Wywiad dla TOP AGRAR POLSKA, październik 2013

„Za mało pieniędzy w II filarze”

Z posłem Janem Krzysztofem Ardanowskim wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Rolnictwa rozmawiamy nt. Reformy WPR.

PiS krytykuje ministra rolnictwa, jednak wniosek o odwołanie ministra Kalemby przepadł w Sejmie. Co jest największym zaniedbaniem?

Jeżeli obecna ekipa sprawuje władzę od 6 lat i słyszę, że za nic nie ponosi odpowiedzialności, to pytam: po co nam taki rząd i taki minister rolnictwa? Oszukiwanie rolników, którzy całkiem inaczej widzą swoją sytuację niż minister Kalemba (czemu dali wyraz wygwizdując go na Jasnej Górze), uciekanie od rozwiązywania bieżących problemów to są największe zaniedbania. W tym roku doszło też do zamachu na pieniądze chłopskie rękami Elewarr-u, który w żniwa oferował najniższe ceny na rynku. Nie chodziło o to, by ta państwowa firma faktycznie skupiła zboże, ale o to, żeby inne firmy skupowe, oferując minimalnie lepszą cenę skupiły tanio zboże od zdesperowanych, mających często „nóż na szyi” rolników. Od tego czasu ceny znacząco poszły w górę i ktoś na chłopskim zbożu zrobił sporą kasę.

KB: Minister Kalemba twierdzi, że on nie jest od regulacji cen…

X: …minister Kalemba zachowuje się jakby był od niczego. Także, że nie będzie ingerował w żadne procesy, ponieważ minister rolnictwa nie powinien się w nic mieszać. Mamy przegrane negocjacje z Brukselą, rozregulowane rynki rolne, upadek produkcji trzody, załamanie na rynku zbóż i rzepaku przy całkowitej bierności rządu, rozsypuje się doradztwo rolnicze. Przegrał w Sejmie ustawę o uboju rytualnym…

Pan wprawdzie poparł ustawę, ale PiS już nie…

…Próba szukania winnych i zrzucenia tego na Prawo i Sprawiedliwość jest po prostu śmieszna, skoro ustawy rządowej nie poparło 75 posłów Platformy, a premier rządu mówi, że nie jest to sprawa ważna. Argumenty podnoszone przez Kalembę, że ileś firm upadnie i ludzie stracą pracę, były także śmieszne. Przede wszystkim tracimy rynki muzułmańskie, bardzo ważne w perspektywie najbliższych lat. Robimy prezent innym krajom Unii, które u siebie ten ubój realizują. Uważam, że jest to dowód na to, że ten minister nie jest na właściwym miejscu. W nic nie chce ingerować, bo uważa że wszystko samo ma się wyregulować. Rolnicy mieli skorzystać z prywatyzacji zakładów przetwórczych, w tym Krajowej Spółki Cukrowej…

Okazuje się że KSC, która przez wiele lat miała wielu przeciwników, teraz jest dobrze prosperującym, przyzwoicie zarządzanym koncernem. Jednak wypracowane zyski zamiast na modernizację i doinwestowanie, by poradzić sobie na rynku po zniesieniu kwot od 2017 roku, przejmuje rząd PO-PSL.

Zostały także złamane ustalenia z rolnikami i pracownikami odnośnie prywatyzacji. Przypomnę, że rolnicy zgodzili się na niższe ceny buraków po to, żeby wypracowany zysk mógł być przeznaczony na wykup akcji. A okazało się, że Minister Finansów ukradł zyski KSC, stawiając ją w bardzo złej sytuacji ekonomicznej, bo zabrano pieniądze zarówno z roku poprzedniego, jak i wymuszono na KSC wypłacenie zaliczkowo części dywidendy z roku następnego, kiedy jeszcze nie ma złotówki z przerobu cukru, a na zapłatę plantatorom za buraki spółka musiała zaciągnąć kredyt.

