Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 15 stycznia 2015 r.

232 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panie ministrze. Już parę miesięcy minęło od tego czasu, kiedy nasz klub złożył projekt ustawowej pomocy dla rolników dotkniętych embargiem. Niestety te miesiące potwierdziły czarny scenariusz i przypuszczenia, że sytuacja rzeczywiście może być poważna. Dotyczy to właściwie całej produkcji rolniczej, a w szczególności tych sektorów, które w większym stopniu były uzależnione od eksportu do Rosji. Są to owoce i warzywa, to jest także, niestety, wieprzowina i mleko.

Sytuacja na początku 2015 r. jest bardzo trudna i zapowiadane protesty rolników w jakiś sposób ten fakt potwierdzają. Oczekiwaliśmy, że w tej nadzwyczajnej sytuacji, bo i okoliczności są nadzwyczajne, rząd zaproponuje jakieś rozwiązania, które pozwoliłyby rolnikom utrzymać płynność finansową, nie popaść w tarapaty i odbudować produkcję. Odbudować ją również w tych obszarach, gdzie także ze względu na przyjęte procedury, np. niszczenia części produkcji w przypadku owoców, problemy będą miały miejsce. Z przykrością stwierdzam, że nie doczekaliśmy się żadnych konkretnych form pomocy. Słyszę tu głosy, że właściwie wszyscy zgadzają się z diagnozą, iż trzeba pomóc rolnikom, ale żadnych form realnej pomocy nie ma.

Cena mleka według danych ministerstwa rolnictwa, ale również według informacji z poszczególnych zakładów mleczarskich, spadła poniżej złotówki, a w niektórych regionach Polski do około 70 gr. Większość biznesplanów, które były podstawą inwestowania w gospodarstwa mleczne, opierała się na cenie około 1,60 – 1,70 zł; w tym momencie wszystkie założenia finansowe dla wizytówki polskiego rolnictwa, jaką był sektor mleczarski, wzięły w łeb. Te gospodarstwa w dużej mierze stoją na granicy bankructwa. Moim zdaniem część rolników już się nie podniesie i będzie dużo zajęcia dla komorników.

Jeszcze gorsza sytuacja, jeśli można ją stopniować, jest w sektorze trzody chlewnej. Często porównuje się tę sytuację do sytuacji z roku 2007. Celuje w tym szczególnie pan poseł Kalemba. Tylko przypomnę, że problemy ówczesnego spadku cen wynikały z nadprodukcji wieprzowiny w Polsce; wynikały z tego, że takiego pogłowia, jak w 2007 r., nie mieliśmy chyba nigdy w historii. Wtedy cena spadła poniżej 3 zł, co było oczywiście nieszczęściem dla rolników. Przypomnę i przypominać będę zawsze, że wtedy rząd premiera Kaczyńskiego podjął decyzję o bardzo szybkim skupieniu 1mln tuczników, asygnując na to odpowiednie środki poprzez Agencję Rezerw Materiałowych. To działanie powstrzymało wówczas spadek cen i pozwoliło je odbudować; nie stało się to w jakiś bardzo radykalny sposób, ale powstrzymując spadek, odbudowało się cenę o około 50 – 60 groszy na kilogramie.

W tej chwili mamy najniższe bądź jedne z najniższych stanów pogłowia trzody chlewnej w Polsce, a wieprzowina, którą zjadają Polacy, pochodzi w około 50 – 60% z importu. W tej sytuacji interwencja jest potrzebna. A przypomnę, że mechanizmy prawne w 2007 r. już obejmowały to wszystko, co UE zawiera w swoim acquis communautaire; to się nie odbyło przed wejściem do Unii Europejskiej. W tej chwili interwencja powinna polegać oczywiście na czymś innym, ale powinna być.

Jaka jest cena? Poinformuję państwa, którzy nie wiedzą. Proszę śledzić cotygodniowe notowania, podawane przez Agencję Rynku Rolnego, podawane przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa, który niedawno opublikował ocenę sytuacji ekonomicznej rolnictwa. Ba, jest również bieżące monitorowanie rynków w poszczególnych województwach. Cena w części regionów Polski również wynosi około 3 zł. Mówiłem o tym wczoraj – niedawno poinformował mnie rolnik z województwa kujawsko-pomorskiego, że zaoferowano mu za nieco przerośniętego świniaka 2 zł za kilogram żywca. Dwa złote za kilogram żywca. Proszę państwa, oczekiwanie na interwencję rządu jest cały czas aktualne. Ale żadnej interwencji od sierpnia, kiedy pojawił się problem embarga, się nie doczekaliśmy.

