Wystąpienia posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego w debacie parlamentarnej w dniu 28 czerwca 2012 r.

Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o paszach

1. Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zgoda na import corocznie ok. 2 mln t soi modyfikowanej genetycznie, a tego dotyczy ta ustawa, niesie szereg daleko posuniętych konsekwencji dla zdrowia społeczeństwa – i społeczeństwo chyba to rozumie, bo większość jest przeciwna GMO – ale również poważne implikacje natury gospodarczej dla polskiego rolnictwa. Zamiast wspierać produkcję komponentów paszowych, w tym białkowych, która jest możliwa w Polsce, i o tym specjaliści wiedzą, to jest wiedza z podręcznika do technikum rolniczego, uzależniamy polską produkcję mięsa i jaj od importu soi modyfikowanej przez kilka amerykańskich firm, które zmonopolizowały ten rynek. Sprawa jest szalenie poważna i oczekiwaliśmy, że polski rząd, mając na to 4 lata, przedstawi propozycje, które będą poprawiały produkcję w Polsce i poprawiały suwerenność żywnościową i bezpieczeństwo żywnościowe. Nie doczekaliśmy się. Natomiast jest projekt poselski, zapewne przygotowany z dobrej woli, ale nie rozwiązuje on problemu. Dlaczego polski rząd nie przedstawił kompleksowych rozwiązań, mając 4 lata na rozwiązanie tego problemu?

2. Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pan minister zarzucił mi niewiedzę na temat programów rządowych. Nasze poprawki miały właśnie na celu sugestię, chodzi o to, żeby rozwinąć te programy rządowe, żeby wzmocnić produkcję białka krajowego, wykorzystać różne możliwości, które są wykorzystywane w stopniu niewystarczającym. Dobrze, że rząd taki program przygotował, zresztą na skutek nacisków opozycji, ale chcę państwu wytłumaczyć, że import soi do Polski, od którego uzależniliśmy w Polsce produkcję mięsa i jaj, kosztuje polskie rolnictwo od 3 do 4 mld zł. Tyle pieniędzy mogłoby zarobić polskie rolnictwo, produkując surowce możliwe do zastosowania w paszach, a tyle musimy wydać na import. Trzeba się zastanowić, czy wydłużanie terminu importu i uzależnianie polskiego rolnictwa, również polskiej hodowli drobiu i trzody chlewnej, od importowanej soi służy polskiemu rolnictwu i polskim konsumentom. Naszym zdaniem nie służy.

3. Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pan minister bardzo często podkreśla rolę polskiego eksportu. Cieszymy się, że polskie rolnictwo i jego produkty są doceniane na świecie, że możemy chwalić się polską żywnością, ale ten eksport w dużej mierze pochodzi z reeksportu, z przetwarzania surowców sprowadzanych do Polski choćby z Danii czy Niemiec i przetwarzanych w Polsce, natomiast wyniki spisu powszechnego, spisu rolnego z 2010 r. pokazują, że w wielu dziedzinach polskie rolnictwo po prostu stagnuje albo upada. Produkcja trzody chlewnej w Polsce osiągnęła poziom okresu tużpowojennego, lat 50., kiedy odbudowywaliśmy pogłowie zniszczone w czasie drugiej wojny światowej. Tak więc z tym chwaleniem się eksportem, panie ministrze, to jest trochę tak: kumie, chwalą nas, wy mnie, a ja was.

4. Pani Marszałek! Pragnę w imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość jeszcze raz przedstawić argumenty, które jednoznacznie przemawiają za tym, żeby nie procedować nad tą tak ważną ustawą.

Przypomnę państwu, że uzależniliśmy produkcję mięsa i jaj w Polsce, czyli zaopatrzenie polskiego społeczeństwa, od dostarczania komponentów paszowych, w szczególności białkowych – mówię tu o soi modyfikowanej genetycznie – ze źródeł leżących poza Polską, źródeł niepewnych, źródeł chimerycznych, na dodatek kosztujących nas ogromne pieniądze, ponieważ, jak mówiłem w pytaniu, import soi do Polski ma wartość 3-4 mld zł. Tyle środków trzeba wydać, by prowadzić w Polsce produkcję mięsa i jaj. Jednocześnie dysponujemy w Polsce znakomitymi warunkami, które pozwalają zdecydowaną większość importowanej soi zastąpić komponentami, które mogą być wytwarzane w Polsce.

Jeszcze raz przypomnę możliwości, które daje polskie rolnictwo. Jest to produkcja roślin motylkowatych grubo- i drobnonasiennych. Ogromną nadzieję wiążemy również z uprawą soi w Polsce. Jest w tej chwili w uprawie na kilku tysiącach hektarów ukraińska odmiana Anuszka, która na terenie całej Polski znakomicie plonuje, lepiej niż w Stanach Zjednoczonych. To jest szersze wykorzystanie śrut poekstrakcyjnych i makuchów roślin oleistych. To jest przywrócenie skarmiania krzyżowego mączek mięsno-kostnych w paszach dla trzody chlewnej i drobiu. To jest również import soi niemodyfikowanej, a takie oferty składały Polsce różne kraje, m.in. Rosja i Ukraina. Możemy to, co wydajemy na import soi modyfikowanej, przeznaczyć przede wszystkim dla polskich rolników, którzy w zdecydowanej większości są w stanie zastąpić soję importowaną swoimi produktami.

Niestety przez cztery lata nic nie zrobiono w tym kierunku. Program, o którym pan minister wspominał, nie dał efektów, bo nie mógł dać tych efektów. Skala wsparcia dla programu białkowego w Polsce jest zdecydowanie niewystarczająca, o czym zresztą mówili posłowie z różnych opcji politycznych.

Chcę również powiedzieć, że bardzo często dopuszcza się szantażu, mówiąc społeczeństwu o tym, że jeżeli wstrzymamy import soi modyfikowanej genetycznie, w Polsce drastycznie podrożeje żywność. Mówi się o wzroście cen mięsa czy też jaj o 30-40%. Na podstawie jakich danych ten szantaż, to informowanie następuje? Kto przedstawił wiarygodne wyliczenia? Chcę zresztą państwu powiedzieć, że ceny żywności są kształtowane przez szereg innych elementów rynkowych na rynku światowym, a nie akurat przez cenę soi, która w ciągu roku wzrosła prawie o 100%. Cena soi w Polsce w tej chwili osiągnęła prawie 2000 zł za tonę.

Wydaje się, że należało oczekiwać propozycji rządu rozwiązania tego problemu, a nie zgłaszać to grupie posłów, którzy w dobrej wierze chcą wyręczyć rząd z jego konstytucyjnych obowiązków.

Pani marszałek, w imieniu klubu Prawa i Sprawiedliwości zgłaszam poprawkę do projektu ustawy o zmianie ustawy o paszach. Proponujemy, by w art. 1 projektu ustawy wyrazy ˝1 stycznia 2017 r.˝ zastąpić wyrazami ˝31 stycznia 2013 r.˝. Dziękuję bardzo.

Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.