystym, bądź w mieszankach rośliny motylkowate czy drobno-, czy grubona­sienne. Jeżeli by się udało uznać, że te rośliny spełniają kryterium zazielenienia w myśl tych wytycznych UE, to możemy, szanując oczekiwania konsumentów, społeczeństw, również – przepraszam za porównanie – ustrzelić od razu dwie kaczki, czy upiec na­stępną pieczeń, ponieważ możemy znakomicie poprawić nasz program produkcji białek. Może to jest kierunek, a nie walka o zmniejszenie powierzchni zazielenienia, o takie wyinterpretowanie, że również te rośliny, jeszcze raz powtórzę, które są dla nas ważne, ich uprawa… Zresztą ze względów przyrodniczych, lepiej się ode mnie na tym znacie, jest to jak najbardziej uzasadnione. To jest wiązanie azotu, to jest poprawa struktury gleby, znakomity przedplon, zmianowanie i tak dalej, i tak dalej. Więc to są wszystko elementy, które Komisja powinna może uznać. Nie oczekuję nawet w tej chwili odpowie­dzi czy dyskusji na ten temat, ale podpowiadam, że może w tym kierunku należałoby również iść z negocjacjami.

6. Pozwolę sobie w takim razie udzielić głosu. Proszę państwa, PROW jest ważnym elementem zmian na wsi, co do tego, myślę, że nikt nie proponuje innego zdania. Ale jeżeli to będzie jedyny pomysł na polską wieś, to jest to zdecydowanie niewystarczające zarówno w zakresie proponowanych narzę­dzi, jak również przede wszystkim finansowym. Zdaję sobie sprawę, że również obecna ekipa, podobnie jak poprzednie, stara się z realizacji środków unijnych uczynić główny swój atut, chwali się trochę na zasadzie „kumie, chwalą nas, wy mnie, a ja was”. Jak nie ma się czym innym chwalić, to się chwalimy wykorzystaniem środków unijnych. Do­brze, że one są wykorzystywane, to jest poza dyskusją. Ale jeżeli to jest jedyny element polityki wobec rolnictwa, jest to mocno niewystarczające. Jeżeli ze wszystkich aktyw­nych programów, nie mówię o płatnościach bezpośrednich, bo one pełnią całkiem inną rolę, jeżeli ze wszystkich programów, poczynając od SAPARD, przez EFRROW, pierwszy PROW, drugi PROW skorzystało kilka bądź kilkanaście procent rolników, to też, cie­sząc się, że ci rolnicy skorzystali, nie możemy budować zamków na piasku i twierdzić, jakie ogromne zmiany zaszły w polskim rolnictwie. Bo jeżeli około 90% rolników nie skorzystało z aktywnych form II filara, to nie tylko dlatego, że nie mają zdolności fi­nansowych, że są pasywni, że nie potrafili, że nie wykorzystali nadarzającej się szansy, pewnie w pojedynczych przypadkach tak było, ale trzeba wyraźnie również powiedzieć, że jeżeli chcieliby skorzystać inni, to nie starczyłoby dla tych, którzy skorzystali. Tu nie ma więcej pieniędzy. Nie ma więcej pieniędzy, w związku z tym realnie trzeba patrzeć na to, co PROW mógł przynieść.

Myślę, że można by też dyskutować nad efektywnością wydatkowania środków ak­tywnych, czy akurat na zakupy kolejnych ciągników w gospodarstwie powinny być te środki przeznaczone. Ale nie mnie o tym decydować. Zależy mi jednak na tym, żeby, biorąc pod uwagę wyczerpanie środków, bo w większości tych aktywnych osi, jak pan minister powiedział, zostały tylko niewielkie środki, końcówki, rozważyć, które działa­nia cieszyły się większym zainteresowaniem, które mniejszym. To, że w ciągu roku są podejmowane zmiany, to dobrze, tak należy, to jest przecież program aktywny i pewnie nie należy do niego podchodzić dogmatycznie, tylko w sposób praktyczny dostosowy­wać go do zmieniających się trochę oczekiwań. Takie zresztą było założenie, kiedy były formułowane pierwsze założenia według racjonalnych przesłanek, również wynikające z pewnych potrzeb społecznych i gospodarczych. Nikt nie zakładał, że się tego nie bę­dzie zmieniało, modyfikowało. To nie jest Pismo Święte.