Ta ustawa oczywiście jest skomplikowana. Rozumiem obawy banków, że jest to wkroczenie w zakres umowy cywilnoprawnej, że trzeba doprecyzować, czy to dotyczy tylko zawieszenia, czy mówiąc wprost – prolongaty spłaty kapitału czy odsetek. Czy jest potrzebna dodatkowa, nowa analiza zdolności ekonomiczno-finansowej lub zdolności kredytowej w gospodarstwie? Są wątpliwości, które podnosi sektor bankowy w trosce o własny interes. Dla mnie, jako osoby ściśle związanej z bankowym sektorem spółdzielczym – wielokrotnie wspierałem ten sektor – jest to też szalenie ważne, żeby rozwiązania korzystne dla rolników nie uderzyły za mocno w sektor spółdzielczości bankowej, w którym większość rolników zaciąga kredyty.

To są uzasadnione wątpliwości, ale moim zdaniem sytuacja jest nadzwyczajna. W opiniach, które mamy do projektu ustawy, spotyka się wypowiedzi, że nie można tego porównywać z sytuacją, związaną z obronnością kraju. To jest zagrożenie nadzwyczajne, które powoduje uruchomienie środków nadzwyczajnych, ale oby nie doszło do tego, że sytuacja wojenna będzie na nas wymuszała różne działania. Wszyscy modlimy się o to, żeby do tego nie doszło, ale pewności nie ma. Natomiast ta sytuacja, związana z kondycją rolnictwa, jest sytuacją nadzwyczajną i wymaga nadzwyczajnych działań. Dlatego wydaje się, że Sejm występujący w imieniu suwerena, czyli narodu, ma prawo podejmować tego typu rozwiązania. Może trzeba doprecyzować pewne zapisy, tak jak sobie tego życzą podmioty, które zostały uwzględnione w konsultacjach. Tutaj Klub Parlamentarny PiS, jako wnioskodawca tej ustawy, jest gotów na przepracowanie projektu, na doprecyzowanie niektórych zapisów.

Pomoc dla rolników jest potrzebna. Część gospodarstw po prostu sobie nie poradzi; szczególnie właśnie tych gospodarstw, które były naszą wizytówką. Gospodarstwa nowoczesne, gospodarstwa, które zainwestowały w technologie, które są konkurencyjne wobec rolników z UE, to są gospodarstwa również bardzo mocno zadłużone – i kredytami pomostowymi wziętymi po to, by skorzystać z pomocy unijnej, i kredytami inwestycyjnymi, i kredytami obrotowymi na bieżące prowadzenie nowoczesnej produkcji rolniczej. Dlatego mamy nie tylko prawo, ale mamy absolutny obowiązek pomóc polskiemu rolnictwu. Oczekiwałbym, że rząd zaproponuje rozwiązania. Nie doczekaliśmy się tych propozycji. W związku z tym Sejm, nasz klub, występuje z takimi propozycjami.

2. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panie ministrze. Jest wiele wątków w tej dyskusji i dochodzą nowe. Zaczęliśmy od tego, jakie formy pomocy finansowej dla rolników byłyby możliwe do wprowadzenia w obecnej sytuacji ekonomicznej. Ta dyskusja jest ciekawa, chociaż wielokrotnie już ją prowadziliśmy. Również dyskutowaliśmy na temat problemu dzików i odpowiedzialności państwa oraz postulatów, formułowanych przez komitet protestacyjny na Podlasiu. Te sprawy były dyskutowane. Rzeczywiście reakcji praktycznie nie ma żadnej.

Natomiast w ciągu ostatnich lat pojawiła się pewna nowa, bardzo przykra i bardzo niebezpieczna sytuacja. Został zerwany związek między władzą publiczną a rolnikami w zakresie odpowiedzialności za rolnictwo, ponieważ w tej chwili – mówię to z troską – rolnicy właściwie mówią tak: zostaliśmy zostawieni sami sobie i nikt się naszymi problemami nie przejmuje. Ba, bagatelizuje się te problemy, obśmiewa się tych, którzy mówią o problemach, wmawiając również od razu – czego przykład mieliśmy zresztą również na tej sali – że każde mówienie o problemach rolnictwa jest upolitycznianiem. Tak, jakby polityka była czymś złym – to tak na marginesie – a polityka jest mądrą troską o dobro wspólne według definicji Arystotelesa. Od razu próbuje się odsunąć potrzebę zajmowania się tematem, bo mówi się, że ktoś chce coś politycznie na tym ugrać.

Rolnicy czują się zostawieni sami sobie. Jednocześnie rząd twierdzi – czy wysyła takie sygnały – że podejmuje różne starania, które nie są akceptowane przez rolników, które dla odmiany rolnicy kwestionują. To jest bardzo zła sytuacja, która już może parę razy w historii była, ale w takim natężeniu ja jej jeszcze nie pamiętam. Nie ma związku między rolnikami, organizacjami rolniczymi a władzą publiczną – w szczególności rządem – w pewnej wspólnej odpowiedzialności. To się potem przekłada na bardzo konkretne zarzuty czy uwagi.