Wróćmy do reformy WPR…

…mocno przesadzona jest opinia o znaczeniu środków unijnych na nasze rolnictwo. Choć wejście do Unii jest dla nas per saldo korzystne, to jednak hurra propaganda o tym jak bardzo zmieniło się polskie rolnictwo wymaga sprostowania. Z PROW 2007-2013 zmodernizowano ledwie 37 tys. gospodarstw. Przy ponad 1,35 mln składających wnioski o dopłaty bezpośrednie te 37 tys. wiosny nie czyni. Także na szacowanych 400-600 tys. gospodarstw towarowych jest to mniej niż 10% zmodernizowanych gospodarstw przez 7 lat. I to tłustych lat, które może już się nie powtórzą.

Z modernizacji skorzystała zbyt wąska grupa. Nie dlatego, że mniejsze gospodarstwa były głupie, pasywne, nie umiały, czy nie chciały zabiegać o środki unijne. W dużej mierze dlatego że nie miały środków własnych, że nie było myślenia o tym, jak pomóc większej grupie rolników w zdobyciu środków unijnych. Większość gospodarstw, które dostały pomoc unijną na modernizację występowało z wnioskami wielokrotnie..

BK: Przy ograniczonych środkach więcej gospodarstw, to niższa kwota. Czy o takim systemie Pan myśli?

X: Jestem przekonany, że znacznie więcej niż tylko kilka procent gospodarstw w Polsce powinno mieć możliwość modernizowania się i konkurowania na rynku europejskim lub prowadzenia produkcji na rynek lokalny.

BK: Czy w tym kontekście dobrym pomysłem rządu jest przeznaczenie 25% środków z drugiego na pierwszy filar?

X: Absolutnie nie. To jedna z najgłupszych, i najbardziej brzemiennych w skutki decyzji jaką rząd planuje podjąć. My podkreślaliśmy bardzo mocno, że jest potrzeba twardej walki w Brukseli o wyrównywanie dopłat bezpośrednich. Trudno powiedzieć czy pełne wyrównanie byłoby możliwe, natomiast powinna być bardziej zdecydowana i twarda walka o to żeby spłaszczyć płatności bezpośrednie, ponieważ nie ma żadnych racjonalnych powodów, by polscy rolnicy otrzymywali w dalszym ciągu mniej, niż ich główni konkurenci rolni w Zachodniej Europie.

BK: Obecnie zaproponowane spłaszczenie różnic to tylko kosmetyczne zabiegi?

X: Nie udało się wywalczyć dodatkowych środków z Unii na pierwszy filar. Mało tego, są one mniejsze o ok. 600 mln euro od tych, które trafiły w postaci dopłat bezpośrednich w latach 2007-2013. Mówię o całości pierwszego filara, a nie o transferach europejskich, bo przypominam że zgodziliśmy się do 2013 roku dopłacać z budżetu. Musimy oceniać całość środków, łącznie z tym – wymuszonym na Polsce – wsparciem krajowym. Jeżeli weźmiemy cały budżet płatności bezpośrednich w latach 2007-2013, to ten na 2014-2020 jest mniejszy.

BK: Ministerstwo broni tego pomysłu, uważając że na drugi filar będziemy mieli pieniądze krajowe.

X: Trzeba było walczyć w Brukseli o I filar ponieważ, jak wspomniałem, nie ma prawnych ani logicznych podstaw, do tego żeby różnicować płatności bezpośrednie w Europie.

BK: Ale czy politycznie było to realne do osiągnięcia?

X: Polska nawet nie spróbowała, oddając sprawę walkowerem. Czy to było możliwe?! A może trzeba było uruchomić Trybunał Sprawiedliwości. Również Parlament Europejski chciał przeznaczyć dużo większe środki dla polskiego rolnictwa, niż te, o które walczył polski rząd. Dramatem jest II filar. Bo jeżeli mieliśmy do dyspozycji 13,4 mld euro plus 25% środków krajowych, które były wymagane, to teraz za sukces ogłoszono 9,8 mld euro. By ratować twarz przed rolnikami minister planuje jeszcze 2,5 mld euro przesunąć na filar pierwszy. Nieznacznie podniesie to dopłaty bezpośrednie, rozwalając absolutnie politykę wobec obszarów wiejskich. Po odliczeniu wieloletnich zobowiązań programów rolno-środowiskowych i rent strukturalnych na rozwój zostaje 6 mld euro na 7 lat. Minister musiałby być cudotwórcą, żeby tymi pieniędzmi prowadzić jakąkolwiek aktywną politykę wobec obszarów wiejskich.

