Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 10 września 2014 r.

204 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, szanowni państwo. Wracamy do tematu, który, wydawało się, został bardzo spokojnie i poważnie przedyskutowany, kiedy była opracowywana ustawa o ochronie roślin. Zastanawiamy się, w jaki sposób korzystać z tego dobrodziejstwa, jakim są środki ochrony roślin i jednocześnie eliminować wszystkie niebezpieczeństwa związane ze stosowaniem środków ochrony roślin. Współczesna nauka dostarcza wielu przykładów, że nie są to środki do końca obojętne dla środowiska i należy je bardzo ostrożnie stosować, zachowując daleko idącą przezorność. Wtedy sprawy, które zostały przegłosowane – jestem wdzięczny Senatowi, że skorygował, moim zdaniem, złe rozwiązania, które wyszły z Sejmu – dotyczyły kilku elementów. Pierwszy – stosowanie języka polskiego we wszystkich elementach, które dają transparentność procesu rejestracji. Kiedy czytam uzasadnienie do projektu zgłoszonego przez grupę posłów widzę, że jest ono wysoce nieprecyzyjne, w wielu miejscach z sobą sprzeczne, wykazujące jakąś dużą ignorancję w stosunku do podnoszonych argumentów. Ciekawe są odpowiedzi Biura Analiz Sejmowych, które absolutnie zakwestionowało argumenty, które mówią, że wprost z prawa unijnego wynika potrzeba używania języka angielskiego. Opinia BAS do rozporządzenia 1107 z 2009 r. nt. środków ochrony roślin.

Zacytuję z analizy Biura Analiz Sejmowych: „Wskazany przepis rozporządzenia 1107 z 2009 r. dotyczy jedynie środków ochrony roślin, nie odnosi się do substancji czynnych, sejfnerów i synergetyków, ma zatem węższy zakres stosowania niż projektowany art. 4 ust. 2 ustawy (czyli powołując się na prawo unijne, wprowadza się rozwiązania, które znacznie wykraczają poza prawo unijne). Należy stwierdzić, że zmiana art. 4 ust. 2 ustawy, dotycząca dokumentacji dołączonej do wniosków, nie jest przepisem objętym zakresem zastosowania art. 43 ust. 5 rozporządzenia 1107. Wskazany przepis rozporządzenia dotyczy wyłącznie języka, w którym powinny być składane wnioski, nie określa natomiast, w jakim języku powinna zostać złożona uzupełniająca wniosek dokumentacja. Tymczasem projektowany art. 4 ust. 2 ustawy dotyczy wyłącznie języka dokumentacji uzupełniającej wniosek”. Czyli powołując się na prawo unijne, próbujemy robić coś, co z tymi przepisami ma niewiele wspólnego.

Również w uzasadnieniu jest próba postawienia znaku równości, że jeżeli będą utrzymane ograniczenia związane z rejestracją, w Polsce ustanie obrót środkami ochrony roślin i z tego tytułu będą straty np. 200 mln zł VAT. To jakaś bzdura, absolutna bzdura. Czy w Polsce nie będzie stosowania środków ochrony roślin, jeżeli nie byłyby rejestrowane w Polsce? Po to właśnie wprowadzono strefowanie, po to jesteśmy w centralnej strefie, po to wprowadziliśmy, z dużą niepewnością co do sposobu skutecznej kontroli, proces handlu równoległego, by wszyscy polscy rolnicy mieli możliwość stosowania środków ochrony roślin tak, jak ich koledzy w innych krajach, środków nowoczesnych, które pojawiają się co jakiś czas na rynku. Więc kto upoważnił do takiego stwierdzenia, że utrzymanie ograniczeń w zakresie rejestracji w Polsce nie dopuści do obrotu środkami ochrony roślin w Polsce?