Nie zgadzam się z moimi kolegami rolnikami, że fundusze promocji są czymś złym. Śmiem otwarcie o tym powiedzieć, ponieważ udrożnienie rynku polskich produktów spożywczych, rynku polskiej żywności, przekonanie społeczeństwa polskiego i ewentualnych importerów z Polski to jest również interes rolników. To nie jest tylko interes rządu. Rząd w skrajnym przypadku sam się wyżywi, jak to kiedyś powiedział Goebbels stanu wojennego, Urban. Dlatego szukanie rynków zbytu jest zadaniem i rządu, i rolników. Wcale nie jest tak, jak kolega powiedział, że polska żywność broni się sama, bo jest tak dobra, że ją wszyscy będą kupowali. To jest tylko nasze pobożne życzenie. To jest tylko ułuda, w jakiej próbujemy żyć.

Trzeba wykonać ogromną pracę, również mieć na to środki, żeby promocja polskiej żywności, która będzie skutkowała zwiększeniem udziału w spożyciu krajowym i znalezieniem nowych partnerów do importu z Polski, była skuteczna. Promocje robią wszyscy. Trudno sobie wyobrazić, że my tej promocji nie będziemy robili. Problemem jest coś innego. Czy mamy przekonanie jako rolnicy, że te środki są dobrze wykorzystywane? Środki, które są właściwie pewną daniną, pewnym podatkiem nałożonym na rolników, pewnym kosztem w wysokości procenta czy części procenta, jaki trzeba ponieść przy sprzedaży produktów rolnych – czy te pieniądze są dobrze wykorzystywane? To jest pytanie, na które nie mam odpowiedzi, a słuchając kolegów rolników z różnych branż widzę, że raczej jest przekonanie, iż te środki są źle wykorzystywane.

3. Jest przekonanie, że one służą m.in. lukratywnym wyjazdom przedstawicieli i działaczy, a nie – nakręcaniu koniunktury na polską żywność. Również jest pytanie – i to pytanie bardzo zasadne, którego dzisiaj nie będę rozwijał – czy rzeczywiście istnieje współpraca poszczególnych resortów, w szczególności spraw zagranicznych i gospodarki, z ministrem rolnictwa? Czy jest współpraca w celu wykorzystania potencjału polskiej dyplomacji, również dyplomacji gospodarczej, w szukaniu nowych rynków zbytu? Sądzę, że nie ma.

A to, co ujawniły taśmy Sikorskiego i jego uwagi, mówią raczej o tym, że jeden z koalicjantów, Polskie Stronnictwo Ludowe, dysponuje ogromnym majątkiem w wielu krajach świata w wydziałach promocji, handlu i inwestycji, a w niewielkim stopniu wykorzystuje ten majątek do promocji polskiej żywności. To nie są moje słowa. To są słowa obecnego Marszałka Sejmu.

A więc nie kwestionujmy funduszów promocji i mechanizmu zbierania pieniędzy, bo te niewielkie odpisy nie zwalają rolników z nóg. Pytajmy – i jest to pytanie jak najbardziej zasadne – w jaki sposób te środki są wykorzystywane. Czy rzeczywiście wpływają na świadomość polskich konsumentów, że warto kupować polskie wyroby? Czy przekonują, że te produkty są dobre, bezpieczne, smaczne i związane z naszym gustem kulinarnym, a jednocześnie tańsze niż zagraniczne? Na to warto wykorzystywać pieniądze. Również te nasze, rolnicze. Powstaje pytanie, co również rząd wykonuje ze swojej strony? Ale dzisiaj rozmawiamy o tym, czy jest możliwość zastosowania mechanizmów finansowych. Nie rozszerzajmy tej dyskusji.

Chciałbym, niezależnie od inicjatywy, aby dalej w Komisji Finansów Publicznych, poprawiając tę ustawę, próbować wprowadzić mechanizm prolongaty, chociaż co do tego nie mam szczególnych złudzeń. Po tych głosach przedstawicieli rządzącej koalicji, niemających dziś w Komisji większości, które tutaj padły w trakcie głosowania, jestem przekonany, że ten wniosek na Komisji Finansów Publicznych po prostu upadnie. Złudzeń nie mam. Mechanizm demokracji w Sejmie jest mechanizmem polegającym na tym, że cokolwiek zgłosi opozycja, to i tak zostanie utrącone. Jednak może jako Komisja powinniśmy, widząc desperację rolników i te wszystkie sprawy, o których tutaj i koledzy mówią, i protestujący w Wielkopolsce – a podobne protesty zapowiadają rolnicy w woj. kujawsko-pomorskim.

