Wystąpienia posła na posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniach 27 sierpnia 2013 r.

130 posiedzenie Komisji

1. Wysoka Komisjo, szanowni państwo! Chciałbym, żebyśmy o podstawowym rynku rolnym w Polsce, o rynku zbóż, nie mówili w sposób życzeniowy – marząc o tym, że coś się wydarzy, co sprawi, że ten rynek będzie bardziej przewidywalny. Chciałbym, żebyśmy próbowali jednak podejmować takie działania, by nie było potrzeby corocznej dyskusji w okolicach żniw – takiej już prawie rytualnej – na temat sytuacji na tym rynku.

Ta dyskusja pokazuje (zresztą wszyscy, którzy znają sprawy rolne, to potwierdzą), że rynki rolne i rolnictwo to jest system naczyń połączonych. Jeżeli są zaniedbania, brak pewnych decyzji, jakieś błędy na poszczególnych rynkach – to rzutuje to na całe rolnictwo. Jeżeli rozsypuje się na naszych oczach – w sposób trudny do odwrócenia – rynek trzody chlewnej, to będzie to miało i ma istotny wpływ na zagospodarowanie zbóż paszowych. Przecież tu nie trzeba niczego przewidywać. To chyba każdy jest w stanie sobie uzmysłowić ten związek przyczynowo-skutkowy.

Druga sprawa. Chcę wyrazić wielki żal, że tak niewiele dzieje się na rynku biopaliw. Po to wprowadziliśmy w 2006 r. możliwość zbudowania alternatywnego czy też dodatkowego rynku zagospodarowania surowców rolniczych, łamiąc różne opory w różnych lobby; również nie do końca było ku temu przekonanie polityczne. Oczywiście, żywność zawsze będzie na pierwszym miejscu – jest to poza dyskusją. Ale był zamysł – przecież nie jakiś unikalny, wprowadzony przez Polskę, ale funkcjonujący w wielu krajach nie tylko Europy, ale i świata – zamysł, by stworzyć rynek, który będzie przerabiał nadwyżki surowców rolniczych na komponenty paliwowe. Brakowało w nim produkcji paliw na własne potrzeby i ów rynek powinien być o ten element uzupełniony. Tu z panem Szymańczakiem całkowicie się zgadzam.

Generalnie rynek biopaliw miał być rynkiem, stabilizującym produkcję surowców rolniczych w Polsce. Czy ten rynek działa? Działa źle. Narodowy cel wskaźnikowy jest realizowany. Rząd dwa tygodnie temu ustalił nowe wskaźniki do 2018 r., zwiększające udział biokomponentów z 7% do 8,5%. Każdy kierowca w Polsce – czy o tym wie, czy nie wie – jeździ na paliwie z dodatkiem biokomponentów, tylko że znaczna część tych biokomponentów pochodzi z zagranicy. A Orlen, który w dalszym ciągu jest spółką z udziałem Skarbu Państwa, jest bardziej zainteresowany importem biokomponentów z Niemiec albo częściej – via Niemcy (bo nie mam do końca pewności, że to są komponenty wytworzone w ramach UE czy na obszarze UE) niż kupowaniem ich z polskiego rynku. To, po co w takim razie wprowadzaliśmy ten mechanizm?

Czuję się w jakiś sposób współwinny za ten mechanizm. Jestem przekonany, że gdyby on był dobrze w Polsce realizowany – gdyby w kolejnych latach nie było odwracania się od rynku biopaliw, tylko byłby to rozwój rynku biopaliw – to nie mielibyśmy żadnych problemów z nadwyżkami czy rzepaku, czy zbóż.

Zresztą powiem szczerze – mnie słowo „nadwyżka” czy „nadprodukcja” irytuje. Jak można w XXI wieku, przy rozbudowanych mechanizmach przechowalniczych, przy rozwiniętych technologiach przetwórstwa – ba, przy miliardzie ludzi głodujących na świecie – mówić o nadwyżkach, o nadprodukcji? Nawet słyszałem takie głosy o klęsce urodzaju. Wydawało mi się, że tego typu sformułowania już przeszły do zamierzchłej przeszłości. Okazuje się, że niektórzy, tłumacząc obecną sytuację, z powrotem wracają do tego nazewnictwa.

