Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 13 czerwca 2012 r.

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, chcę postawić wniosek, aby wystąpić do mi­nistra rolnictwa i rozwoju wsi z prośbą o udzielenie informacji na jednym z najbliż­szych posiedzeń – to jest do uzgodnienia przez prezydium – na temat realizacji ustaleń z protestującymi rolnikami. Ustaleń, które zostały zawarte i podpisane przez pana ministra 30 marca tego roku.

Przypomnę, że po protestach, które rozpoczęły się w Bydgoszczy, a trwały również w innych częściach Polski, doszło do spotkania ministra rolnictwa i rozwoju wsi z prote­stującymi rolnikami na nadzwyczajnym posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dalej rozmowy toczyły się w resorcie. Ustalono działania, które mają odpowiadać postu­latom rolniczym. Zdaniem rolników te zobowiązania ministerstwa nie zostały w żaden sposób do tej pory zrealizowane. Od jutra rolnicy wznawiają protest – w Bydgoszczy, jak również w wielu innych miejscach Polski będą blokowane drogi. To jest informa­cja, którą uzyskałem z Solidarności Rolników Indywidualnych, ponieważ Rada Krajowa Solidarności jest jednym z organizatorów tych protestów. Dlatego proszę, by minister rolnictwa i rozwoju wsi udzielił informacji, jak te ustalenia z rolnikami są realizowane.

2.Panie przewodniczący, panie ministrze, byłem na spotkaniu zespołu do spraw rolnic­twa przy wojewodzie kujawsko-pomorskim, które miało miejsce w poniedziałek. Tam rolnicy, członkowie komitetu protestacyjnego, ale również przedstawiciele związków zawodowych stwierdzili, że w porozumieniu jest mowa o realizacji postulatów w ciągu 3 miesięcy, natomiast do 20 maja mieli uzyskać informację, w jaki sposób te postula­ty będą realizowane, jaki jest harmonogram rozmów i spotkań. Zdaje sobie sprawę, że bardzo wiele z tych postulatów jest szalenie skomplikowanych i trudnych. W rolnictwie nie ma spraw jasnych, prostych i łatwych do załatwienia, natomiast twierdzą – jeszcze raz to mówię, że opieram się na informacji przedstawionej przez rolników – że te usta­lenia, które dotyczyły zarówno spraw związanych z likwidacją, czy pomocą dla rolni­ków w sprawie wymarznięć, jak również wielu innych spraw, które zostały zgłoszone – nie są realizowane. W związku z tym, że podjęliśmy się kiedyś, jako Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi, próby – nie wiem, jak to określić – porozumienia czy też mediacji między protestującymi rolnikami i ministrem rolnictwa i rozwoju wsi – temu służyło nadzwy­czajne posiedzenie Komisji – oczekuję, że w związku z tym, że rolnicy wznawiają protest ogólnopolski w Bydgoszczy. Będzie on związany z blokadami na terenie województw: lubelskiego, łódzkiego, dolnośląskiego, zachodniopomorskiego i kujawsko-pomorskiego, poza Bydgoszczą, taką informację Solidarność przekazała. Oczekuję, że pan minister na jednym z najbliższych posiedzeń przedstawi dotychczasowe działania związane z reali­zacją tych postulatów.

3. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panie ministrze, cieszę się, że mamy co miesiąc sprawozdanie z posiedzenia, z obrad komisji rolnictwa i rybołówstwa i możemy w pew­nym uogólnieniu śledzić kierunek dyskusji w Unii Europejskiej, przede wszystkim nad sprawami przyszłej wspólnej polityki rolnej i rybackiej. Te informacje są dość ogólne. Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach, dlatego może powinniśmy otrzymywać również stanowiska, które idą na specjalny komitet rolny, czy na przykład tam, gdzie są nego­cjowane. Rozumiem, że pracownicy odzwierciedlają w swoich stanowiskach to, co jest ustalone w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mnie przede wszystkim interesuje postęp spraw związanych z zazielenieniem. Czy rzeczywiście nasze postulaty, dotyczące zmniejszenia do 3% i zakwalifikowaniaróżnegorodzajuszczegółowychwarunków,jakiewystępują w Polsce, do uznania za zazielenienie z mocy definicji. Czy one mają sojusz­ników w Europie? Czy inne kraje członkowskie nas w tym wspierają? Czy jest szan­sa, mówiąc wprost, na zmianę tego niekorzystnego i nielogicznego z punktu widzenia przyszłości rolnictwa w Europie oraz funkcji związanej z produkcją żywności, działania Komisji Europejskiej w sprawie greeningu, czyli zazielenienia?

