Wystąpienie posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego w debacie parlamentarnej w dniu 15 grudnia 2011 r.

Wystąpienie posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego w debacie parlamentarnej, poświęconej Unii Europejskiej, w dniu 15 grudnia 2011 r.

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Gdy opisuje się nasze relacje z Unią Europejską, często podaje się przykłady z polskiego rolnictwa. Mówił o tym również mój poprzednik. Wiem, że wszyscy znają się na rolnictwie, tak jak w słynnej legendzie o Stańczyku wszyscy znają się na zdrowiu, ale chciałbym uporządkować kilka spraw. Wspólna polityka rolna od początku swojego istnienia stawiała sobie dwa główne cele, które zostały zapisane już w traktatach rzymskich. Pierwszy cel to zapewnienie społeczeństwu odpowiedniej ilości żywności po rozsądnych cenach, drugi cel to zapewnienie rolnikom godziwych dochodów i możliwości partycypowania w rozwoju cywilizacyjnym. I chociaż na przestrzeni kilkudziesięciu lat polityka europejska

wobec wsi podlegała głębokim zmianom, zawsze dominowała troska o interes konsumentów i dobro rolników. Niestety wraz z procesem rozszerzania się Unii Europejskiej, m.in. o nasz kraj, silny kraj rolniczy,

pojawiły się przeszkody czy też skazy, jeśli chodzi o tę, mogłoby się zdawać, logiczną i rozsądną politykę unijną. Unia Europejska mając pełną gębę deklaracji o solidarności europejskiej, de facto stała się

stróżem interesów kilku krajów członkowskich odnoszących największe korzyści z istnienia wspólnego rynku. Zasady, na których w 2004 r. Polska wprowadziła swoje rolnictwo do Unii, były zaprzeczeniem równych reguł konkurencyjności i elementarnego poczucia solidarności. Akcesja do Unii była poprzedzona 10-letnim okresem tzw. dostosowania, w którym część polskiego rolnictwa ulegała głębokiemu regresowi. Między innymi implementując przepisy unijne decyzjami

czy to niedouczonych, czy nadgorliwych polskich urzędników, zniszczono tysiące zakładów przetwórczych, a w ramach dziwnej prywatyzacji pozbawiono polskich rolników jakiegokolwiek wpływu na

firmy z otoczenia rolnictwa. W procesie dostosowania oraz już po akcesji utraciliśmy, jeśli chodzi o rolnictwo, setki tysięcy miejsc pracy i znaczną część majątku narodowego. Takie były koszty. A teraz korzyści, a przynajmniej to, co jest uważane za korzyści. Wsparcie finansowe dla polskiego rolnictwa nie jest żadnym przywilejem, wynika z mechanizmów wspólnej

polityki, ale także z rekompensaty za ogromne koszty gospodarcze i społeczne, jakie poniosła polska wieś. Pomoc ta jest znacznie mniejsza niż w krajach starej Unii, na dodatek jej wielkość oparta jest nie na logicznych, jednakowych dla całej Wspólnoty kryteriach naliczania, ale na kryteriach uznaniowości tzw. historycznych kopert krajowych.

Cóż, trudno się dziwić, że główni gracze Unii traktują Polskę jak przysłowiowego głupiego Jasia cieszącego się z lizaka za szybą czy też plemię, które można ogłupić perkalem i koralikami. W znacznej części klasy politycznej, zarówno w okresie wchodzenia do Unii, jak i obecnie, ale niestety również w odniesieniu do przyszłości, dominuje sposób myślenia sługi czującego respekt przed możnym panem. Czyż

nie słyszymy w Polsce, również dzisiaj w wypowiedziach polityków, argumentacji, że trzeba brać, co dają, bo mogliby dać mniej, brać cokolwiek, bo cokolwiek to więcej niż nic? Co sądzić o wypowiedziach

polityków tzw. partii chłopskiej, że naszym interesem jest wyciskanie brukselki – symbol i sens integracji europejskiej? Pomoc dla polskich rolników, o której wielkości i ponoć zbawiennym wpływie na dobrobyt

na wsi opowiedziano już wiele bajek i kłamstw, stała się m.in. pretekstem dla rządu do nowych obciążeń finansowych w powiedzianych przez pana premiera w exposé. Jest ona także dyżurnym tematem, jeśli chodzi o konfliktowanie mieszkańców miast z polskimi

rolnikami. Pomoc ta jest przede wszystkim rekompensatą wzrostu kosztów produkcji rolnej po wejściu do Unii i tym samym ograniczenia wzrostu cen żywności w Polsce. Na dopłatach w większym stopniu korzystają konsumenci niż polscy rolnicy. Ale wsłuchując się w troskę pana premiera, chcę przejść do kwestii przyszłości.