Część rolników jest tak zdesperowana, że gotowa jest udać się na Śląsk i wspierać górników, bo jest to wspólna walka również o obronę tego wszystkiego, co jest polskie. Ale to jest jeszcze zbyt szeroko zakreślone. Może powinniśmy – i tym chcę zakończyć swoją wypowiedź – sformułować dezyderat do pani premier Kopacz o podjęcie działań w dwóch obszarach. Już nie rozszerzajmy go za bardzo. Piszemy te dezyderaty jako najwyższą formę wystąpienia Komisji, bo co Komisja może? Może napisać dezyderat. Rozsądny, wskazujący na potrzebę znalezienia rozwiązań. Przygotowałem projekt takiego dezyderatu. Jeżeli Komisja uznałaby to za stosowane, to czy w trybie uzgodnienia przez prezydium, czy w końcu w trybie głosowania można byłoby się nim zająć. Nie będę czytał treści tego dezyderatu. A właściwie, jeżeli panowie pozwolicie, to może jednak szybko przeczytam.

„Komisja rolnictwa po zapoznaniu się z informacjami, zgłaszanymi przez rolników z różnych stron kraju, o zdecydowanym pogorszeniu sytuacji ekonomicznej polskich producentów rolnych, a także w związku z zapowiadanymi przez organizacje rolnicze masowymi protestami rolników, zwraca się do rządu RP o przeanalizowanie możliwości wprowadzenia w trybie pilnym:

a) Obligatoryjnego dla banków kredytujących zawieszenia (prolongaty) spłaty zaciągniętych kredytów i pożyczek, przeznaczonych na produkcję rolną w gospodarstwach prowadzących te kierunki produkcji, które ucierpiały na skutek embarga rosyjskiego.

b) Uruchomienie kredytów stabilizujących dochody gospodarstw i zapobiegających drastycznemu pogorszeniu kondycji ekonomicznej, wynikającemu ze znacznego spadku cen przede wszystkim na żywiec wieprzowy i mleko”.

Oczekiwałbym, żebyśmy jako posłowie nie wyręczali rządu w szukaniu rozwiązań finansowych, bo przecież to musi być analiza, muszą być uruchomione rezerwy państwowe, musi być wprowadzony jakiś mechanizm współpracy i konsultacji z bankami itd., itd. To nie są proste rzeczy. Ale uczulamy rząd – prosimy panią premier, prosimy rząd – aby w tych dwóch obszarach wykonał jakiś ruch, żeby to było dla banków obligatoryjne. Rzecz w tym, aby to się nie odbywało na zasadzie bardzo łatwej do przewidzenia – rolnik wnioskuje o prolongatę, a bank mówi: ależ chłopie, twoja sytuacja ekonomiczna jest tak kiepska, że my nie prolongujemy ci tych twoich kredytów, ponieważ nie mamy żadnej pewności, że za rok czy za dwa lata ty cokolwiek oddasz, więc w związku z tym wysyłamy komornika. To ma być obligatoryjne dla banku. Ten kredyt, który nazwiemy kredytem stabilizującym dochody – nie mówię o funduszu, bo z funduszem to jest inna sprawa – kredyt, który stabilizowałby dochody, mógłby być nazwany kredytem ratunkowym. Jak zwał, tak zwał, ale wydaje się, że ten kredyt jest w tej chwili potrzebny.

Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele gospodarstw jest w tej chwili zadłużonych ponad miarę. Bardzo często to są te gospodarstwa, które uwierzyły, że trzeba inwestować za wszelką cenę, bo tylko ci, którzy inwestują, przetrwają na rynku. Ci rolnicy są teraz, w cudzysłowie, klientami naszych biur poselskich. Komornicy zabierają im to wszystko, co nawet dostali z UE jako wsparcie w ramach wspólnej polityki rolnej.

Dlatego, chociaż wiele gospodarstw jest zadłużonych, to jest jednak potrzeba podjęcia kroków na wzór nadzwyczajnych działań, związanych z oddłużaniem polskiego rolnictwa w latach 90-tych. Na wzór oddłużania polskiego rolnictwa jest w tej chwili potrzeba wprowadzenia nadzwyczajnych rozwiązań kredytowych na wsparcie i doczekanie, dociągnięcie. To jest wprost dla producentów mleka na dotrwanie do nowego roku, w którym nie będzie już kwotowania i na zakorzenienie się w mechanizmie pozbawionym kwotowania. A także, jeśli chcemy ratować resztki hodowli i chowu żywca wieprzowego w Polsce, to również takie kredyty muszą być uruchomione. Dlatego może dobrze by było, gdybyśmy posiedzenie zakończyli takim dezyderatem do pani premier Kopacz.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.