Ale trzeba wziąć pod uwagę, że wchodzimy w okres wyjątkowo dla rolnictwa nie­bezpieczny. To dotyczy również, a może przede wszystkim gospodarstw towarowych, tutaj witam i pana Urbanowskiego, i pana Derezińskiego, i przedstawicieli federacji. Kończą się środki unijne wsparcia inwestowania w rolnictwie. W drugiej połowie 2012 i 2013 roku tych środków nie będzie i wydaje się, zresztą takie zdanie podziela minister­stwo rolnictwa, jak rozumiem, że nie będzie transferów kontraktowania w pierwszym roku nowej perspektywy. Należy domniemywać, że tak będzie. Czyli będziemy mieli ponad dwa lata, kiedy nie będzie środków na inwestowanie w rolnictwie – rok 2013 i 2014. Należy więc szukać jakichś działań krajowych, które pozwolą utrzymać, może zmniejszoną, ale jednak pewną dynamikę inwestowania w rolnictwie. Jeżeli wielkich alternatyw nie mamy, jeżeli nie będą to środki z UE, to należy przywrócić inwestowanie przy pomocy kredytów preferencyjnych – tak jak robiliśmy przed wejściem do UE. Po­jawiły się środku unijne, oczywiście, trzeba je wykorzystać. Najlepiej, jak potrafimy. Ale jeżeli tych środków przez dwa czy dwa i pół roku nie będzie, to nie można dopuścić do wstrzymania modernizowania polskiego rolnictwa i wstrzymania inwestowania, bo to będzie z bardzo negatywnym skutkiem zarówno dla gospodarstw, jak i całego otoczenia rolnictwa, firm, które na jego rzecz pracują i tak dalej, i tak dalej.

Dlatego wydaje mi się, że musi nastąpić jakieś przewartościowanie w polityce rządu przy kształtowaniu budżetu, ewentualnych zmianach jeszcze w 2012 r., ale na pewno przy planowaniu budżetu na 2013 r. w zakresie dostępności i wsparcia dla kredytów preferen­cyjnych inwestycyjnych. W przeciwnym wypadku polskie rolnictwo popadnie w stagnację. To jest wniosek z realizacji PROW w 2011 r., wniosek na przyszłość, bo zawsze powinni­śmy wyciągać jakieś wnioski, które pozwolą w przyszłości coś modyfikować.

I może pytanie. Nie chciałbym, żeby ono zostało odebrane wyłącznie jako złośliwe i polityczne, bo nie tylko taka jest moja intencja, ale biorąc pod uwagę kończący się pro­jekt, który przyniósł jakieś efekty, mniejsze niż się spodziewaliśmy, ale też cieszmy się z tego, co jest zrealizowanie – po co była ta wielka promocja pana ministra Sawickiego w czasie Euro 2012, która kosztowała określoną ilość środków? Czy w ten sposób zachę­camy do PROW, który już nie ma środków? Czy chwalimy się tym, że został zakończony, czy się kończy? No bo to ogromne rozczarowanie rolników, którzy odchodzą z kwitkiem z banku, bo nie ma środków na kredyty, nie ma możliwości ubiegania się o nowe środki z UE, a tu widzą chwalącego się ministra.

Jest w Sejmie złożony wniosek o wotum nieufności przez Ruch Palikota. Na pewno na ten temat będziemy dyskutowali jeszcze bardzo długo w czasie tego rozpatrywania. Ale powiem szczerze, że powinienem się z takiego zachowania ministra cieszyć. Ponieważ dostarcza paliwa ludziom, którzy są rolnictwu nieprzychylni i ci ludzie bardzo często właśnie krytykują funkcjonowanie sektora rolnego, pokazując marnowanie pieniędzy. Ale ja ubolewam i się zastanawiam, kto ministrowi tego typu zachowania podpowiadał, zachowania nielogiczne, niemądre, a w sensie wydatkowanych środków, które byłyby potrzebne na inne cele, wręcz skandaliczne. Dziękuję bardzo.

