Wystąpienie posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniach 28 sierpnia 2013 r.

131 posiedzenie Komisji

1. Panie przewodniczący, szanowna Komisjo, panie ministrze. To dobrze, że program jest realizowany, byłoby źle, gdyby były z tym problemy, biorąc pod uwagę ogromne potrzeby na obszarach wiejskich. Chcę zwrócić uwagę na to, że generalnie pomoc unijna, której nie bagatelizuję i uważam ją za jeden z elementów polityki wobec obszarów wiejskich w Polsce, jest zdecydowanie przeszacowana. Często słyszę w takim politycznym zacietrzewieniu twierdzenie, jakie to wielkie zmiany na obszarach wiejskich w Polsce przyniosły środki unijne i wydaje się, że bez tych środków polska wieś praktycznie by nie była w stanie istnieć. Przy okazji kolejnych wydarzeń na obszarach wiejskich, choćby serii dożynek, które się w tej chwili odbywają, pod niebiosa jest wychwalany wpływ środków unijnych na modernizację polskiej wsi.

Trzeba patrzeć na to realnie. Wśród tych milionów zrealizowanych transakcji są przede wszystkim ONW, to daje te kilka milionów wniosków, czyli to, co się rolnikom gospodarującym na terenach o gorszych parametrach po prostu należy. W tym są również programy rolno-środowiskowe, które dotyczą kilkuset tysięcy gospodarstw. Ale jak spojrzymy na część inwestycyjną, tę, która pozostaje na trwałe na obszarach wiejskich, to mamy zmodernizowane 37 tys. gospodarstw. Bardzo dobrze, że zmodernizowane, ci rolnicy mogą powiedzieć, że chwycili Pana Boga za nogi, doinwestowali swoje gospodarstwa, często ponad miarę. Trzeba w następnej perspektywie finansowej również zastanowić się nad działaniami, wskutek których w sposób bezrefleksyjny zwiększa się np. liczbę traktorów w gospodarstwach. Musi być większy związek między inwestycjami w gospodarstwie a później uzyskiwanymi efektami. Pewnie każdy z nas zna przykłady, że aby pokazać sąsiadowi, że nie jestem gorszy, kupuję czwarty traktor. Ale nie oceniałbym tego nawet krytycznie.

Chcę jeszcze raz zwrócić uwagę: 37 tys. gospodarstw. Odnosząc to do liczby gospodarstw składających wnioski o dopłaty bezpośrednie, czyli wykazujących chociażby jakąś minimalną aktywność, to jest 3%. Dobrze, że te trzy procent skorzystało, ale nie budujmy z tego niesamowitego gmachu, nie mówmy o tym, jak wielki wpływ ma na polskie rolnictwo PROW z perspektywy 2007-2013. Martwi mnie trochę to, że bardzo mało, biorąc pod uwagę skalę zjawiska, efektywne czy mało skuteczne jest tworzenie działalności pozarolniczych miejsc pracy. Wydaje się, że na polskiej wsi jest to w tej chwili rzecz może najważniejsza. I 10 tys. rolników lub członków rodzin, którzy podjęli działalność pozarolniczą, oraz niecałe 8,5 tys. utworzonych nowych miejsc pracy w działalności pozarolniczej wiosny nie czyni. W ten sposób nie rozwiążemy problemu nadwyżki siły roboczej na wsi, alternatywnych bądź dodatkowych źródeł dochodu. Wydaje się, że dbając o inwestycje w gospodarstwach, również ten drugi element powinniśmy w następnej perspektywie zdecydowanie rozwinąć. Sądzę, że bez tego wieś nie będzie w stanie rozwijać się w sposób zrównoważony. Same gospodarstwa rolne, nawet najbardziej zmodyfikowane, najbardziej poprawione, zmodernizowane, nie będą w stanie utrzymać ekonomii na obszarach wiejskich. Czyli te alternatywne i dodatkowe formy, które PROW wspierał, są równie ważne, a moim zdaniem może nawet ważniejsze niż tylko modernizacja gospodarstw.