BK: Czy obietnice uzupełnienia tej kwoty ze środków krajowych są iluzoryczne?

X: Myślę, że dodatkowe środki na wieś, porównywalne z tymi, które były dotychczas to przysłowiowy „pic na wodę”. II filar Wspólnej Polityki Rolnej dla Polski został poświęcony po to, by premier Tusk mógł ogłosić sukces w polityce spójności. Tymczasem nie można przesunąć wprost pieniędzy z polityki spójności, czyli z trzech funduszy: Europejskiego Funduszu Społecznego, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i  Funduszu Spójności. Nie można przesunąć pieniędzy na dofinansowanie Europejskiego Funduszu Rolnego Rozwoju Obszarów Wiejskich, gdyż prawodawstwo unijne tego zabrania, ale można zrobić coś innego. Mianowicie część zadań na obszarach wiejskich przesunąć do finansowania z tamtych funduszy.

BK: Które zadania powinny się tam znaleźć?

X: Moim zdaniem, nie jest jakoś szczególnie istotne, jaki będzie katalog zadań finansowanych z polityki spójności. Ważne, czy będzie wola polityczna żeby z tych pieniędzy, które były sprzedane jako sukces Platformy, wieś również skorzystała. Od miesięcy domagamy się konkretów, projektów. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego pełną parą pracuje nad programami operacyjnymi. Tam tego elementu wiejskiego nie widać. Poza tym część środków z polityki spójności będzie w gestii Urzędów Marszałkowskich, a województwa praktycznie zakończyły, lub kończą swoje strategie rozwoju będące podstawą do kontraktu terytorialnego, czyli umowy z rządem. W większości województw w Polsce nie ma twardych zapisów dotyczących inwestycji na wsiach, wsparcia obszarów wiejskich z tych pieniędzy, którymi będą dysponowały samorządy województw. W zdecydowanej większości polskich regionów sprawami wsi zarządza ta sama partia, co i w ministerstwie rolnictwa.

BK: Kto miał się upomnieć o zabezpieczenie tych pieniędzy na szczeblu wojewódzkim?

X:Kierownictwo ministerstwa rolnictwa obiecywało, że będą w resorcie powołane specjalne zespoły dla każdego województwa, które będą nie tylko monitorowały, co się w tym województwie dzieje pod kątem rolnictwa, ale będą wręcz sugerowały konkretne zapisy. Nie słyszałem aby takie zespoły powstały. A jeśli powstały, to pracują w głębokiej konspiracji.

BK: Jaki wpływ na kształt WPR ma Sejmowa Komisja Rolnictwa?

X: Praktycznie na każdym posiedzeniu Sejmu domagamy się informacji na temat, jak obszary wiejskie są uwzględnione w ramach wszystkich polityk państwa związanych z pieniędzmi unijnymi. Na razie mamy mgliste zapewnienia, że jest wola polityczna pana Premiera Tuska przekazana PSL-owi, że takie pieniądze się znajdą. A z drugiej strony słyszymy panią Minister Bieńkowską, która mówi, że środki na wieś były źle wydawane, że są nieefektywne i nie widzi wielkich potrzeb wsparcia. Wspomina się tylko o finansowaniu z polityki spójności części infrastruktury na obszarach wiejskich, np. szerokopasmowego Internetu.

BK: Na których obszarach Waszym zdaniem trzeba się skoncentrować w nowym PROW?

