Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniach 28 sierpnia 2013 r.

132 posiedzenie Komisji

1. Panie ministrze, dziękuję za kolejną informację o tym, co się dzieje w Brukseli. To są sprawy ważne. Mam kilka uwag. Reforma WPR w dalszym ciągu nie jest domknięta w szczegółach finansowych, ponieważ w czasie trilogu, jak tu państwo podajecie, nie osiągnięto porozumienia w kwestiach rolnych, związanych ze wspólnymi ramami finansowymi. To jest problem, ponieważ zbliża się rok 2014, kolejna perspektywa finansowa, a rolnicy w dalszym ciągu nie mają właściwie wiedzy, jak WPR będzie funkcjonowała. Trudno jest planować na poziomie poszczególnych gospodarstw, ale również trudno określać politykę rolną w centrum decyzyjnym, nie mając do końca wiedzy, jaka będzie polityka europejska.

Zadam pytanie, które zadawałem również na poprzednim, porannym posiedzeniu Komisji. Tutaj napisali państwo, że dla Polski szczególnie istotne jest utrzymanie porozumienia politycznego w odniesieniu do elastyczności między filarami. Czy należy rozumieć, że ministerstwo rolnictwa w sposób niepodlegający zmianom i negocjacjom jest zdeterminowane, by przesuwać środki z II filara do I filara na płatności bezpośrednie? Przedstawiłem swoją ocenę tej sytuacji – otóż uważam, że jest to rozwiązanie niewłaściwe. Należy z budżetu państwa uzupełnić środki w I filarze, zamiast zabierać te środki z rozwoju obszarów wiejskich – bo tych środków i tak jest bardzo mało.

Sprawa EFMiR. Kilkakrotnie dyskutowaliśmy o tym, że propozycje podziału środków, jakie przedstawiła Komisja na nowy okres finansowania 2014 – 2020, są dla Polski trudne do przyjęcia. Jak rozumiem, nasze stanowisko jest podtrzymywane. Jeżeli przy alokacji środków ma być uwzględniony w pierwszej kolejności poziom zatrudnienia w sektorze, poziom produkcji tego sektora, ilość floty łodziowej rybołówstwa przybrzeżnego – czyli tych elementów, które Polska w ostatnich latach zredukowała – to jest to niekorzystne. Polska zredukowała zarówno produkcję, jak i zatrudnienie, a także złomowaliśmy łodzie. Czyli za to, że wykonaliśmy sugestie KE w poprzedniej perspektywie, teraz mamy tych pieniędzy na rybołówstwo dostać mniej, ponieważ takie kryteria będą decydowały?

Mam nadzieję, że Polska będzie bardzo twardo broniła swojego stanowiska, chociaż nie do końca wiem, co to znaczy, że „przedstawiciel Polski negatywnie ocenił nieuwzględnienie większości postulatów, ale podkreślając bardzo trudny charakter proponowanego kompromisu, zgodnie z instrukcją, nie sprzeciwił się przyjęciu podejścia ogólnego”. Czyli co – zgodziliśmy się na to? Na to, żeby podział środków z EFMiR w następnej perspektywie opierał się na tych kryteriach? Prosiłbym, żeby pan minister rozwiał moje wątpliwości. Bądź, niestety, te wątpliwości nie zostaną rozwiane.

Sprawa żywności; te kwestie były zawarte w punktach dodatkowych. Stanowisko rządu jest rozsądne, ponieważ obserwujemy w Europie fałszowanie żywności – weźmy przykład koniny. To nie było może toksyczne i szkodliwe dla konsumentów, ale zafałszowania żywności mają miejsce. Jednocześnie widzimy wyraźnie, że informacje na ten temat, nawet często nieprawdziwe czy niesprawdzone, są elementem wojny handlowej między poszczególnymi krajami. Bardzo łatwo jest na podstawie informacji – nie do końca potwierdzonych – wywołać panikę w innych krajach. W efekcie od razu, w ramach konkurencji między krajami – przede wszystkim tymi, które są liczącymi się producentami żywności – następuje psucie opinii. To jest element wojny handlowej. Dlatego zdecydowanie należy podtrzymywać stanowisko – również w relacjach między państwami członkowskimi – że jeżeli ktokolwiek rzuca pomówienia, mówiąc iż żywność jest w jakiś tam sposób zafałszowana, to musi mieć na to niezbite dowody. W przeciwnym przypadku może należy rozważyć nawet problem odszkodowań za pomówienia.

