Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 16 grudnia 2014 r.

223 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panie ministrze, dyskutujemy o rynku mleka za późno i w stopniu niewystarczającym. Dobrze, że jest dezyderat Komisji, który został przyjęty jednogłośnie, który jest adresowany do premiera rządu, z prośbą, wskazaniem o podjęcie działań, które pozwolą tym rolnikom, którzy uwierzyli w możliwość rozwoju gospodarstw mlecznych, przetrwać trudny okres i nie stać się bankrutami. To dotyczy przede wszystkim gospodarstw największych, które są najbardziej obciążone kredytami, które korzystały z pomocy unijnej. Takie zdanie rolnicy w sposób jednoznaczny w tej chwili formułują, między innymi na konferencji wspólnie zorganizowanej przez komisje rolnictwa Sejmu i Senatu.

Sytuacja jest bardzo trudna. Ta ustawa, incydentalna, niewielka, niczego de facto nie zmienia, nie jest tym, czego oczekują rolnicy. Oczekują oni wsparcia ze strony rządu, tym bardziej że według naszego przedstawiciela w Brukseli (mówię o ministrze Babuchowskim, który w formie prezentacji przedstawił działania Komisji Europejskiej na temat możliwości uzyskania wsparcia ze strony Komisji Europejskiej) na żadną pomoc ze strony UE liczyć nie możemy; zdania w ten kwestii były jednoznaczne. Decyzje w Komisji praktycznie zapadły. Wydaje się, że pozycja polskiego ministra rolnictwa była tak słaba i niewsparta przez premiera rządu, że w ogóle naszych postulatów nikt poważnie nie traktował. W związku z tym są potrzebne działania krajowe, nie zaniedbując oczywiście prób odwrócenia sytuacji w UE, ale są potrzebne działania krajowe.

O tym, że będzie koniec kwotowania od 1 kwietnia 2015 r., wiemy z górą od kilku lat. Działania Polski były niejasne, niejednoznaczne, bo jestem absolutnie przekonany, że kwotowanie dla polskiego rolnictwa było korzystne. Tu mam całkiem inne zdanie niż duże zakłady przerobu mleka, które twierdzą, że teraz dopiero będzie można rozwinąć skrzydła. Dla Polski, przy polskiej specyfice i strukturze produkcji mleka, kwotowanie było formą ochrony rynku i formą stabilizowania dochodów producentów rolnych. Nie jesteśmy w stanie konkurować z ogromnymi fermami mlecznymi, które są w Europie Zachodniej, również na świecie, gdzie nawet największe polskie gospodarstwa mleczne są mikroskopijne w stosunku do tych, zajmujących się produkcją mleka na świecie. Podawałem przykład obory z Teksasu, gdzie jest 7,5 tys. krów dojnych. To które gospodarstwo w Polsce jest w stanie konkurować z tego typu gospodarstwami?

