Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 28 sierpnia 2014 r.

202 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, panowie ministrowie. Ustawa budziła wiele kontrowersji, również na etapie procedowania zarówno projektu rządowego, jak i tego drugiego było wiele głosów często wzajemnie się wykluczających. Kiedy ministerstwo zaproponowało wprowadzenie mechanizmu odrolnienia wyłącznie w ministerstwie rolnictwa tych najlepszych gleb, podnosiłem, czy jednak – absolutnie godząc się z tym, że najlepsze gleby w Polsce trzeba chronić, poza wszelką dyskusją – wydolność Departamentu Gospodarki Ziemią, procedur ministerialnych nie spowoduje zbędnej mitręgi i istotnego wydłużenia czasu odrolnień. Wtedy padały jednoznaczne odpowiedzi ze strony ministra i wiceministra nadzorującego departament, że absolutnie takiego problemu nie ma. Okazuje się, że problem jest, ponieważ wielu wnioskodawców twierdzi, że terminy są bardzo długie, bardzo odległe, które właściwie w sposób trwały uniemożliwiają cały proces inwestowania. Ale przyjąłem wtedy, głosując za ustawą rządową, te wyjaśnienia za dobrą monetę, że to nie spowoduje niepotrzebnej straty czasu, procedur często trwających miesiącami czy latami.

Zgadzam się z tym, że odrolnienia przede wszystkim ziemi, której ubywa, ziemi najlepszej muszą uwzględniać ochronę tych gruntów, muszą, na co zwraca również uwagę pan prezydent, zapewniać elementarny ład przestrzenny. Nie możemy dalej tolerować bałaganu urbanistycznego, planistycznego czy braku jakichkolwiek planów budowania pałaców w stylu mauretańsko-bizantyjskim na obszarach wiejskich tylko dlatego, że ktoś dysponuje pieniędzmi. Zapewnienie ładu przestrzennego jest sprawą szalenie ważną. Przeciwnicy tego sposobu odrolniania wysuwali jednak argument, że jest to ingerowanie w prawo decydowania o prywatnej własności, prawo decydowania o własnej nieruchomości.

Przedstawiano też poważne argumenty, że np. bardzo często na obszarach wiejskich jedyne, co rodzice mogą przekazać dzieciom, to kawałek działki, gruntu, żeby pomoc im budować się na tej ojcowiźnie. To jest bardzo często podnoszony argument przez interweniujących u nas mieszkańców wsi. Pewnie nie jestem jedynym posłem, do którego biur przychodzą ludzie i na to zwracają uwagę. Więc te problemy muszą być w jakiś sposób kompromisowo rozwiązane. Nie należy uniemożliwiać ludziom mieszkającym na wsi prawa również wybudowania własnego domu. Jednocześnie musimy dbać o zwartość osiedli wiejskich, nie dopuszczać do pojawiających się przecież nagminnie problemów, że ktoś kupuje tanio od rolnika działkę w kompleksie rolnym i za chwilę domaga się infrastruktury, której gmina nie jest w stanie zapewnić, a jednocześnie produkcja rolnicza prowadzona przecież na gruntach rolniczych wokół zaczyna być kontestowana, kwestionowana. Domaganie się zaprzestania działalności rolniczej, ponieważ, w pewnym uproszczeniu powiem, krowy ryczą, świnie kwiczą, kombajn hałasuje, a opryskiwacz śmierdzi, jest problemem bardzo często spotykanym.

Dobrze, że pan prezydent zwrócił uwagę na bagatelizowany bądź ośmieszany problem lokowania ferm wiatrowych; również działania pana prezydenta, dyskusje, które się toczą, wskazują, że lokowanie ferm wiatrowych na obszarach o intensywnej zabudowie wiejskiej oszpeca krajobraz, jest jednoznacznie traktowane jako wada, a nie korzyść dla obszarów wiejskich. I gdybyśmy mieli pewność, że przywrócenie prawa decydowania o odrolnieniach samorządom rolnym nie spowoduje próby obejścia lokowania wiatraków na tych gruntach, tylko byłoby, tak jak poseł Kowalczyk stwierdził, zastrzeżone do inwestycji związanych z zabudową i zapewnieniem również tej zwartości i dobrosąsiedztwa, to pewnie nie mielibyśmy wątpliwości, by poprzeć ten projekt ustawy poselskiej. Ale niestety, takiej pewności nie mamy.