Interesuje mnie również pewien wątek – nie wiem, czy będzie realizowany, bo z informacji nie do końca to wynika. Chodzi o wniosek delegacji holenderskiej odnośnie do etykietowania mięsa, pochodzącego z uboju rytualnego. W Polsce ta dyskusja się toczyła i będzie się toczyć; nie chcę się na ten temat w tej chwili wypowiadać. Uważam, że źle się stało, iż ta ustawa ogranicza możliwości; chociaż argumenty, które były przedstawiane przez ministra rolnictwa, były argumentami – z całym szacunkiem – niepoważnymi. Ani nie upadną zakłady mięsne, ani nie będzie zwolnienia pracowników w tej chwili; ale w dłuższej perspektywie czasu to rozwiązanie dla Polski jest niekorzystne.

Jednak może wyjściem z sytuacji jest właśnie ta propozycja. Jeżeli w Europie byłoby wprowadzone etykietowanie mięsa, pochodzącego z uboju rytualnego, to może to otworzyć nam pewną szansę marketingową i promocyjną. Niewykluczone, że z tej decyzji, co do której mój stosunek państwo znacie, jednak można byłoby zrobić coś korzystnego dla Polski. Może by się okazało, że dzięki temu – jeśli to oznakowanie by się pojawiło – moglibyśmy uzyskać pewną przewagę promocyjną i wizerunkową przy sprzedaży naszego mięsa. Ważne, żeby nad tym pracować. Dziękuję bardzo.

2. Chcę poinformować Komisję, że Federacja złożyła wniosek projektu ustawy o dzierżawie rolnej również do Komisji. Informuję również o tym, że przekazała go wcześniej ministerstwu i panu wiceprzewodniczącemu Leszkowi Korzeniowskiemu. Na posiedzeniu prezydium zastanowimy się, co dalej z tym projektem robić – czy wystąpić do rządu o informację na temat tego projektu, czy też podejmiemy go jako projekt komisyjny bądź przyjmiemy inne rozwiązanie. Informuję, że taki projekt wpłynął. Dziękuję bardzo.

Ostatni punkt. Prosiłbym przedstawiciela Najwyższej Izby Kontroli o krótką informację na temat kontroli gospodarowania Zasobem Własności Rolnej Skarbu Państwa przez ANR – szczególnie w kontekście informacji medialnych, które pojawiły się niedawno na temat wyników kontroli w oddziale wielkopolskim ANR i w filii w Pile.

3. aństwo zwrócili uwagę na szereg nieprawidłowości. Trudno przejść do porządku dziennego nad tym, że 60% transakcji jest przeprowadzonych bez przestrzegania prawa, że występuje brak transparentności przy sprzedaży ziemi państwowej. Jest nierówne traktowanie kontrahentów, liberalna polityka – to, co pan podkreślał – wobec wybranych kontrahentów. To znaczy, że w relacjach z ANR są równi i równiejsi.

Najbardziej przykre jest to, że jest to kontrola po sześciu latach od wcześniejszej kontroli, która dała wyraźne zalecenia, co należy w tej sprawie robić. To jest również pytanie – co przez te sześć lat robiono? Mam nadzieję, że te mankamenty będą wyeliminowane. Czy będą jakieś z waszej strony wnioski dalej idące – trudno powiedzieć

Proszę państwa, dziękuję za to wprowadzenie do dyskusji, która zapewne będzie i długa, i ciekawa. Chcę jeszcze raz serdecznie powitać przedstawicieli partnerów społecznych, rolników. Jest silna grupa Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych. Witam kolegów. Jest 9 osób zgłoszonych do zabrania głosu. Będę miał wielką prośbę – jeżeli już tematy będą się powtarzały, to żeby może ewentualnie albo ograniczać wypowiedzi, albo zrezygnować z zabrania głosu. Są przedstawiciele związków zawodowych – Związku Zawodowego Rolników „Ojczyzna”, jest przedstawiciel związku zawodowego NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, jest przedstawiciel „Samoobrony”.