Druga sprawa, trochę w podobnym duchu. Europejski Fundusz Rybacki i Morski, który będzie finansowałpolitykęwnastępnejperspektywie,zakłada,oczymjużmówi­liśmy na posiedzeniach Komisji, że alokacja środków do poszczególnych krajów będzie się odbywała na podstawie zatrudnienia i przetwórstwa. Jest to dla Polski niekorzystne, o tym też już mówiłem, ponieważ najpierw zredukowaliśmy swój potencjał – zlikwido­waliśmy znaczną część przetwórstwa, ograniczyliśmy zatrudnienie, a teraz na podsta­wie tych kryteriów mają być rozdzielane nowe pieniądze. Wychodzimy, mówiąc delikat­nie, na ludzi niepoważnych. Na ile te starania, które są odzwierciedlone w dokumencie, znajdują zrozumienie u komisarza? W jaki sposób jesteśmy w stanie te, niekorzystne dla Polski działania powstrzymać?

4.

Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panowie ministrowie, to, co powiem, będzie za­pewne truizmem, ale śródlądowe zbiorniki wodne są wielkim bogactwem narodowym. Jako takie zasługują na szczególną formę ochrony i racjonalnego wykorzystania dla społeczeństwa. Nie zatrzymujemy zbyt wiele wody opadowej i te zbiorniki są jednymi z nielicznych, które pozwalają zachować przynajmniej część tego, co natura nam daje, czyli słodkiej wody. Mają wpływ na szereg elementów środowiskowych, np. na mikrokli­mat. Woda jest wykorzystywana do celów produkcyjnych, w tym do nawodnień w rolnic­twie, co, jak sądzę, będzie miało w najbliższych latach ogromne znaczenie ze względu na coraz większą suszę, która dotyka rolnictwo. Nową formą, niezmiernie ważną, jest wy­korzystywanie tych zbiorników do celów rekreacyjnych i turystycznych. Bogatą jest ta gmina, która dysponuje akwenami wodnymi. To przyciąga turystów, taka gmina może rozwijać szereg innych funkcji, których nie są w stanie realizować gminy nieposiadające zbiorników wodnych.

Jedną z podstawowych spraw w wykorzystaniu śródlądowych zbiorników jest prowa­dzenie racjonalnej gospodarki rybackiej. Przecież chcemy, żeby to nie tylko była woda, która upiększa, nad którą można wypoczywać, ale żeby również dawała to, co przez wieki było jednym z głównych celów organizowania gospodarki, żeby dawała ryby, które są bardzo ważnym elementem polskiej kuchni. Kuchnia staropolska była oparta przede wszystkim na rybach, o czym, zdaje się, zapominamy. Również zdaniem wszystkich die­tetyków – nie słyszałem innych głosów – ryby powinny stanowić ważny składnik diety społeczeństwa. Co do tego zapewne jesteśmy zgodni. Co się okazuje? Te potrzeby w po­staci ryb konsumpcyjnych pokrywamy, przepraszam za wyrażenie, paskudztwem z del­ty Mekongu. Należy się zastanowić, czy ono w ogóle powinno trafić na stoły człowieka, a już tym bardziej, po co ma trafiać do nas, jeżeli jesteśmy wstanie w zakresie potrzeb kulinarnych oprzeć się na produkcji własnej?