7. Bardzo się cieszę, że istnieje zgodność z tym, co Komisja mówiła wielokrotnie. Minister­stwo zaczyna to uznawać, że przebudowanie polskich obszarów wiejskich, modernizacja, cokolwiek pod tym pojęciem rozumiemy, bo to jest bardzo pojemne, nie jest możliwe do sfinansowaniawyłącznieśrodkamizEuropejskiegoFunduszuRolnegoRozwojuObsza­rów Wiejskich. Dlatego cieszę się, a mówię to również w kontekście wystąpienia pana doktora Chałasiewicza, który niedawno zainicjował debatę u prezydenta w tej sprawie. Należy szukać możliwości wzmocnienia modernizacji obszarów wiejskich, w szczegól­ności w zakresie infrastruktury społecznej, technicznej tej szerszej, służącej społeczeń­stwu, a nie tylko poszczególnym gospodarstwom ze środków Polityki Spójności, czy też innych mechanizmów finansowego wsparcia.

I tutaj niebezpieczeństwo może się pojawić dokładnie odwrotne: jeżeli nie ma polityki akceptującej rozwój obszarów wiejskich, jeżeli nie ma polityki, która uznaje, że obszary wiejskie są immanentnymi częściami Polski i zasługują na rozwój – np. nie dostrzegam takiej polityki przy dyskusji na temat metropolizacji, polityki polaryzacji i dyfuzji – to może się okazać, że nie tylko obszary wiejskie nie uzyskają wsparcia w ramach Polityki Spójności, ale będzie pokusa, by środki z II filara w dalszym ciągu lokować również w te obszary potrzebujące inwestycji, służące społeczeństwu, zabierając środki z moderni­zacji rolnictwa. Potem stawia się zarzut rolnictwu, że za wolno się modernizuje, gospo­darstwom stawia się zarzut, tylko że środki, które mogłyby być przeznaczone właśnie na sektor rolny, muszą również przebudowywać infrastrukturę, a takich potrzeb będzie w najbliższych latach dużo. Dlatego wydaje się, że ten kierunek myślenia, jak uzyskać w ramach polityki państwa wsparcie ze środków pochodzących z innych polityk, jest jak najbardziej potrzebny. Dziękuję, kończymy ten punkt.

Przystępujemy do trzeciego punktu, czyli informacji, którą minister rolnictwa złożył do Komisji Europejskiej: „Program Jednolitej Płatności Obszarowej oraz Uzupełniają­cych Krajowych Płatności Bezpośrednich w Polsce w 2012 roku”, czyli mówiąc językiem mniej ezopowym – jak będą funkcjonowały płatności bezpośrednie w 2012 roku.

8. Myślę, że chociaż ta metoda, czyli ustalenie koperty i podzielenie przez powierzchnię użytków rolnych w dobrej kulturze, nie jest do końca precyzyjna i w po­szczególnych sektorach powoduje jednak dość duże odchylenia, trochę kwestionujące jakby porównywanie, to mimo wszystko jest metodą, wydaje się, najlepszą, ponieważ po­równuje, jaka jest wielkość transferu środków w ramach I filara dla rolnictwa. Owszem, one trafiajądoróżnychgospodarstw,alegeneralnietrafiajądorolnictwa.Zdajęsobiesprawę, że kiedy wchodziliśmy do Unii i wszyscy byliśmy zwolennikami SAPS, bardziej przemawiała za jego wprowadzeniem prostota tego programu i łatwość przystosowania Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przy małej ilości wariantów niż może jakaś wielka logika. Kto inny wtedy podejmował decyzje, ale nie uniknęliśmy wszyscy pewnych może i niesprawiedliwości.

Wydaje mi się, że najbardziej niesprawiedliwie został potraktowany sektor produkcji bydła wołowego, który gdzie indziej uzyskuje znakomite wsparcie, u nas niestety nie. Próbą naprawienia tego było skorygowanie w postaci płatności zwierzęcej, która jest kwestionowana, bo dlaczego rok referencyjny czy rok bazowy, ale to była jakby próba naprawienia tego, czego się nie udało zrobić przy wprowadzaniu SAPS.