Szczególnie serdecznie witam rolników z woj. opolskiego. Kawał drogi panowie pokonali, ale dziękuję za to, że przyjechaliście po to, aby mówić o sprawach, dotyczących realizacji ustawy o wyłączeniu 30% na terenie woj. opolskiego. To ważne województwo dla produkcji rolniczej w Polsce. Miałem okazję niedawno tam być, spotykaliśmy się. Dziękuję, że panowie przyjechali.

Proszę państwa, otwieram dyskusję. Nie będę ograniczał czasu dyskusji, chyba że taka potrzeba zaistnieje. Jednak prosiłbym o lakoniczność wypowiedzi ze względu na to, że jest bardzo wielu chętnych do zabrania głosu. Również będę notował w drugiej kolejności zgłaszających się do wypowiedzi posłów.

4. Dziękuję za te wszystkie wypowiedzi. Państwo – zarówno federacja, jak i Krajowy Związek Rewizyjny Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych – przedstawili swoją ocenę funkcjonowania ANR, podnosząc przede wszystkim to, że w gospodarstwach dzierżawców, którzy wyrazili zgodę na wyłączenie 30% areału, nastąpiła duża dezorganizacja produkcji. Zwracacie państwo uwagę na problem nadmiernego zatrudnienia po zmniejszeniu areału, zbędnego wyposażenia technicznego, rozpoczętych inwestycji itd., itd. Te materiały Komisja dostała i jestem przekonany, że każdy z posłów je przeanalizował.

5. Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, szanowni goście. Przedstawię kilka swoich uwag do tego niewątpliwie bardzo emocjonującego i różniącego nas tematu, jakim jest zagospodarowanie państwowej ziemi rolniczej. Powiem pewną rzecz, za którą zapewne mój dziadek i ojciec, niech spoczywają w pokoju, by mnie odsądzili od czci i wiary. Rolnicy indywidualni – uznani za kułaków, bo mieli przedwojenne gospodarstwo – na pewno by nie zaakceptowali twierdzenia, które ja w tej chwili wygłoszę.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby w Polsce część ziemi pozostała w Zasobie Skarbu Państwa, żeby była państwowa. Jestem wręcz przekonany, że w niektórych działaniach, przede wszystkim hodowlanych i innowacyjnych, ta ziemia państwowa powinna pozostać w bezpośrednim zarządzie tych, którzy zarządzają państwem. Nie widzę również żadnej analogii w stwierdzeniach, że tylko prywatne może być dobrze zarządzane. Myślę, że przy odpowiednim poziomie managementu może również i Zasób państwowy być dobrze zarządzany. Dla mnie nie jest równoznaczne, że państwowe to dziadowskie, byle jakie, źle zarządzane.

Natomiast mleko się rozlało. Najczęściej nie zgadzam się z Platformą Obywatelską, ale w tym przypadku mam zdanie podobne do opinii przewodniczącego Korzeniowskiego. Wprowadzono ustawę, którą rozbudzono ogromne oczekiwania rolników i wielkie nadzieje. Ustawę, która jest źle skonstruowana, która jest ustawą złą, chorą. Biorąc pod uwagę również nierównomierne rozłożenie ziemi państwowej, owo rozbudzanie nadziei – że zostaną spełnione postulaty rolników w całej Polsce, związane z powiększaniem gospodarstw – jest absolutnie nieuprawnione. Nie ma możliwości, żeby to zrealizować.

Chcę zresztą bardzo mocno zaprotestować przeciwko twierdzeniu kolegi Ajchlera.

To może przeczyta w stenogramie. Chodzi o twierdzenie, że jedynym sposobem przetrwania konkretnego rolnika w Polsce jest powiększanie gospodarstwa – i podawanie jakichś norm: 40 ha, 60 ha, 100 ha itd. Proszę państwa, w Austrii średnie gospodarstwo ma 19 ha, w tym statystycznie jest 5 ha lasów, czyli powierzchni uprawnej jest 14 ha. Czy ktoś powie, że gospodarstwa austriackie są złe? Nienowoczesne? Prymitywne? Trzeba stosować innego rodzaju elementy produkcyjne, usługowe, pracę dodatkową – to wszystko, co nazywamy zapewnieniem alternatywnych bądź dodatkowych źródeł dochodów w mniejszych gospodarstwach. A nie twierdzić, że jedynym sposobem ratowania rolników jest powiększanie gospodarstw. To powoduje bardzo drastyczne działania wobec ziemi państwowej, jak również doprowadziło do dramatycznego skonfliktowania wsi między sobą. Ja już tu kiedyś tak mówiłem i użyję tego sformułowania – jeden rolnik patrzy na drugiego jak sęp na padlinę. Kiedy mu się noga powinie? Kiedy straci płynność finansową? Kiedy zacznie upadać, to może przejmę jego grunty, bo tylko dzięki temu – taką opinię w Polsce wykreowano w ostatnich latach – bo tylko dzięki temu w tym wyścigu szczurów jeszcze przeżyję.