Ciśnie mi się na usta pytanie: czy jest jakaś strategia rozwoju produkcji zbóż w Polsce? Strategia uzgodniona z partnerami, z rolnikami, ale również strategia rządowa. Wydaje mi się, że takiej strategii nie ma, bo ja jakichś skoordynowanych działań nie widzę. To jest jakieś takie działanie od przypadku do przypadku. Jako żywo przypomina mi to działania sławnego prezesa Banku Zbożowego Nikodema Dyzmy a nie jakieś logiczne przewidywanie tego, co się może wydarzyć na rynku.

Na pewno na sytuację na rynku zbóż wpływa jego struktura – duża ilość rozproszonych producentów i kilku dużych operatorów, którzy decydują o tym, po jakich cenach, według jakich warunków będą kupowali. Ktoś ileś lat temu doprowadził do tego, że ten rynek został w dużej mierze zmonopolizowany. O jakich firmach mówię, to każdy doskonale chyba wie. Więc ci rozproszeni rolnicy są w gorszej sytuacji rynkowej. Nie są równoprawnym partnerem dla wielkich firm, które nawet nie muszą się specjalnie zmawiać, by tworzyć jakąś zmowę cenową. Zresztą zgadzam się tutaj całkowicie z panem ministrem Sawickim, że nigdy nie znajdziemy żadnych dokumentów, potwierdzających zmowę cenową operatorów na rynku zbożowym.

Wydaje mi się, że to się odbywa, natomiast odbywa się w taki sposób, że trudno byłoby to udowodnić. Ale domyślamy się, że jest pewnego rodzaju uzgodnienie pasma cenowego, które będzie płacone. Ono się różni w poszczególnych firmach o parę złotych, żeby wydawało się, że jakiś mechanizm rynkowy działa. Ale ta zmowa, moim zdaniem, istnieje.

Sprawa kalkulacji kosztów. Tutaj Tadeusz z Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych przedstawił analizy – wydaje się, że są to analizy wiarygodne i poprawne metodologicznie. Zostały przeprowadzone w dobrych gospodarstwach towarowych i, proszę zauważyć, że takie gospodarstwa w Polsce protestują. W woj. kujawsko-pomorskim, w innych województwach protestują właśnie te dobre gospodarstwa towarowe, wyspecjalizowane w produkcji zbóż.

Natomiast w materiałach, które przedstawiło ministerstwo, na podstawie danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, mamy takie podsumowanie lat 2012 i 2013: „W obu analizowanych latach produkcja poszczególnych rodzajów upraw była działalnością dochodową. W dalszym ciągu ten rodzaj produkcji wykazał rentowność”. No, to powstaje pytanie: „To któż moich groszy złodziej, czy Żyd jucha, czy dobrodziej?” Jeżeli instytut ekonomiki mówi, że owszem, jest spadek dochodów, ponieważ ceny spadły, ale w dalszym ciągu jest to produkcja dochodowa i opłacalna to dlaczego rolnicy protestują? Czy są idiotami? Czy są ludźmi niepotrafiącymi liczyć? Nierozumiejącymi kosztów? To trzeba też w jakiś sposób wyjaśnić.

Sprawa następna. Przerzuca się na rolników odpowiedzialność za to, że są źle zorganizowani. Tak, w tych krajach w Europie Zachodniej, gdzie jest duża produkcja zbóż, zboże jest w dużej mierze przedmiotem gry zorganizowanych rolników; Francja jest tego szczególnym przykładem. Ale to nie jest tak, że rolnicy francuscy byli od nas mądrzejsi. To władze francuskie przymusiły rolników, dając im odpowiednie narzędzia, do zorganizowania się w duże grupy zbożowe, posiadające duże, profesjonalne elewatory. I to ci rolnicy, w uzgodnieniu z rządem francuskim, są graczami na rynku zboża. Czy takie działania ktoś w Polsce podjął? Nie bardzo to sobie przypominam.