W tym kontekście chcę zadać pytanie, które zadajemy niemal na każdym posiedzeniu Komisji Rolnictwa, albo przynajmniej na każdym posiedzeniu Sejmu. Biorąc pod uwagę dramatycznie złe wyniki negocjacji w II filarze WPR na lata 2014-2020 – i myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie bronił wyników tych negocjacji; jest to dramat – jedyny ratunek, jaki widzę dla obszarów wiejskich na następną perspektywę, to przesunięcie części działań i dofinansowanie w ramach polityki spójności. Powtarzamy to jak mantrę. Jeżeli nie będzie środków z polityki spójności, wieś będzie wielkim przegranym negocjacji unijnych w zakresie środków rozwojowych. I broń Panie Boże, żeby ministerstwo rolnictwa zabierało jeszcze pieniądze z II filaru do pierwszego. A takie zapowiedzi pana ministra Kalemby przecież są. Trzeba było walczyć w Brukseli o środki na I filar, a nie zabierać teraz 2,5 miliarda, jak w zapowiedziach było wielokrotnie zgłaszane, ze środków II filaru. Ale o tym będziemy pewnie rozmawiali jeszcze wiele razy.

Panie ministrze, jakie są postępy prac w rozmowach na forum rządu, w szczególności z panią minister Bieńkowską? Czy są już jakieś pewniki, jakieś elementy stałe, które by nas uspokoiły, że środki z polityki spójności trafią w dużej części na sfinansowanie działań na obszarach wiejskich? Dziękuję.

2. Wysoka Komisjo, panie ministrze. Pan przedstawił punkt widzenia instytucji nadzorujących parki krajobrazowe. Szanuję i podzielam… Trzeba dbać o spójność parków, o to, żeby tereny chronione pozostały dla następnych pokoleń, ale interesuje mnie, czy Ministerstwo Środowiska prowadzi jakieś prace dotyczące możliwości prowadzenia działalności rolniczej na terenie parków. Do moich biur przychodzą zdesperowani rolnicy, oczekując pomocy, a ja jestem, szczerze mówiąc, bezradny w tej sytuacji, kiedy parki, które są również siedliskiem zwierzyny występującej często w nadmiarze, bez regulacji populacji różnych gatunków. Ta zwierzyna, także płowa, dokonuje spustoszeń na gruntach rolnych i właściwie nikt się nie czuje za to odpowiedzialny. To jest problem, którego nie rozstrzygniemy na dzisiejszym posiedzeniu Komisji, żeby sprawa była jasna, ale chodzi również o odpowiedzialność państwa za zwierzęta chronione. Co by pan radził rolnikowi, któremu wiosną 400 łabędzi usiądzie na polu rzepaku i po kilkudziesięciu minutach z tego pola rzepaku nic nie zostaje? Rolnikowi nie wolno straszyć łabędzi, ponieważ przepisy regulują, że nawet nie wolno iść na pole i te ptaki przestraszyć, żeby przeniosły się gdzie indziej, zresztą polecą do drugiego rolnika, to jest sprawa oczywista. Przykład rolnika z woj. kujawsko-pomorskiego, który ratując swoje uprawy, wystraszył łabędzie i został dotkliwie ukarany z tego powodu, ponieważ tego ponoć nie wolno mu było czynić, pokazuje, że jest jakaś luka prawna. Kto za straty spowodowane na uprawach rolnych w parkach i w otulinach parków ponosi odpowiedzialność? Czy mógłby mi pan udzielić odpowiedzi na ten temat, bo ja nie wiem, co tym rolnikom odpowiadać.

3. Panie ministrze, ja w kontekście tego wyroku Trybunału. Czy w postaci jakieś lex specialis będzie to realizowane, czy na zasadzie dowolnej interpretacji wyroku. Prosiłbym o informację na ten temat, ponieważ to może być rzeczywiście jakaś ścieżka pozwalająca w tych sytuacjach, o których wspomniałem, na dochodzenie przez rolników swoich oczekiwań w związku ze stratami. A przykład łabędzi z Parku Krajobrazowego Dolnej Wisły jest znakomicie znany pana pracownikom w Bydgoszczy. Oni tam wszystko dokładnie na ten temat wiedzą, ponieważ m.in. byli wielokrotnie konsultowani w tej sprawie, co robić z ogromnymi stadami łabędzi, które wiosną powodują ogromne spustoszenia głównie wzdłuż Wisły. Jako zwierzęta wodne tam żerują i, proszę mi wierzyć, po polu rzepaku, z którego zostaną wyjedzone stożki wzrostu, praktycznie nic nie zostaje. Roślina wprawdzie na zniknie z pola, trochę zielonego na polu, mówiąc obrazowo, pozostaje, ale rośliny zadowalającego plonu już rolnikowi nie dadzą. Więc w Bydgoszczy doskonale ten przykład znają.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.