Polityka rolna w UE jest polityką wielotorową. Jest polityką gospodarstw towarowych, owszem, gdzie w prostych produkcjach rolniczych są potrzebne znacznie większe powierzchnie, niż 40 ha. Jest również polityką wobec mniejszych gospodarstw, które mogą znakomicie funkcjonować poprzez różnego rodzaju elementy tej polityki rolnej; te elementy wszyscy znamy i należałoby je w Polsce wprowadzić.

W Polsce natomiast poprzez tę ustawę określono, że jedynym jej celem jest jak najszybsza sprzedaż ziemi – bez liczenia się z możliwościami finansowymi rolników, nie licząc się z tym, że kończy się system kredytowania zakupu ziemi. I nie licząc się z realiami rozłożenia tej ziemi. Jedynie ma to wyciągnąć pieniądze do budżetu. Nie ma żadnej strategii wykorzystania gruntów – również tych wyłączanych z ANR.

Wielokrotnie rozmawiałem ze środowiskiem dzierżawców. W wielu sprawach się zgadzamy, w wielu się nie zgadzamy. Również nie wierzę w te wszystkie argumenty, dotyczące zatrudnienia w gospodarstwach. Zatrudnienie w gospodarstwach wielkoobszarowych zależy od technologii stosowanych w gospodarstwie i od tego, czy korzystamy z usług zewnętrznych, czy wykonujemy pracę siłami własnych pracowników. Jest pewien związek z utrzymaniem produkcji zwierzęcej. To na pewno taki związek jest. Ale ten argument, którym się posługujecie, jest argumentem dość wątpliwym.

Jedynym celem tej ustawy było sprzedawanie ziemi – oprócz tego, że to była kiełbasa wyborcza przed wyborami, która miała napędzić głosy PSL-owi: „My was kochamy, my wam przeznaczymy ziemię”. Ta ustawa jest szkodliwa i wadliwa. Zresztą o tym, że taki cel jej przyświecał, to kilka lat temu mówił ówczesny wicepremier Pawlak, który wprost powiedział, że problemy finansowe budżetu możemy rozwiązać, sprzedając ziemię w Polsce. A zatem nie chodziło o wykorzystywanie ziemi do kreowania pewnej polityki wobec wsi, polityki wobec rolnictwa. Polityki, która będzie przez wiele lat się docierała, ale powinna obejmować zarówno gospodarstwa mniejsze, socjalne, gospodarstwa wielokierunkowe, gospodarstwa z dodatkowym źródłem zatrudnienia i gospodarstwa towarowe. W tym również utrzymanie części w zasobie państwowym. Cel, który został sformułowany przez ówczesnego lidera partii chłopskiej: sprzedać ziemię państwową, bo w ten sposób załata się dziurę budżetową. Dziurę wtedy zdecydowanie mniejszą, niż w tej chwili.

Wydaje mi się również, że skoro mleko się rozlało, to ja bym wziął na własne sumienie – i pewnie wszyscy z nas – ten problem, jaki został stworzony dobrze zorganizowanym, dużym gospodarstwom; pod warunkiem, że ta ziemia faktycznie trafi do drobniejszych rolników. Natomiast z opinii i komitetów protestacyjnych, i organizacji rolniczych wynika, że ta ziemia nie trafia w swojej większości na powiększanie mniejszych gospodarstw. Bo tylko to by uzasadniało realizację tej ustawy.

Jest to prawdopodobnie ostatni zamach na ziemię państwową. Zrobiony po to, żeby ci, którzy dysponują pieniędzmi, a nie załapali się na początku lat 90-tych na najbardziej lukratywne i atrakcyjne „kawałki”, teraz mogli jeszcze uzupełnić swój stan posiadania o nieruchomości. O takie nieruchomości, które na pewno nie stracą na wartości, a są znakomitą lokatą kapitału. Nie opowiadajmy o tym, że ta ustawa cokolwiek daje rolnikom indywidualnym i daje ziemię na powiększanie gospodarstw. Jeżeli by tak było, to nie byłoby i tych protestów, nie byłoby uwag kolegi Obrockiego i przedstawicieli komitetów protestacyjnych. Oni doskonale wiedzą, w jaki sposób jest to realizowane.