Metoda, o której mówi pani dyrektor, czyli wielkość koperty podzielona na po­wierzchnię użytków rolnych w dobrej kulturze, jest metodą poprawną. Ale absolutnie nie rozumiem, dlaczego również ze strony ministerstwa padają czasami porównania, że żeby ustalić transfer środków, bierzemy I i II filaridzielimynahektary.AcomaIIfilarwspólnegozhektarami?ComaIIfilarwspólnegoz rolnictwem? Owszem, on jest wsparciem rozwoju cywilizacyjnego na obszarach wiejskich, w części przynajmniej, ale takie próby podejmowane niestety w różnych kampaniach politycznych są nielogiczne i nie należy, moim zdaniem, tego w ten sposób porównywać. Byłem kiedyś świadkiem rozmowy niemieckich rolników, którzy jak usłyszeli, że ktoś próbuje środki z II filara wprowadzać do korzyści rolnictwa niemieckiego, to mówiąc bardzo delikatnie, popukali się w głowę, a jeden podał przykład: w moim powiecie jest kopalnia gipsu i uruchomiono tam muzeum gipsu ze środków pochodzących z II filara. A co rolnictwo w tej Saksonii, bo to chodziło o Saksonię, ma wspólnego z tą kopalnią gipsu?

9. Takie argumenty tylko zaciemniają obraz wsparcia dla rolnictwa. Mam również pyta­nie –jak będzie wyglądała modulacja w tym roku? Zadaję pytanie może wprost i mało precyzyjnie, ale czy jest odpowiedź ze strony Silvio Rodrigueza, bo do niego, rozumiem, skierowaliście pismo, podnosząc argumenty, które wcześniej również parlament formu­łował, że wprowadzenie w tym roku modulacji powyżej 5 tys., jest absolutnie sprzeczne z prawem. Czy jest jakaś odpowiedź i jak to będzie w tym roku realizowane?

10. Panie ministrze, bardzo się cieszę, i oby ten optymizm zakończył się sukcesem. To też potwierdza, że cierpliwy kamień ugotuje, tylko że może wcześniej trzeba było zacząć gotować te kamienie. A jaki jest wynik starań o wyrównanie płatności bezpośrednich? Przypomnę, że parlament, zarówno Sejm i Senat, przyjmując jednobrzmiącą uchwałę, stwierdziły w niej, że utrzymanie nierówności dopłat jest sprzeczne z prawodawstwem unijnym.

Nie godzę się z takim argumentem, który często w Polsce pada: bierzmy, co dają, potargujmy się, może dadzą trochę więcej, ale w końcu bierzmy, co dają, bo jest to więcej niż nic. To jest, przypominam, argumentacja z 2004 r.: bierzmy 25%, bo to jest więcej niż zero. Nie. Traktat akcesyjny mówi, że nie wolno dyskryminować mieszkańców ze względu na kraj pochodzenia. Nie może więc być różnicowania ze względu na położenie gospodarstw w poszczególnych krajach. Mogą być wprowadzone wyróżniki związane z warunkami prowadzenia produkcji rolniczej i każdy rozumie, że na północy Szwecji czy Finlandii, gdzie jest trzymiesięczny okres wegetacyjny, rolnictwo nie ma takich wa­runków jak w lepszym klimacie np. na południu Europy. Jeżeli chodzi o uprawę w gó­rach, jest trudniejsza, wymagająca większej ilości nakładów i tak dalej. Co do tego je­steśmy przekonani. Są tereny o korzystnych warunkach do rozwoju rolnictwa i mniej korzystnych. Ale utrzymywanie różnic z faktu położenia gospodarstwa w poszczegól­nych krajach jest po prostu sprzeczne z prawem unijnym. I Polska nie powinna się ogra­niczać wyłącznie do negocjowania, ile się jeszcze uda skubnąć z Brukseli, tylko twardo podnosić, że nie godzimy się na to, jeżeli trzeba będzie, to do Trybunału Europejskiego rząd Polski będzie w tej sprawie występował. Czy jest szansa na to jeszcze większa niż to, co zaproponowała Komisja Europejska: wyrównywanie dopłat.

11. Jeszcze jedno pytanie, już ostatnie, obiecuję. Myślę, że musimy wobec UE mówić jednym głosem. Dlatego bardzo mnie interesuje, czy jest już wypracowane stano­wisko resortu w sprawie stosunkowo nowych propozycji zgłoszonych przez Parlament Europejski przez Capoluasa Santosa. Czy to ma być trochę złagodzenie stanowiska Ko­misji Europejskiej? Czy ten kierunek zmian ministerstwo akceptuje? Czy jest wypraco­wane jakieś stanowisko na ten temat?

Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.