Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 14 stycznia 2015 r.

230 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo. Oczywiście, absolutnie popieram wniosek, aby głębszej analizie poddać sytuację na rynku trzody chlewnej. Ta sytuacja jest już wyjątkowo zła i, prawdę powiedziawszy, wymaga również analizy w zakresie nowych zjawisk, które wystąpiły na tym rynku. Obecna sytuacja jest nieporównywalna z kryzysami na rynku trzody chlewnej i z sinusoidą produkcyjną, jaka miała miejsce w innych latach.

Pan poseł Babalski mówi, że tłumaczeniem stosowanym przez niektórych urzędników jest wyjaśnianie tej sytuacji sezonowością „górki świńskiej” na początku roku. Nie ma żadnej „górki świńskiej”. Nie ma żadnej „górki świńskiej” – jest upadek produkcji wieprzowiny w Polsce. Mamy ogromny import z Danii i z Niemiec zarówno materiału hodowlanego, jak również mięsa; m.in. po to Duńczycy kupili zakłady w Sokołowie. A więc ta sytuacja jest inna niż typowy cykl koniunkturalny produkcji, czyli „górka”-„dołek”.

Nie wiem, czy jest obecny pan poseł Kalemba. Nie widzę pana posła, ale jak się pojawi, to mu to jeszcze raz powtórzę. Słyszę cały czas o tym, jak w 2007 r. spadła cena poniżej 3 zł. Obciążało to rządy Prawa i Sprawiedliwości. Tylko przypomnę, że wtedy miało to miejsce ze względu na nadprodukcję trzody chlewnej w Polsce. Było wtedy ponad 20 mln tuczników. Wtedy działania rządu były jednoznaczne – około miliona tuczników zostało zdjętych z rynku na rezerwy strategiczne państwa przez Agencję Rezerw Materiałowych.

W tej chwili cena również spada poniżej 3 zł. Niedawno jeden z rolników w województwie kujawsko-pomorskim przekazał mi informację, że za nieco przerośniętego tucznika zaoferowano mu 2 zł za 1 kg. Dwa złote za kilogram! A pan poseł Kalemba cały czas przypomina o 3 zł czy 2,80 zł, które były w 2007 r. A więc będę oczekiwał, żeby odpowiedział, w jaki sposób on i jego partia zamierza teraz interweniować.

2. Interesuje mnie, panie ministrze, punkt dotyczący wymiany poglądów co do przyszłości sektora mleka, dlatego że tym tematem zajmowaliśmy się zarówno na konferencji, zorganizowanej wspólnie przez Komisje rolnictwa Sejmu i Senatu. Także na poszczególnych posiedzeniach Komisji ten temat też jest prawie zawsze poruszany. Przypomnę niewielką, incydentalną ustawę, która miała trochę ułatwić przepływ kwot między gospodarstwami w ostatnich miesiącach roku kwotowego. To są działania pozytywne, ale niewystarczające.

Jaka jest w tej chwili ogólna sytuacja na rynku w sektorze mleka w Europie? Już nie chcę tutaj demonizować ani też eskalować ocen, ale sygnały, jakie płyną od polskich producentów mleka, są podobne do tych, jakie słyszymy w przypadku wieprzowiny. Szczyciliśmy się – i bardzo słusznie – gospodarstwami mlecznymi jako najbardziej rozwiniętymi. To była wizytówka polskiego rolnictwa; znakomite gospodarstwa, które uzyskiwały wyniki produkcyjne, zarówno ilościowe jak i jakościowe, zbliżone do konkurencji z Europy Zachodniej. Te gospodarstwa są w tej chwili w trudnej sytuacji, na co przede wszystkim wpływa spadek ceny mleka.

Przypomnę, że średnia cena mleka rok temu wynosiła około 1,70 zł za litr, a w dobrych zakładach kształtowała się na poziomie około 2 zł. W tej chwili informacje, jakie przekazują organizacje rolnicze i rolnicy, mówią o powszechnym spadku ceny poniżej złotówki. Miałem informację od jednego z rolników z woj. kujawsko-pomorskiego, że otrzymał cenę 70 groszy za litr pełnowartościowego mleka.

W związku z powyższym ta sytuacja wymaga nadzwyczajnych działań i ze strony polskiego rządu, i ze strony Komisji Europejskiej. Czy toczą się w dalszym ciągu rozmowy, by jednak uruchomić mechanizmy siatki bezpieczeństwa? Czy KE – przypomnę, że pod rządami nowego komisarza – zamierza podjąć jakieś działania na tym rynku? Czy po prostu zostawia sprawę tzw. wolnemu rynkowi, czyli mówiąc brzydko i wprost – wykończeniu polskiego sektora mleczarskiego?

3. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie rolniczego lobby w UE bez polskich organizacji rolniczych. To jest truizm. Duży kraj rolniczy musi wszelkimi możliwymi sposobami zabiegać o interesy swoich rolników. Dlatego organizacje, które Wiktor Szmulewicz wymienił, muszą być również miejscem przedstawiania poglądów przez polskie organizacje rolnicze.

Niezależnie od tego mam pewną wątpliwość, czy w ogóle europejskie środowisko rolnicze ma rzeczywisty wpływ na podejmowanie decyzji przez KE. Wydaje mi się, że my często myślimy życzeniowo, bo chcemy, aby tak było; uważamy, iż w tak złożonej, skomplikowanej i również regionalnie zróżnicowanej materii, jaką są obszary wiejskie w Europie i rolnictwo, głos rolników powinien być bardzo ważny. Ba – współdecydujący. Wydaje mi się, że tak nie jest. Niezależnie od tego, że inne mechanizmy – mechanizmy polityczne, mechanizmy dominacji kilku krajów w UE – tak de facto decydują o tym, jakie kierunki są podejmowane również w polityce rolnej, to na pewno tak długo, jak długo zinstytucjonalizowane lobby rolnicze istnieje w Brukseli, polskie organizacje muszą tam być.

Wiemy wszyscy, że organizacji nie stać na samodzielne finansowanie pobytów, również na opłacanie tej strony technicznej, związanej z logistyką, tłumaczeniami itd., itd. Dlatego obowiązkiem państwa jest pomoc dla organizacji w zapewnieniu finansowania godnego uczestnictwa – nie tylko w roli ubogiego krewnego, ale godnego uczestnictwa w tych gremiach, o których wspomniałem. Wydaje mi się, że co do tej kwestii to między nami nie ma jakiegoś zasadniczego sporu. Większość polityków jest przekonana, że należy organizacjom rolniczym pomóc w dobrym wypełnianiu ich roli w interesie polskich rolników.

Dostrzegamy problemy z rozliczaniem środków. Nie będę do tego wracał, ale przecież temu problemowi były nawet poświęcone oddzielne posiedzenia naszej Komisji. Rozliczenia, zaszłości historyczne, twierdzenia niektórych organizacji, że one z własnej kieszeni finansowały przez wiele lat reprezentację rolniczą, a teraz państwo i pozostałe organizacje okazują się czarnymi niewdzięcznikami, którzy nie chcą o tym pamiętać. To są problemy rozliczeń natury księgowej, wnioski do prokuratury itd., itd.

Trochę z uśmiechem odnoszę się do tego sformułowania pana posła Ajchlera, że minister rolnictwa chce trzymać organizacje rolnicze na krótkiej smyczy, mówiąc obrazowo. Pewnie chce. Pewnie chce, by przychodziły w roli petenta po środki, bo wtedy można również w prosty sposób wymuszać pewne zachowania, gesty sympatii, poparcie dla polityki ministra. To zamyka naturalną w demokracji dyskusję, bo jak nie będziecie robili tego, co ja chcę, nie będziecie mnie chwalili, to nie dostaniecie pieniędzy. Ale to też jest pewna niekonsekwencja, bo jeżeli od tego corocznego przedłużania ustawy zależy taki mechanizm, a coś tu jest na rzeczy, to minister rolnictwa powinien wnioskować o to, aby w ustawie budżetowej i w ustawach okołobudżetowych znalazł się ten zapis.

Rzecz w tym, żeby to nie było coroczne przyjmowanie rozwiązań prawnych czy poprzez posłów tej czy innej partii, czy komisyjnie. Przecież jest styczeń. Nawet gdyby ta ustawa szybko przeszła, a cuda się dzieją – wczoraj w nocy pisana na kolanie ustawa o likwidacji kopalń była głosowana do godz. 12.00.

Tu się dzieją różne cuda, jeżeli chodzi o tempo prac nad ustawami. Natomiast wydaje mi się, że ta sprawa – jako niekontrowersyjna – nie wymaga jakichś ekstra politycznych dyskusji. Dlatego ubolewam, że nie została zgłoszona w normalnej procedurze ustalania budżetu i ustaw okołobudżetowych przez rząd, przez Radę Ministrów do Sejmu we wrześniu ub. r., aby mogła funkcjonować już od stycznia 2015 r. Nawet gdybyśmy sprawnie nad nią procedowali i zapadłaby taka decyzja, to i tak kilka miesięcy tego roku już jest, niestety, straconych.

Niezależnie od tych wszystkich wątpliwości uważam, że z taką inicjatywą Komisja powinna wystąpić; może również próbując wpisać finansowanie wieloletnie, a nie tylko z roku na rok.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.