Pan prezes przedstawił słodki obraz realizacji ustawy – wszystko idzie znakomicie, izby rolnicze nad tym czuwają, ziemia przepływa. Tyle tylko, że ja tego nie widzę, słuchając rolników w całej Polsce – na terenach, gdzie ta ziemia jest – by rzeczywiście tak było.

Teraz sprawa spółek strategicznych. Jeżeli mamy być konsekwentni, jeżeli z ziemi państwowej ma być te 30% ziemi wydzielone tam, gdzie to jest fizycznie możliwe – to nie widzę żadnego powodu, by spółki nie brały w tym udziału. Spółki w tej części, która nie jest elementem hodowli roślin czy zwierząt, również powinny partycypować w wydzieleniu tych 30% dla rolników, którzy z ziemi chcieliby skorzystać. Decyzja o tym, czy firma jest spółką strategiczną, czy nie, jest decyzją administracyjną. Ilość tych spółek się zmienia, struktura się zmienia. Możemy tworzyć następne, możemy redukować tę liczbę.

Dlatego też będę bardzo prosił pana ministra o to, by rozważyć jednak, w jaki sposób z kombinatu na Opolszczyźnie – bo tylko o nim możemy mówić – wydzielić ziemię. Nie możemy mówić o Głubczycach, ponieważ ziemia jest w dzierżawie i zakładam, że za 10 lat będzie można z niej skorzystać. Chodzi o to, żeby w Kietrzu przeprowadzić rozmowy w taki sposób, aby z części niebędącej elementem hodowlanym również wydzielić pewne areały dla tych rolników, którzy są na miejscu. To nie jest ani niszczenie tego kombinatu, ani podcinanie możliwości realizacji zadań, które stoją zawsze u podstawy uznania spółki za spółkę strategiczną.

Agencja musi funkcjonować w sposób racjonalny. Owszem, musi się opierać na przepisach prawa, bo one ją też obowiązują. Wygląda na to – i za chwilę będzie dyrektor z Poznania odpowiadał na te pytania, które były związane z kontrolą w Wielkopolsce – że z tym przestrzeganiem prawa jest różnie. Chociaż jeżeli chodzi o łączenie spółek strategicznych i przejęcie stad ogierów i stadnin, to akurat chylę czoło przed dyrektorem, ponieważ to ty sobie to wymyśliłeś i rzeczywiście to zaczęło dobrze działać. Dzięki temu uratowaliśmy – nie wiadomo, na jak długo, ale uratowaliśmy hodowlę koni w Polsce. Mogło się okazać, że gdyby tego elementu nie było, to o hodowli koni w Polsce byśmy mówili w czasie przeszłym. Więc ten element oceniam jako zrealizowany przyzwoicie i poprawnie.

Sądzę, że dostrzeżonych mankamentów i tego wszystkiego, co było przedstawiane w kontroli NIK-u, nie należy obśmiewać, tylko rzeczywiście wyciągnąć z tego wnioski. Bo ziemia państwowa – o której zdecydowano, że ma trafiać do rolników – musi być dystrybuowana w sposób transparentny, przejrzysty, pod pełną kontrolą społeczną.

Konkludując. Nie mam nic przeciwko temu, żeby część ziemi pozostała w Zasobie Skarbu Państwa. Dzierżawcy muszą tę gorzką pigułkę przełknąć i te 30% musi być wydzielone. Ale naszym wspólnym obowiązkiem jest dopilnowanie, żeby to nie była kolejna lokata kapitału dla ludzi niezwiązanych z rolnictwem, tylko żeby ziemia trafiła do rolników.

Mam osobistą prośbę. Myślę, że to prośba zasadna – nie wiem, czy nas wszystkich, bo pewnie zdania na ten temat są rozbieżne; to prośba o przeanalizowanie sytuacji na Opolszczyźnie w zakresie dostępu do ziemi na powiększenie przynajmniej części gospodarstw.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.