Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 11 września 2014 r.

205 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, jestem zdecydowanym zwolennikiem wzmocnienia instytucji kontrolnych, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności, również w tym segmencie, za który odpowiada Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Ta instytucja, której uprawnienia były modyfikowane – i uzyskała duże możliwości kontrolowania i wpływania na bezpieczeństwa żywności – nie jest, niestety, odpowiednio wykorzystywana. Miałem przyjemność nadzorować IJHARS, pracując w ministerstwie. Wydaje się, że dysponujemy sprawnym narzędziem, które wymaga jeszcze pewnego doprecyzowania uprawnień, dlatego zgłoszę poprawkę zwiększającą skuteczność kontroli prowadzonej przez inspekcję jakości handlowej. Myślę, że ta poprawka nie będzie budziła kontrowersji. Natomiast nie umiemy inspekcji wykorzystywać w odpowiedni sposób. Pojawiają się co jakiś czas informacje o różnego rodzaju aferach związanych z bezpieczeństwem żywności. Wiem, że do tych afer trzeba podchodzić w sposób bardzo ostrożny, by przez nieodpowiedzialne i nieodpowiednie nagłaśnianie spraw nie podważyć zaufania do polskiej żywności. To zaufanie, to przekonanie o jakości polskiej żywności jest naszą wielką siłą, ale na świecie tak jest, że nie wystarczy mówić o czymś, iż jest to dobre – trzeba jeszcze mieć niepodważalne dowody, dokumenty, które potwierdzają jakość. IJHARS jest zatem instytucją jak najbardziej potrzebną.

W związku z tym, że bardzo interesuję się bezpieczeństwem żywności i często rozmawiam z pracownikami inspekcji na temat technicznych stron prowadzenia kontroli, dochodzę do wniosku, że czasami ci bardzo wielcy producenci żywności dopuszczają się fałszerstw żywności. Wykorzystują różnego rodzaju kruczki prawne, które utrudniają egzekwowanie jakości produktów w interesie konsumentów, ale również w interesie ogólnie rozumianej polskiej racji stanu, dla której, tak jak wspomniałem, dobry wizerunek żywności jest sprawą ważną. Dlatego dochodzę do wniosku, że inspekcję trzeba po prostu wzmocnić. Zadam na ten temat kilka pytań szczegółowych, kiedy będziemy przy poszczególnych punktach projektu. Natomiast teraz prosiłbym pana ministra o jakąś głębszą refleksję. Z jednej strony mamy bowiem zapowiedź budowy wspólnej instytucji bezpieczeństwa żywności, o czym mówi się od wielu lat; w kolejce czeka projekt poselski, który jest, jak rozumiem, popierany przez resort rolnictwa. Czy jest sens procedowania w tej chwili nad ustawą o IJHARS, jeżeli może się okazać, że za nieodległy czas dokonamy absolutnie istotnych zmian, związanych z przebudową całego urzędowego nadzoru nad bezpieczeństwem żywności? Proszę rozwiać moje wątpliwości. Czy nasza obecna praca nie pójdzie na marne, kiedy się okaże, że doprecyzowujemy szczegóły związane i z obiektywną oceną półtusz, i ze znakowaniem jaj, i z wprowadzaniem różnego rodzaju rozwiązań? Czy procedowanie ustawy o połączeniu inspekcji – mówię tu w pewnym uproszczeniu – nie roztrwoni naszej dzisiejszej pracy?

2. Mam pytanie do tej zmiany i do kolejnych, związane z wprowadzeniem obiektywnej oceny tusz wołowych. Jestem wielkim zwolennikiem wprowadzania metod obiektywnych. Pamiętam, jakie opory budziło kilka lat temu wprowadzenie obiektywnej oceny również skupu trzody chlewnej w Polsce. Ile było problemów z tym, żeby przekonać przedsiębiorców, że należy w sposób obiektywny oceniać to, co kupuje się od rolników. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że rolnicy bardzo często byli oszukiwani właśnie na sposobie oceny skupowanych od nich produktów.

Natomiast jest pytanie, które też pewnie za chwilę padnie z ust pana Borkowskiego. Otóż wprowadzenie obiektywnej oceny wiąże się z kosztami. Czy państwo ocenili, oszacowali, jakie to są koszty w skali jednego zakładu czy jednej linii ubojowej, mówiąc bardziej precyzyjnie? Jakie to są koszty również dla całej branży, z zastrzeżeniem wyłączenia 75 sztuk tygodniowo, których zasada nie obejmuje? Wydaje mi się, że to już jest spora ilość i przepis powinien również to obejmować, ale nie będę zgłaszał poprawki w tej sprawie. Natomiast chcę wiedzieć, jakie to są koszty dla branży? Żebyśmy się nie spotkali za chwilę z zarzutem, choć on i tak zapewne padnie, że to są ogromne koszty, przerzucane na branżę ubojową; koszty, których nikt nie rekompensuje.

Jest również pytanie, jaki jest dostęp na rynku do maszyn i urządzeń do badania tusz wołowych? Żeby również ktoś nie stwierdził, że wprowadzamy przepis, który nie będzie możliwy do zrealizowania, ponieważ brakuje odpowiedniej, szerokiej gamy maszyn i urządzeń do pomiarów. Albo wprost przeciwnie, jest tylko jedna firma i napędzamy klientów tej jednej firmie, która ma zmonopolizowany rynek.