Uważam, że kwotowanie mleka było bardzo ważne i przegraliśmy niezmiernie ważny element, który mógł być stabilizujący dla polskiego rolnictwa. Efektem tego jest to, że znaczna część Polski, całe powiaty są pozbawione krów mlecznych. W wielu powiatach Polski dzieci będą widziały krowy w elementarzu czy w telewizji. To są konsekwencje m.in. przyjętego modelu rozwoju mleczarstwa w Polsce, o którym pan prezes wypowiadał się w samych superlatywach, twierdząc jeszcze (rozumiem, że w imieniu swojego klubu), że konkurencyjność sektora mleczarskiego zależy wyłącznie od koncentracji przetwórstwa. Jeżeli by tak było to nie ma prawa pozostać produkcja mleka w Austrii, w Szwajcarii, w niektórych regionach Włoch, w Masywie Centralnym we Francji. Tam nie powinno być żadnych krów mlecznych, jeżeli jedynie skala produkcji przetwórstwa, koncentracja przetwórstwa ma decydować o tym, czy coś jest opłacalne, czy nie. Są różne możliwości wspierania przetwórstwa, również tego produkującego na rynek lokalny, przetwarzającego w małych zakładach przetwórczych, produkującego wyroby specyficzne, oryginalne, sprzedawane bezpośrednio, również z gospodarstw. Ten kierunek w Polsce nie znajduje, niestety, uznania w oczach rządu. Zresztą czy koncentracja przetwórstwa jest w rolnictwie czymś pozytywnym ? Akurat mleko ma może dość specyficzną formę własności, bo jeszcze spółdzielczość odgrywa jakąś rolę na tym rynku i, chwała Bogu, że tak jest. Ale, czy koncentracja przetwórstwa mięsa w Polsce, czy koncentracja przemysłu tłuszczowego, czy koncentracja przemysłu owocowo-warzywnego, w znacznej mierze sprzedanego międzynarodowym koncernom, jest zjawiskiem korzystnym dla polskiego rolnictwa? Czy w jakikolwiek sposób pomaga rolnikom, czy wprost przeciwnie, powoduje, że w tej międzynarodowej globalnej grze firmy traktują polskich producentów surowców rolniczych w sposób dominujący, często monopolistyczny, wymuszając na nich sprzedaż często nawet poniżej kosztów wytwarzania? To jest – oczywiście – pytanie, na które wielokrotnie próbowaliśmy uzyskać odpowiedź odnośnie do strategii dla polskiego rolnictwa, modeli rozwoju tego rolnictwa. Nigdy właściwie takiej odpowiedzi, takiej poważnej dyskusji nie było.

Mnie interesuje – i to pytanie ponawiam, koledzy je zdawali – jakie działania zamierza rząd jeszcze podjąć, nie oglądając się już na UE (bo, zdaniem prof. Babuchowskiego, już nie mamy czego szukać w Brukseli), żeby nie dopuścić do sytuacji, która zaczyna się pojawiać w sposób dość, niestety, przewidywalny. Że najlepsze polskie gospodarstwa, te gospodarstwa, które zainwestowały (to dotyczy głównie Podlasia i północnego Mazowsza, ale nie tylko), przy tak gwałtownym spadku ceny, przy braku reakcji choćby w postaci skupu interwencyjnego czy dopłaty do przechowalnictwa, czyli narzędzi dopuszczalnych w siatce bezpieczeństwa ustalonej przez UE, jeżeli takich działań ze strony rządu polskiego nie będzie, to te gospodarstwa będą przegranymi procesu odchodzenia od kwotowania i tych zmian, które na rynku zachodzą. Kto im wytłumaczy, że te wszystkie nadzieje, jakie wiązali z inwestowaniem w gospodarstwa, niestety, okażą się płonne?

W tej chwili wielu rolników, którzy bardzo mocno zaangażowali się w przetwórstwo mleka, stoi na granicy bankructwa. Jeżeli nie będzie również szybkich działań interwencyjnych, na które, jestem przekonany, w Sejmie będzie pełna zgoda, to te gospodarstwa zbankrutują.

Akceptuję tę ustawę, bo jeżeli jest szansa w jakikolwiek sposób pozwolić na przesunięcie niewykorzystanych kwot z jednych gospodarstw do drugich, bez konieczności potrącania tych 5% na rezerwę krajową, bo byłoby to już w tej chwili absolutnie głupie, to trzeba to przyjąć. Tylk, że to jest ustawa mała, nieznacząca, ona nie rozwiązuje problemów na rynku mleka.

2. Wysoka Komisjo, pani poseł Niedziela stwierdziła, że w sposób nieprecyzyjny czy nielogiczny się wypowiedziałem, więc chce doprecyzować.