X: Nie wiem jakie są cele innych partii. Prawo i Sprawiedliwość, którego program wiejski współtworzę, nie zakłada, że duża ilość gospodarstw w Polsce jest błędem, albo nieszczęściem. Uważamy, że w sytuacji kryzysu, biedy, niskich dochodów, utrzymanie małych gospodarstw ma również istotne uzasadnienie socjalne i związane z utrzymaniem obszarów wiejskich. Jednak funkcjonowanie mniejszych gospodarstw nie powinno być elementem wyłącznie polityki socjalnej. Trzeba rozwijać w nich różnorodną produkcję, oczywiście na stosunkowo niewielką skalę,  zwiększyć możliwość partycypowania  w rynkach lokalnych. Ich szansą jest m. in. drobne przetwórstwo czy sprzedaż bezpośrednia, a także np. świadczenie tzw. nowych usług publicznych, o których mówi UE.

BK: Ale wszystkie ekipy o tym mówią, a tak naprawdę trzeba przepisów wykonawczych, które to wreszcie udrożnią…

X: I to w końcu trzeba zrobić.

BK: Jest to oczywiście jakaś nisza, bo nie wszyscy mogą się tym zająć.

X: Oczywiście, że produkcja w małych gospodarstwach może być niszowa, np. związana z określonym regionem lub specyfiką produktu. Małe gospodarstwa w naszych planach nie są zagrożeniem dla  gospodarstw towarowych. Im też trzeba pomagać i o nie dbać, bo dają największą, podstawową ilość produkcji rolniczej. Pewną niszą produkcyjną są np. gospodarstwa ekologiczne w Europie, na których produkcję jest coraz większe zapotrzebowanie, szczególnie w społeczeństwach zamożnych.

BK: Ale dziś w Polsce ekologia przyjęła formę „dojenia brukselki”, a nie wspierania faktycznie produkujących gospodarstw ekologicznych?

X: Dojenie brukselki to było sztandarowe hasło PSL-u.  Brać co dają,  nieważne na co to wydamy. Byle „wycisnąć brukselkę”, a na co pójdą pieniądze, to wszystko jedno.

BK: Ale czy Pana zdanie odnośnie gospodarstw ekologicznych jest odmienne?

X: Gospodarstwa ekologiczne trzeba wspierać, ale w ścisłym powiązaniu z produkcją. Jest absolutnym nadużyciem przeznaczanie środków publicznych, niezależnie czy one będą unijne, czy krajowe, np. na tzw. użytki zielone, niepowiązane z jakimikolwiek zwierzętami, czyli na fikcję, gdzie miliony hektarów perzu w Polsce udają uprawy ekologiczne. Słynne sady owocowe, które nigdy nie będą rodziły, bo po okresie otrzymywania dopłat zostaną zlikwidowane, to jest przykład wyciągania dotacji, nie mających żadnego związku z zaspokojeniem rynku.

BK: A jak pogodzić ograniczenia w tej kwestii z dążeniem Komisji Europejskiej do coraz większego zekologizowania rolnictwa?

X:Musi być skuteczny i obiektywny oraz wolny od korupcji system certyfikacji i kontroli, dający pewność konsumentowi, że ten droższy produkt ekologiczny spełnia określone wymagania. W Polsce lawinowo przybywa gospodarstw ekologicznych, a jednocześnie dramatyczny jest niedobór produktów ekologicznych na rynku, które mogłyby pochodzić z mniejszych gospodarstw. Trzeba przestać opowiadać chłopom bajki, że jedynym sposobem na rolnictwo jest powiększanie gospodarstwa. Większość polskich rolników nie miała, nie ma i nie będzie miała możliwości powiększenia swojego areału, chyba że sąsiedzi wokół nich będą chcieli swoją ziemię kiedyś sprzedać, czy wydzierżawić, ale przy złożonej sytuacji prawnej wielu gruntów, braku pracy i realnej alternatywy na odejście do innego zawodu oraz naszym, skądinąd pięknym przywiązaniem do „ojcowizny” to droga daleka.

Dziękuję za rozmowę

Karol Bujoczek

 

 

 

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.