3. Mam pytanie o logikę tego przepisu. Wytłumaczcie mi, skoro nie jestem w stanie tego zrozumieć: „Dotyczy mięsa drobiowego, jaj i mięsa pochodzącego z bydła w wieku poniżej 12 miesiąca życia, tusz wieprzowych, tusz wołowych, tusz innych zwierząt”. A jakie jeszcze są te inne? Czy nie można tego załatwić jednym stwierdzeniem „tusz zwierząt”?

4. Chcę zgłosić poprawkę w tym punkcie. Artykuły 24, 25, 26 i 27 określają sposób prowadzenia kontroli i to, jakie ma uprawnienia inspektor, który wchodzi na teren zakładu; co może kontrolować i w jakich pomieszczeniach. Dotyczy to również sposobu zabezpieczenia zarówno pobranych próbek, wtórników, jak i partii produktów, które nie powinny trafić na rynek do czasu zakończenia kontroli. To wydaje się absolutnie logiczne. Niestety, są przykłady, które sprawiają, że ze względu na procedury administracyjne, odwoływanie się właściciela, często oczekiwanie na wynik z laboratorium, produkt trafia na rynek przed ostatecznym wynikiem kontroli. Myślę, że to wymaga poprawienia.

Zgłaszam poprawkę, podpisaną przez posłów z prezydium, żeby art. 26 ust. 1 nadać brzmienie: „Dokumenty, artykuły rolno-spożywcze i inne przedmioty, mające związek z kontrolą oraz pomieszczenia, w których dokonuje się czynności kontrolnych, o których mowa w art. 23 ust. 2, mogą być zabezpieczone w sposób, który jest określony w art. 27”.

Inspektor zadecyduje o tym, czy zabezpieczenie wymaga tylko i wyłącznie próbek i wtórników, czy też wymaga zabezpieczenia partii, która nie może być wpuszczona na rynek do czasu ostatecznego wyniku kontroli. Zgłaszam taką poprawkę.

5. Oczywiście kara musi być adekwatna do skali przewinienia. Tutaj te wszystkie elementy, które pan minister wskazał, są jak najbardziej potrzebne, czy jest to działanie w sposób permanentny, czy to dotyczy wielokrotnych, powtarzalnych zafałszowań, jak wielkich partii to dotyczy i jakie były reakcje na wcześniejsze wskazania, dokonane przez poprzednie kontrole. Absolutnie nie uważam, że jest to przepis bzdurny czy też przepis głupi, który szkodzi przedsiębiorcom. To sami przedsiębiorcy są przekonani, że przede wszystkim psują rynek wielcy fałszerze żywności, którzy uzyskują nieuprawnione przewagi rynkowe, nieuprawnione korzyści, wynikające z faktu wprowadzania na rynek produktów zafałszowanych, tańszych, z zastosowanymi różnego rodzaju nieoznakowanymi zamiennikami; przykład oleju palmowego i łoju wołowego w maśle jest tutaj może najbardziej spektakularny i widowiskowy. Wprowadzenie dotkliwej kary było jak najbardziej słuszne. Mam zdanie absolutnie odwrotne od zdania pana Borkowskiego i uważam, że inspekcja w sposób może zbyt lekki podchodzi do karania dużych fałszerzy żywności na rynku.

Problemem nie jest ilość kar. Przestrzegałbym tylko przed jakimś restrykcyjnym, radykalnym karaniem kogoś, kto na niewielką skalę coś robi i gdzieś tam mąka mu się pomyliła. Przepraszam, mówię oczywiście w pewnym uproszczeniu, odnosząc się do tego przykładu malutkiej piekarni. Natomiast tam, gdzie są wielcy producenci, funkcjonujący na rynku ogólnopolskim – ba, na rynku europejskim – i dokonują udowodnionych fałszerstw, to tam te kary muszą być naprawdę dotkliwe, ponieważ tylko w ten sposób i w żaden inny sposób nie wyeliminuje się z rynku fałszerzy. Fałszerze szkodzą nie tylko konsumentowi, bo to nie jest tak, że ten produkt nie nadaje się do spożycia. Fałszerze psują strukturę rynku i powodują, że producenci uczciwie wprowadzający produkty na rynek są pokrzywdzeni, bo są wypierani z rynku. Tak, jak zły pieniądz wypiera dobry pieniądz, tak samo źli producenci, źli przetwórcy, fałszujący, wypierają tych wartościowych i uczciwych.

6. Do mnie do biur dla odmiany przychodzą przedsiębiorcy, którzy zwracają uwagę na destrukcyjną rolę fałszerzy dla rynku. Fałszerze boją się przyjść do mnie. Jeżeli wprowadzono dioksyny i ktoś o tym wiedział, to miał obowiązek zgłoszenia sprawy do prokuratury. Przypomnę również, że jako Komisja wielokrotnie zwracaliśmy uwagę ministrowi rolnictwa, by w sposób szczelniejszy chronił polski rynek przed niemieckim mięsem, kiedy wystąpiła afera dioksynowa. Nie będę przypominał panu posłowi Borkowskiemu, czyj był to minister.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.