Przede wszystkim, jestem przekona ny, że trzeba dostrzec dualizm produkcji mleka w Polsce. Są gospodarstwa duże, one są w większości skoncentrowane, jeszcze raz powtórzę, w północno-wschodniej Polsce, które są w sposób naturalny zainteresowane również skoncentrowanym przetwórstwem, czyli także spółdzielnią, którą pan poseł wnioskodawca reprezentuje. Ale to nie może być jedyny model w rozwoju produkcji mleka w Polsce. Potencjał polskiego rolnictwa, słusznie pan poseł zauważył, jest bardzo duży, może to jest 15 miliardów, może więcej, trudno powiedzieć. Biorąc pod uwagę również zmiany w strukturze zasiewów, to ten potencjał produkcji mleka jest znaczący. W związku z tym warto przypomnieć, jak nędzną kwotę wynegocjowaliśmy w 2004 r., nieodzwierciedlającą naszego potencjału. Ale już niedługo historycy będą się tym zajmowali.

Nie można jednak myśleć o tym, że produkcja mleka będzie w Polsce skoncentrowana w dwóch czy trzech województwach, ponieważ warunki do produkcji bydła, zarówno mlecznego, jak i mięsnego, są na terenie całej Polski, są również w terenach, gdzie żadnej innej alternatywnej produkcji, ze względu na udział użytków zielonych, właściwie nie można zaproponować rolnikom. W związku z tym wydaje się, że oprócz rozwiązań, które będą korzystne dla tych większych gospodarstw, które w skali Europy w dalszym ciągu nie są bardzo wielkie, to jest jeden kierunek a drugi kierunek to wsparcie dla gospodarstw, które nigdy nie będą miały stu, dwustu czy pięciuset sztuk bydła, bo nie mają takiej powierzchni a mogłyby spokojnie zajmować się produkcją mleka na potrzeby (nie będę tego powtarzał) na potrzeby lokalne, bądź potrzeby związane ze sprzedażą bezpośrednią. Wydaje mi się, że to jest dość logiczne.

To, że nie mamy czego szukać w Brukseli, o tym bardzo wyraźnie powiedział przedstawiciel polskiego rządu rezydujący w Brukseli, czyli pan profesor Babuchowski. Cóż z tego, że polskie władze się starały, jak w Komisji Europejskiej niczego, mówiąc dosłownie, nie uzyskaliśmy – ani redukcji współczynnika tłuszczowego, ani wydłużenia kwot, właściwie nie byliśmy w stanie zorganizować innych krajów, które by nas w jakiś sposób mogły wesprzeć w naszych potrzebach. Ja bym wolał, żeby polskich ministrów (i to dotyczy nie tylko ministrów obecnej koalicji) chwalili rolnicy a nie, żeby oni chwalili się sami.

Będę prosił przewodniczącego Komisji (już prezydium o to prosiłem) byśmy na jednym z najbliższych posiedzeń podjęli w końcu sprawę sprzedaży bezpośredniej. Podkomisja, którą powołaliśmy jako Komisja, nie jest w stanie dalej ruszyć nawet o pół centymetra, ponieważ doszliśmy do granicy, do bariery, która wymaga rozstrzygnięć politycznych. Pani przewodnicząca od kilku tygodni mówi, że chodzi do ministra spraw zagranicznych, do ministra finansów, podejmuje starania. Szanuję to, dziękuję za to, tylko że się nic dalej nie posuwa. W związku z tym należy zdać sprawozdanie z tego, co podkomisja do tej pory robiła i będę o to wnioskował po to, abyśmy jako Komisja podjęli decyzję, może w postaci dezyderatu, może projektów zmian ustawowych (bo podkomisja dyskutuje o rozporządzeniach dwóch ministrów), byśmy w tej sprawie byli w stanie ruszyć.

Być może jest potrzebne wsparcie dla podkomisji, bo, jako żywo, mnie już zaczyna brakować wyobraźni, co powinniśmy jeszcze jako podkomisja zrobić, by przełamać barierę w myśleniu polskiego rządu, że nie da się nic zrobić, pomimo tego, że podajemy wyraźne przykłady z innych krajów UE, że w sprzedaży bezpośredniej – to się wiąże również z produkcją na niewielką skalę w gospodarstwach, także z produkcją mleczną – można by szereg elementów korzystnie wpływających na rozwój polskiego mleczarstwa w małych gospodarstwach rozwinąć.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.