Przypomnę jeszcze, zwrócił na to uwagę senator Chróścikowski, że kiedy wprowadzaliśmy zapis języka polskiego, to wynikało to z tej logiki, że w Polsce mówimy po polsku. Ale tu była jeszcze całkiem inna kwestia. Oczywiście pojedynczego rolnika, mnie, rolnika Jana Krzysztofa Ardanowskiego, interesuje etykieta na opakowaniu. Ja się tą etykietą będę posługiwał i ta etykieta, z konieczności lakoniczna, krótka, niezbyt rozbudowana, bo nie ma możliwości, by dołączyć książkę do etykietki, rolnikowi wystarcza. Ale przecież gdy chcemy mieć absolutną pewność, że zostały dochowane wszystkie niezbędne procedury związane z badaniami polowymi, badaniami związanymi ze szkodliwością dla organizmów żywych, etykieta nie wystarczy. Pełna wiedza, na którą zwracają uwagę pszczelarze, nie jest informacją interesującą pojedynczego polskiego rolnika. Ale to jest informacja, która par exscelence powinna interesować organizacje rolnicze. I ja pytam – bo może nastąpiła istotna zmiana od czasu, kiedy byłem szefem Krajowej Rady Izb Rolniczych – czy związki rolnicze, również twoja federacja, Marian, czy związek ogrodniczy i KRIR dysponują w tej chwili dużą liczbą angielskojęzycznych wyspecjalizowanych ekspertów, którzy są w stanie dla potrzeb związku reprezentującego rolników, dla potrzeb organizacji reprezentującej rolników, przeanalizować dokładnie wszystkie zapisy, jeżeli będą wyłącznie w języku angielskim? Wydaje mi się, że taki proces z różnych powodów, również finansowych, o których wielokrotnie w Sejmie rozmawialiśmy, nie nastąpił. W związku z tym organizacje rolnicze powinny mieć inną wiedzę niż tylko wiedza, która interesuje pojedynczego rolnika. A tę wiedzę w dalszym ciągu można uzyskać wyłącznie wtedy, jeżeli dokumenty będą w języku polskim.

Mam również pytania do ministerstwa, ponieważ nastąpiła jakaś zmiana w podejściu ministerstwa. Pamiętam, kiedy prowadziliśmy tu serdeczne rozmowy z ministrem Plocke, ministerstwo wyrażało zgodę na te argumenty, które były podnoszone. Kiedy zapytałem kilka miesięcy wcześniej, czy należy dokonywać zmian w ustawie, pan dyrektor mi odpowiedział, że na razie nie, ponieważ nie wiemy, jakie będą dalekosiężne skutki, a po kilku miesiącach obowiązywania tej ustawy nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy ma to istotny wpływ na rynek środków ochrony roślin w Polsce, czy pojawiają się istotne sytuacje, z gospodarczego punktu widzenia, które nakazywałyby wprowadzić uproszczenia w procesie rejestracji.

Tu są również podnoszone argumenty o stratach w produkcji rolnej, o tym, jakie to spowoduje skutki dla produkcji paszowej, jakieś argumenty wyssane z palca. Nie wiem, kto to uzasadnienie do tej ustawy pisał.

Mam konkretne pytanie – czy w Polsce nastąpiło zablokowanie rejestracji środków od zeszłego roku, od czasu ustalenia tej ustawy? Ile środków z tego powodu, że ta ustawa obowiązuje, nie zostało w Polsce zarejestrowanych i czy te środki są rejestrowane w innych krajach i czy mogą być w związku z tym stosowane w polskim rolnictwie?

Mówiliśmy tu wiele o roli pszczół, była również mowa o ubocznych skutkach stosowania pestycydów, więc powinniśmy robić naprawdę wszystko, by ustrzec Polskę od takich kon- sekwencji, których nie da rady później już w żaden sposób odwrócić. Mówiła o tym również pani reprezentantka Greenpeace.

Powoływanie się na to i twierdzenie – i na tym zakończę – że tak być musi, bo w innych krajach tak robią, albo że opinie w innych ośrodkach gdzieś tam w Europie Zachodniej coś tam potwierdzają – wszystkim, którzy takich argumentów używają, chcę przypomnieć problem neonikotynoidów. W Polsce bagatelizowany, lekceważony, traktowany jako wygłup i wymysł ekologów, właśnie w tej Unii Europejskiej został poważnie potraktowany, bo uznano, że racje związane z wycofywaniem neonikotynoidów były zasadne. I to Polska na to zwracała uwagę. W związku z tym nie wydaje mi się, że teraz jest odpowiedni czas na nowelizację, że dysponujemy odpowiednim zasobem wiedzy, danych i analiz, które by nakazywały zmianę tej ustawy.