Na dodatek pojawiła się absolutnie nowa okoliczność, której jeszcze w czasie procedowania nie znaliśmy – raport NIK, który musi być wzięty pod uwagę w procesie zmiany prawa. NIK, przypomnę, mówi o tym, że przy lokowaniu ferm wiatrowych w Polsce popełniono ogromną ilość patologii, ogromną ilość: około 40% ferm wiatrowych w Polsce jest lokowanych na gruntach będących własnością wójtów, radnych i pracowników gmin, występuje więc absolutna sprzeczność interesów – właściciel jest jednocześnie tym, który sam podejmuje we własnej sprawie decyzje. Dlatego uważam, może to dziwnie zabrzmi w moich ustach, że prezydent zachował się absolutnie racjonalnie i szanuję decyzję prezydenta. Oczywiście, decyzja prezydenta jest kwestionowana, między innymi bardzo mocno przez posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Miałem okazję wielokrotnie wysłuchać gorzkich żalów, że taką decyzję prezydent podjął.

Wydaje mi się, że powinniśmy wrócić do sprawy ustawy. Może dopiero weto prezydenta zmusi ustawodawcę do przeanalizowania wszystkich za i przeciw, bez próby wymuszenia jakichś rozwiązań nieakceptowanych na obszarach wiejskich, nieakceptowanych również społecznie i znalezienia takich rozwiązań, które, jeszcze raz powiem, uwzględnią ochronę gruntów, i – wyłącznie w sytuacjach osób mieszkających na wsi – w ramach spadkodania czy też przekazania części gruntów dzieciom stworzy się im możliwość w zwartych obszarach prowadzenia zabudowy tam, gdzie nie ma gruntów o słabszych klasach bonitacyjnych. Jednocześnie absolutnie wykluczy się ewentualność, realną niestety, zaśmiecania krajobrazu przez obejście prawa związanego z lokowaniem ferm wiatrowych. Powinniśmy dalej nad tym pracować.

2. Szanowni państwo, postaram się mówić bardzo zwięźle. Mnie przede wszystkim interesuje, jaka jest polityka rządu pana premiera Tuska wobec majątku Skarbu Państwa z jednej strony, a z drugiej strony wypełnienie obowiązku, jakim jest wsparcie i organizacja postępu hodowlanego. Z całym szacunkiem dla pana prezesa ANR, Agencja jest tylko podmiotem, narzędziem do realizacji polityki państwa, odpowiedniego zarządzania powierzonym majątkiem, a za politykę państwa odpowiada rząd, a nie prezes Świętochowski.

Jak rozumiem, pan prezes na podstawie obiektywnych danych, analiz, których dokonał Zespół, wskazuje, że w kilkunastu spółkach Skarbu Państwa prowadzenie działalności gospodarczej jest tak nieudolne, że trzeba te spółki sprzedać. Mam wątpliwość, zresztą to nie jest tylko moja wątpliwość, co do rzetelności oceny. Kwestionował to przedstawiciel Golejewka, czy wszystkie elementy składowe funkcjonowania gospodarstw zostały wzięte pod uwagę.

Zdaję sobie sprawę, że sytuacja gospodarstw skarbowych jest analogiczna również do sytuacji całego polskiego rolnictwa, która jest niewesoła. Pan z Golejewka przedstawił przyzwoite, nawet bym powiedział, bardzo dobre plony uzyskiwane w spółce, tyle że według analiz, które w tym roku zostały opublikowane, koszty w rolnictwie przekraczają plony większe niż pan jest w stanie uzyskać nawet przy najbardziej racjonalnej polityce. Więc to jest pytanie o kondycję całego polskiego rolnictwa i to jest pytanie, od którego nie jesteśmy w stanie uciec. Z drugiej strony to są duże gospodarstwa. Średnia, jeżeli by tu średnimi operować, 16 tys. ha dla 11 gospodarstw, to jest grubo ponad tysiąc hektarów na jedno gospodarstwo. To pokazuje, że te gospodarstwa dysponują potencjałem również produkcyjnym, który powinien być wykorzystywany i dawać dochody. Jeżeli takie gospodarstwa nie przynoszą dochodów, to co powiedzieć o tych wszystkich rolnikach, którzy gospodarują na dużo mniejszych areałach? Powinni być bankrutami.