Dotychczasowe starania rządu Platformy i PSL-u można określić jako klęskę negocjacyjną. Trudno zresztą się dziwić. W krajach poważnych na temat ważnych spraw, a przyszłość obszarów wiejskich zamieszkałych przez 40% społeczeństwa niewątpliwie

należy do spraw ważnych, wypowiadają się przywódcy państw, np. prezydent Sarkozy czy kanclerz Angela Merkel, a w naszym kraju starania pozostawiono w rękach ministra rolnictwa, słabo umocowanego, niemającego wsparcia premiera, ministra spraw zagranicznych, ministra finansów niebędącego partnerem

dla najważniejszych graczy. Nie słyszałem, ani na forum krajowym, ani na forum międzynarodowym, jakichkolwiek wypowiedzi pana premiera Tuska w obronie interesów polskiej wsi. Jeżeli już pan premier wypowiadał się, to o ogromnych korzyściach polskich rolników oraz o polityce spójności na obszarach wiejskich, myląc ją, co świadczy o głębokiej niewiedzy, z II filarem wspólnej polityki rolnej. Trzeba również dodać, że pakiet negocjacyjny dotyczący obszaru rolnictwa nie był konsultowany z parlamentem. Jakie są zatem mityczne sukcesy rządu Platformy i Polskiego Stronnictwa Ludowego w zapewnieniu

dobrej przyszłości polskiej wsi? Po zapowiedziach z kampanii wyborczej i po deklaracjach o naszej sile i skuteczności, o naszej roli w Europie, o tym, że jesteśmy ponoć liderem zmian w zakresie przyszłej

wspólnej polityki rolnej, nastąpił przysłowiowy kubeł zimnej wody ze strony Komisji Europejskiej. Stanowisko z 12 października nie pozostawia żadnych złudzeń. Przykłady. Płatności bezpośrednie dla polskich rolników de facto decydujące o konkurencyjności rolnictwa

w dalszym ciągu mają być znacznie niższe. Na przykład w 2020 r. w Polsce będzie to 217 euro do hektara, w Danii – 341, w Holandii – 398, w Grecji – 494. Kolejny przykład. Czym, jeśli nie brakiem wspólnych zasad, wytłumaczyć ogromną dysproporcję płatności za realizację tych samych praktyk korzystnych dla klimatu i środowiska? Zmiana systemu

płatności bezpośrednich, zapowiedziana przez Komisję Europejską, z systemu SAPS na zmodyfikowany SPS będzie kosztowała polskich podatników setki milionów euro ze względu na zmianę systemów informacyjnych i procedur w agencji płatniczej. Polscy rolnicy oczekiwali wsparcia przemian pokoleniowych na wsi poprzez kontynuowanie rent strukturalnych, tak nagłośnionych przez PSL. Otóż po 2013 r. już ich nie będzie.
Dobrze, by rolnicy dowiedzieli się o tym. Przyszła polityka rolna wbrew zapowiedziom będzie jeszcze bardziej skomplikowana, będzie się oddawać w dużej mierze przyszłość poszczególnych gospodarstw w ręce biurokracji i administracji. Można podać wiele przykładów naszej bezradności. Proszę państwa, Wysoka Izbo, kończąc, powiem, że chcę wierzyć, iż niezależnie od ostrości retoryki parlamentarnej i emocji, jakie ten ważny temat wywołuje, dla wszystkich osób zajmujących się działalnością publiczną, a w szczególności dla osób wybranych przez naród na jego reprezentantów, hasło, zawołanie: bonus res publicae suprema lex esto, jest najważniejsze. Możemy nie zgadzać się w wielu sprawach, ale chciałbym, by troska o naszą ojczyznę nigdy nas nie poróżniła. Dziękuję bardzo.

Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.