2. Chcę podkreślić i również poprzeć to, co mówił pan przewodniczący Jurgiel, że przy tej ustawie, kiedy ją głosowaliśmy, wielu jakichś wycieczek i stanowisk politycznych, wydaje mi się, nie było. Publicznie dziękowałem ministrowi Plocke, który jako żywo nie jest z opozycji, za przyjęcie kilku poprawek, które wtedy w imieniu PiS zgłaszałem, m.in. rozszerzenie Komisji do spraw rejestracji środków ochrony roślin o przedstawicieli organizacji ekologicznych i pszczelarskich i proszę nie imputować, że tutaj chodzi o jakieś polityczne rozgrywki.

Mam pytanie do wnioskodawcy, ponieważ z dyskusji nie wynika teza o tym, że w Polsce pogarsza się konkurencyjność polskiego rolnictwa, rozumiem, że produkcji roślinnej, z faktu wprowadzenia tych ograniczeń rejestracyjnych, chociaż kilka osób o tym mówiło, ale argumentów na to nie znajduję. Chcę również dość spokojnie do tego podchodzić, rynek w Polsce, który ma około 15 mln ha upraw jest na tyle duży, na tyle chłonny, na tyle rozwojowy, że ci, którym zależy na sprzedawaniu środków ochrony roślin – a firmom, które to produkują oczywiście na tym zależy – będą na tym rynku środki sprzedawali. Jeżeli środki nie będą rejestrowane w Polsce, to będą sprowadzane z zagranicy. Polski rolnik skutków ubocznych tego nie odczuje.

Nie mówimy o patologiach, rozumianych jako łamanie prawa i jeżeli ktoś mówi, że jeśli nie wprowadzimy ułatwień, to będzie czarny rynek, to będzie szara strefa, to będzie wylewanie do rowu, po prostu nawołuje wprost do łamania prawa w Polsce. W Polsce jest prawo, które musi być przestrzegane. Mówię o legalnym wprowadzaniu do Polski środków w ramach handlu równoległego.

Pytanie do mojego szanownego kolegi wnioskodawcy. Rozumiem i to jeszcze do mojej wyobraźni dociera, że dokumentacja techniczna – która (to jest jak mantra powtarzane od kilku lat) liczy 30 do 50 tysięcy stron, nie wiem, kto to policzył, ale zakładam, że nie jesteśmy wprowadzani w błąd – gdzie są precyzyjne opisy prowadzonych procedur, może być ewentualnie w języku angielskim. Ale przecież wyniki badań polowych, sprawozdania, ocena ryzyka, czyli te informacje, które są potrzebne organizacjom rolniczym reprezentującym rolników, nie są obszernymi dokumentami, to nie są dokumenty, które liczą 50 tysięcy stron. To są dokumenty, które jako skrót i wnioski z przeprowadzonej procedury mogą liczyć, tak jak pan dyrektor mi przed chwilą powiedział, maksymalnie kilkaset stron. Czy to spowoduje opóźnienia, wstrzyma proces, spowoduje, że nie będziemy mieli możliwości rejestracji? Wydaje mi się, że nie. Wprowadzanie środków chemicznych, proszę państwa, to mówiąc eufemistycznie, nie jest łapanie pcheł wymagające szybkiej, natychmiastowej działalności.

A może, panie pośle wnioskodawco, reprezentancie wnioskodawców, należy zachować tak jak proponujecie, dokumentację dołączoną do wniosków w sprawach, o których mowa w ust. 1, w języku angielskim, ale sprawozdania oraz oceny ryzyka i uwagi sporządzać w języku polskim i angielskim, jeśli dla kogoś język angielski jest językiem, który lepiej rozumie, bo tak może być również w Polsce, jesteśmy przecież krajem otwartym, niech pozostanie angielski, ale również tam obligatoryjnie powinien być język polski. Gdyby pan zgodził się na taką modyfikację wniosku to myślę, że rozwiązalibyśmy znaczną część dylematów, które na tej sali się pojawiają.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.