Teraz przejdę do tego tematu, który nas dzisiaj zgromadził. Czy prowadzenie polityki rybackiej jest odpowiednie i racjonalne? Czy następuje jakieś rozmycie kompetencji? Czy ci, którzy faktycznie się tym zajmują, często od wielu pokoleń, mają wpływ na to? Czy faktycznie obserwujemy zjawisko pewnej mody na posiadanie jezior, na posiadanie zbiorników przez ludzi bardzo bogatych, których stać na złożenie ofert, często nieracjo­nalnych i ekonomicznie absolutnie nieuzasadnionych z punktu widzenia uzyskiwanych pożytków, natomiast uzasadnionych chęcią posiadania jeziora? Wydaje się, że rozwiąza­nia prawne są w tej kwestii niespójne. Biorąc pod uwagę wieloaspektowe wykorzystanie zbiorników wodnych, optowałbym za tym rozwiązaniem, o którym pan minister Gaw­łowski wspominał, że należy samorządom województw oddać prawo decydowania o tym, w jaki sposób będą one wykorzystywane. To oczywiście będzie trudne, bo chodzi o pogo­dzenie różnych funkcji. To jest poza dyskusją. To nie jest sprawa łatwa, ale łatwiej bę­dzie, tak sądzę, zarządowi województwa doprowadzić do pewnego konsensusu różnych form wykorzystywania zbiorników wodnych, w tym również produkcyjnego, niż tylko i wyłącznie regionalnym zarządom gospodarki wodnej. Ta sytuacja, jaka jest w tej chwi­li – podzielam zdanie zarówno przedstawicieli środowiska, jak i moich poprzedników posłów – jest nielogiczna i kuriozalna. Ci, którzy zainwestowali, ci, którzy od wielu lat zajmują się racjonalną gospodarką przegrywają w zderzeniu z tymi, którzy mają przy­jemność, mają chęć, mają modę czy chcą się wpisać w modę posiadania jeziora.

Podam przykład, który w pewnym sensie odzwierciedla to, o czym państwo mówicie. Zwrócił się do mnie rolnik, który dzierżawi od 20 lat niewielkie jezioro o pow. 3,5 ha.

Malutkie, bo tu mówimy o setkach hektarów. Pikanterii dodaje fakt, że to jezioro było własnością jego rodziny od wielu, wielu pokoleń i zostało przez komunistów zabrane, bo jest jakiś malutki ciek, który przepływał przez to jezioro. On dbał o nie, mówiąc obrazo­wo, jak o swoje – zarybiał, prowadził bardzo racjonalną gospodarkę, pozwalał wszystkim okolicznym sąsiadom, mieszkańcom z tego korzystać itd., bo taką rolę to jezioro zawsze pełniło w tym środowisku i w jego rodzinie. Umowa w dalszym ciągu trwa, umowa nie wygasła. Nagle przychodzi człowiek, który macha mu przed nosem kwitem i mówi, że już od roku on jest dzierżawcą tego jeziora, ponieważ z regionalnym zarządem gospo­darki wodnej podpisał umowę. Ten mówi, że przecież mam umowę, nie z regionalnym zarządem, bo ona była podpisywana w 2002 r. na okres lat 10 i nikt go nie poinformował o tym, że ta umowa wygasa, że mam teraz do tego konkursu ofert przystępować, bo on gotów byłby przystąpić. Nikt na ten temat z nim nie rozmawiał, więc wydaje mi się, że to jest łamanie nie tylko jakichś praw nabytych, ale również działalność nielogiczna. Człowiek, który przyszedł, wymachując mu kwitem przed nosem, mówiąc, że on teraz jest w prawie, nie zajmuje się rybactwem – jest bogatym człowiekiem z miasta. Na doda­tek to jeziorko nie jest przystosowane do nowego właściciela, ponieważ nie ma żadnych dojazdów do tego jeziora, żadnej drogi do tego jeziora. Ten człowiek oczywiście swoim terenowym samochodem z napędem na cztery koła jeździ temu rolnikowi po jego polu, po jego łące, po jego nieruchomości, bo w inny sposób do tej wody dojechać nie może. Wydaje mi się, że nie może być sytuacji takiej, że ten, który do tej pory dbał o to nasze dobro narodowe, jest postawiony pod ścianą: „won, ty już nie masz tu żadnego pra­wa! Teraz przychodzi ktoś inny, kto załatwił sobie w regionalnym zarządzie gospodarki wodnej prawo dzierżawy. Wydaje mi się, że to prawo trzeba jak najszybciej zmienić, ponieważ jest ono szkodliwe.

Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.