Jan Krzysztof Ardanowski o dyrektywie tytoniowej

– Skoro Polacy chcą w dalszym ciągu używać tytoń, czy wprowadzanie ograniczeń wpłynie na ich zdrowie czy bardziej wpłynie na pogorszenie stanu polskiej gospodarki? – pyta Jan Krzysztof Ardanowski.

Pozostał nam niespełna rok na implementowanie regulacji, które zawiera tzw. dyrektywa tytoniowa. Do tego czasu polski przemysł tytoniowy musi dostosować się do nowych warunków produkcji oraz przeprofilować strukturę produkcji. Ministerstwo zdrowia, które odpowiada za przygotowanie stosownej ustawy wykonującej prawo unijne, wciąż nie przedstawiło jej projektu. Pod płaszczykiem sloganów o zdrowiu publicznym okalecza się polski przemysł tytoniowy. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy posła sejmowej komisji rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego.

Czy ograniczanie produkcji i spożycia tytoniu (na razie smakowego), które przeforsowała Unia Europejska jest słuszne z punktu widzenia polskiego konsumenta i polskiej gospodarki?

Komisja rolnictwa wielokrotnie podnosiła kwestię dyrektywy unijnej. Widzimy z jednej strony, że tytoń jest sposobem na życie dla małych producentów. Wiemy też, że dla wielu z nich nie ma de facto alternatywy, bo gdyby była skuteczna alternatywa dla produkcji, wtedy ja nie broniłbym tytoniu. Bierzemy również pod uwagę głosy specjalistów od zdrowia publicznego, którzy podnoszą argumenty dotyczące szkodliwości nikotyny również z tytoniu produkowanego w Polsce. Nie jest rolą komisji rolnictwa zmienianie gustów i nawyków społeczeństwa. Musimy zastanowić się, skąd polskie społeczeństwo może ten tytoń pozyskiwać. Zrozumiałbym argument, że likwidując produkcję tego specyficznego (głównie smakowego) tytoniu w Polsce, wymusimy na społeczeństwie ograniczanie jego zażywania. Ale takiego związku nie ma! Wzrośnie bowiem import tytoniu gorszej jakości. Wzrośnie też kontrabanda. Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę rządowi, że samo podnoszenie akcyzy nic nie daje, ponieważ natychmiast wzrasta nielegalny import papierosów z Ukrainy i Rosji. Jest pytanie zasadnicze: Skoro Polacy chcą w dalszym ciągu używać tytoń, czy wprowadzanie ograniczeń wpłynie na ich zdrowie czy bardziej wpłynie na pogorszenie stanu polskiej gospodarki? Na to nie możemy znaleźć odpowiedzi. Z jednej strony widzimy, że minister zdrowia cały czas mówi o zdrowiu publicznym, z drugiej strony komisja rolnictwa musi ,martwić się o to, co zaoferować rolnikom, którzy by z tytoniu „wychodzili”. Rząd bowiem niczego nie zaoferował.

Struktura polskiego rynku tytoniowego jest strukturą kolonialną, ponieważ ona pokazuje pewne zaszłości, które w innych dziedzinach przetwórstwa rolno-spożywczego występują. Mówię o oddaniu produkcji wielkim międzynarodowym koncernom. Koncerny te żerują na rolnikach-dostawcach, wymuszając na nich coraz niższe ceny. Potem straszą, że w ogóle przestaną od nich kupować i przestawią się na import, ponieważ w ramach Unii Europejskiej nie mają w tym względzie żadnych ograniczeń. Rolnicy następnie wywierają presje na rząd i żądają większych dopłat. Mówiąc wprost, pieniądze publiczne poprzez rolników przekazywane są do kieszeni Philipa Morrisa czy innych wielkich zakładów tytoniowych. Tytoń w Polsce jest potrzebny i przez najbliższe pokolenia będzie nadal używany, w związku z czym lepiej, żebyśmy go sami produkowali niż sprowadzali z zagranicy.

Autor: Sebastian Żwan

Źródło: http://www.wsparcierolnika.pl/artykuly/283-jan-krzysztof-ardanowski-o-dyrektywie-tytoniowej

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.