Teraz często słyszę tłumaczenie, że przyczyną złej kondycji gospodarstw zajmujących się hodowlą zwierząt, jest konieczność utrzymywania koni. To jest powszechnie podawany argument, że gdyby nie te konie, to gospodarstwo by funkcjonowało. Przepraszam bardzo, znam wielu hodowców koni, wielu ludzi posiadających konie, którzy bez żadnej formy wsparcia (a niewątpliwie gospodarstwa skarbowe korzystają z różnorodnych form wsparcia) jakoś sobie radzą i z tego żyją. Co to znaczy? Czy koń jest takim obciążeniem, że właściwie dyskwalifikuje działalność hodowców i hodowla koni powinna być w Polsce zlikwidowana? Jednocześnie obserwujemy w Europie, ba, na świecie ogromny renesans wykorzystania konia. Ten horse industry, o którym się często mówi, generuje miejsca pracy, daje dochody, jest jedną z ważniejszych działalności gospodarczych w rolnictwie i na obszarach wiejskich w wielu krajach Europy. Gdzie indziej się opłaca, gdzie indziej się rozwija, a u nas, co, zwijamy wszystko, likwidujemy?

Tylko państwo jest w stanie zapewnić przetrwanie postępu i wsparcie dla postępu biologicznego zarówno w zakresie baz genowych, jak też utrzymania tego kośćca, kręgosłupa hodowli, do której oczywiście powinny się dołączać podmioty prywatne. Jeżeli państwo się z tego wycofa, to wszystko się zakończy upadkiem, klęską, nic nie będzie. Już nie chcę mówić o tradycji koni w Polsce, jesteśmy narodem miłującym, kochającym konie i na naszych oczach następuje właściwie zwinięcie tego całego obszaru aktywności.

A może problem leży gdzie indziej? Jest nadzór właścicielski, pan prezes opowiada tutaj o tym, że teraz, po iluś latach nadzoru – to nie dotyczy personalnie pana prezesa, bo nie zawsze za wszystko jest w stanie odpowiadać, ale nadzór Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ba, rządu w całości funkcjonuje nieprzerwanie – trzeba znaleźć pomysły na to, żeby te gospodarstwa poprawiły swoją działalność, żeby lepiej i efektywniej wykorzystywały swój potencjał, żeby wzmocnić nadzór w zakresie poprawności zarządzania. Przepraszam, a co przez te lata było robione? Czy dobór kadr w gospodarstwach był odpowiednio prowadzony? Już kończę.

Wspomniał Cezary Olejniczak wizytę części naszej Komisji w Walewicach. Przecież to, co zauważyliśmy w zakresie dewastacji majątku w tym gospodarstwie, nawet takich prostych rzeczy, jak urwany piorunochron na dachu… To trzeba przystawić drabinę i naprawić piorunochron, a nie opowiadać jakieś wielkie, niestworzone historie o niemożności funkcjonowania tego gospodarstwa. A może przyczyną jest to, że ludzie, którzy się na tym znali, zostali odwołani, a powołano tych, którzy za zasługi polityczne dla PSL objęli stanowiska? To jest pytanie zasadnicze.

Jestem absolutnie przeciwny, by Skarb Państwa pozbywał się swojego majątku. Nie jest przeszkodą status prawny i pozostanie w zasobie Skarbu Państwa, problemem jest umiejętność zarządzania i wykorzystania tego potencjału. Nie jestem przekonany, że co prywatne jest lepsze, a wszystko co państwowe jest gorsze.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.