Pamiętam wielki bój o elewator w Człuchowie. Chodziło o to, aby eksperymentalnie, w jednym miejscu w Polsce, dać rolnikom zgodę na przejęcie gierkowskiego 50-tysięcznika. Jakie były opory, jakie wątpliwości, że nie wyjdzie. Jakoś sobie radzą. Radzą sobie raz lepiej, raz gorzej, ale jadą na własnym wózku i do nikogo nie mają pretensji. Wydaje mi się, że należałoby ten kierunek zdecydowanie w Polsce wesprzeć, żeby o wiele więcej rolników wchodziło do dużych magazynów zbożowych.

Również bardzo doceniam rozbudowę przechowalnictwa w gospodarstwach – w szczególności niektórych firm, takich jak aleksandrowski BIN, który ma historyczne zasługi dla polskiego rolnictwa w zakresie przechowalnictwa. Jest również wiele innych firm, które działają w tej materii.

Mówiliśmy o eksporcie. Polska prawdopodobnie nie będzie wielkim eksporterem zbóż. Na rynku zaczynają się pojawiać ci wielcy, nieobecni do tej pory – czyli Rosja i Ukraina – i te kraje będą prawdopodobnie tymi wielkimi producentami zbóż w Europie. Tak na marginesie, jeżeli ktoś jeszcze marzył o tym, że polskie nadwyżki żywności będzie można sprzedawać do Rosji, to chyba ostatnie wydarzenia pozbawiły go tych złudzeń.

Przepraszam za dygresję. W 2007 r. to PiS było winne, że Rosja nie chciała polskiego mięsa, jak wtedy ówczesna opozycja się nawytrząsała! Kiedy jeździłem do Moskwy tłumaczyć jakość polskiego mięsa, spotykały nas same zarzuty różnego rodzaju, że polskie mięso jest śmierdzące, paskudne, nie nadaje się do niczego. A w domyśle: ten paskudny PiS popsuł relacje z Rosją. Więc co się wydarzyło tydzień temu, że Rosja stosuje mniej więcej podobne mechanizmy jak te, które stosowała kiedyś? Jak to kłamstwo, rzucane kiedyś – wraca. Wydaje mi się, że to powinno nas wszystkich uczyć jednak i jakiejś pokory i szanowania słów.

Jeszcze sprawa eksportu. Mimo to możemy być eksporterem zboża. To nie jest tak, że jesteśmy krajem skazanym tylko i wyłącznie na rynek własny. Owszem, nasze porty leżą stosunkowo daleko od Atlantyku i głównych rynków zbytu czyli od Afryki Północnej, krajów Zatoki i Azji Wschodniej, ale mimo to moglibyśmy jakąś część tego zboża eksportować. Ale gdzie, przez który port? Przygotowując się do dzisiejszego posiedzenia Komisji zadałem sobie trud, żeby pojechać i obejrzeć elewator w Gdańsku. To może w XIX w. był akceptowalny sposób załadunku statków, natomiast na pewno nie jest takim sposobem w tej chwili.

Kiedy w 2007 r. do jednego z programów sektorowych wpisaliśmy – jako ci, którzy decydowali wtedy w ministerstwie rolnictwa – wybudowanie nabrzeża zbożowego w Porcie Północnym, przewidując i przeznaczając na to odpowiednie środki, to nasi następcy skasowali ten program. Czy chodzi o to, żeby eksportować z Polski, czy żeby tylko gadać o tym eksporcie? A przy tym nie mieć realnych możliwości technicznych do załadunku 60-tysięcznika w ciągu jednego czy dwóch dni (a przy pomocy takich statków w tej chwili handluje się zbożem) tylko dowozić zboże przez dwa tygodnie tirami czy wagonami. To są działania, które trzeba podjąć, żeby ustabilizować rynek zbóż w Polsce. Również w zakresie eksportu.

