10 lat Polski w Unii Europejskiej

Już prawie 10 lat Polska jest w Unii Europejskiej. Emocje, które towarzyszyły wydarzeniom związanych z polską akcesją były ogromne. Entuzjaści widzieli same korzyści dla Polski, bo przecież wchodzimy do klubu krajów bogatych i z tego bogactwa przynajmniej część trafi do nas. Unia Europejska miała być panaceum na nasze problemy, na bezrobocie, biedę, brak szans życiowych dla ludzi młodych. Unia miała pomóc w rozwoju naszej gospodarki, w tym również rolnictwa. Niestety z perspektywy minionych lat dziesięciu wygląda na to, że wiara w cudowną moc i zdolność rozwiązywania wszystkich kłopotów przez Unię Europejską była iluzoryczna. Wśród eurobiurokratów, których kompetencje przypominają często te z dowcipu o góralu, któremu doradzał urzędnik brukselski w sprawie hodowli owiec, a nie umiał odróżnić owcy od owczarka. Panuje oczywiście urzędowy optymizm. Wszyscy mają „pełną gębę” frazesów o solidarności europejskiej, o wspólnym rynku, o wspólnocie interesów zjednoczonej Europy. Gdy jednak przychodzi do szczegółów, np. w trakcie negocjacji budżetowych, okazuje się, że każdy pilnuje swego, jak w kolejnym dowcipie o zawodach sportowych – wszyscy grali bardzo dobrze, a jak zwykle wygrali Niemcy. No, czasami inne większe kraje zachodnie też ugrają coś dla siebie. Polacy, jak przysłowiowy „głupi Jaś”, pozostają z poklepaniem po plecach i wspólnym zdjęciem z możnymi Europy. Przykładów ogrywania Polski można podać wiele. Polscy rolnicy wchodzili do Unii Europejskiej na zasadach znacznie gorszych niż ich koledzy z Europy Zachodniej. Chociaż było oczywiste, że ówczesne rozszerzenie Unii nie jest możliwe bez Polski i można było stawkę negocjacyjną ustawić dużo wyżej, to ówcześnie rządząca koalicja SLD-PSL wychodząc z założenia, że trzeba brać co dają, bo mogą dać jeszcze mniej albo się rozmyślić, zgodziła się na warunki dyskryminacyjne dla polskiego rolnictwa. Cóż, trudno. Jednak rola ubogiego krewnego, antyszambrującego u bogatych kuzynów, miała trwać do 2013 roku, a w nowej perspektywie finansowej mieliśmy stać się Europejczykami „całą gębą”, ze wszystkimi obowiązkami ale i prawami członków. Niestety negocjacje nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020 dla rolnictwa i wsi w Polsce okazały się klęską. Nie tylko nie będzie wyrównania dopłat, co wydawało się po 10 latach w UE oczywiste, ale nie będzie również wystarczających środków na modernizację polskiego rolnictwa i wsi. Na dodatek z marniutkiego drugiego filara WPR zabrano jedną czwartą pieniędzy unijnych, by chociaż trochę poprawić płatności bezpośrednie i ratować słabnący wizerunek PSL na wsi. Należy oczywiście cieszyć się, że na polską wieś w minionych latach trafiło sporo środków unijnych, jednak trzeba patrzeć realnie na potrzeby wsi. Bez istotnego wsparcia krajowego nie uda się jej zmodernizować. Z ust propagandystów obecnej władzy słyszymy nieustannie o wielkim wpływie środków unijnych na polskie rolnictwo. Pokazywane wielkie ciągniki, kombajny i inne maszyny rolnicze oraz nowe budynki mają być dowodem ogromnego postępu technologicznego, jaki dzięki łaskawości Unii dokonał się na polskiej wsi. Jednak według danych rządowych z modernizacji gospodarstw w ramach PROW 2007-13 skorzystało tylko sześćdziesiąt parę tysięcy gospodarstw, czyli około 5% ogólnej liczby gospodarstw w naszym kraju. Nawet jeżeliby liczyć tylko gospodarstwa towarowe, to szansa modernizacji była możliwa dla dziesięciu, może kilkunastu procent gospodarstw towarowych. A co z resztą? Nie zasługują na pomoc? W nowym PROW-ie, który ilością środków przypomina rzekę afrykańską w porze suchej, Ministerstwo Rolnictwa przewiduje zmodernizowanie w ciągu 7 lat około 35 tys. gospodarstw, czyli mniej jak 3% ogólnej liczby. Takie są fakty i żadne kuglowanie liczbami przez ministra Kalembę i przedstawicieli jego partii ich nie zmieni. Jestem przekonany, że 10 lat temu nie było innego wyboru i słusznie podjęliśmy jako naród decyzję o włączeniu się w proces integracji europejskiej. Wydarzenia ostatnich miesięcy w krajach Europy Wschodniej, a w szczególności na Ukrainie powinny jeszcze bardziej utwierdzać nas, że integracja ze strukturami Europy Zachodniej jest naszą narodową racją stanu. Jednak zamiast wpływać na losy Unii, a jesteśmy przecież dużym jak na warunki europejskie krajem i dbać o nasz narodowy interes, obecna władza odpuszcza walkę o nasze sprawy, w zamian za „perkal i koraliki”. Dużo zostało napsute, ale mocno wierzę, że nie wszystko stracone i można dokonać głębokiej naprawy Rzeczypospolitej i przywrócić Jej należne miejsce w rodzinie wolnych narodów Europy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.