Jeszcze dwa zdania o Elewarze. Mam nadzieję, że pan prezes ureguluje sprawę Elewarru. W ostatnich latach (przepraszam, pamięć jest zawodna, nie pamiętam wszystkich prezesów po kolei) wydaje mi się, że najmniej jakichś uwag i skandali było związanych bodajże z prezesem Koroną. A o wszystkich pozostałych mówiono, że – albo przepych, albo super meble, albo podróże po świecie, albo wysokie, niczym nieuzasadnione wynagrodzenia. Na pewno ta firma nie ma dobrej passy. Tylko, czy możemy karać firmę? Nie miecz karać, tylko rękę, która ten miecz trzyma. Ktoś tą firmą zarządza.

To nie jest prosta firma prawa handlowego. To jest firma strategiczna Skarbu Państwa, która ma odgrywać strategiczną rolę. Jeżeli takiej roli nie odgrywa, to właściwie nie ma sensu utrzymywać jej w zasobach Skarbu Państwa. Bo po co ona ma być? Ma być jednym z graczy, obniżającym cenę na rynku, jak tutaj było powiedziane? Nie taka jest jej rola. Ja nie słyszałem o tym, żeby któremuś prezesowi głowa spadła, nawet jeżeli przedstawił złe wyniki finansowe. To jest firma, która miała stabilizować rynek zbóż w Polsce – w ograniczonym zakresie, co też trzeba sobie szczerze powiedzieć. To nie jest firma, która uratuje rynek zboża w Polsce. Ale w ograniczonym zakresie mogłaby interweniować, mając ku temu odpowiednie narzędzia, również mając ochronę polityczną – myślę, że w każdym rządzie.

Powstaje zasadnicze pytanie: jak doprowadzić do tego, żeby ustabilizować ten rynek? Żeby nie było podobnej dyskusji za jedenaście czy dwanaście miesięcy w przyszłym roku – kiedy się okaże, że znowu ten rynek jest niestabilny, bo albo za dużo, albo za mało, albo za wilgotno, albo za sucho, albo… i dyskusja będzie się na okrągło wokół tego toczyła. Wydaje mi się, że Polska dysponuje odpowiednimi możliwościami, narzędziami i środkami, by ten rynek ustabilizować.

2. Proszę państwa, krótkie sprostowanie do wypowiedzi pana posła Borkowskiego. On już wyszedł, ale jego wypowiedź, dotycząca handlu z Rosją – pozostała. Jak zrozumiałem, pan poseł sugeruje, że Polska jest karana za samodzielną politykę. Jest karana przez Rosję m.in. kolejnym wstrzymaniem – embargiem czy jak byśmy to nazwali – importu mięsa z Polski, pewnie także innych produktów. Zapewne pan poseł Borkowski ma rację, ale czy to należałoby spointować w ten sposób, że Polska nie ma prawa prowadzić samodzielnej polityki? Przecież byśmy doprowadzili do absurdu.

Jestem przekonany i mówię to całkowicie odpowiedzialnie, że Polska nie tylko ma prawo, ale wręcz obowiązek, by ze względu na swoją historię i położenie prowadzić politykę wschodnią. Polska powinna być inicjatorem działań w ramach polityki wschodniej UE;, właśnie tej polityki, nastawionej na integrację, na kierunek zachodni na Ukrainie i w innych krajach. Absolutnie tego związku nie widzę. Może to jest myślenie, że pokorne cielę dwie matki ssie i jak będziemy grzecznie siedzieć i nie będziemy komentowali tego, co się dzieje na świecie, to łaskawie ktoś weźmie od nas trochę mięsa?

Myślę, że my, Polacy, powinniśmy być przekonani, że najważniejszy jest rynek wewnętrzny. Jest wiele rynków, na które można eksportować produkty spożywcze. Natomiast należy w jak najmniejszym stopniu wiązać się z chimerycznym rynkiem rosyjskim, który jest tylko i wyłącznie uzależniony od polityki imperialnej tego państwa. Przećwiczono wszystkie kraje europejskie i my nie jesteśmy żadnym wyjątkiem.

Jeżeli umiemy liczyć to liczmy na siebie. Szukajmy innych rynków a nie wmawiajmy sobie z uporem maniaka, że rynek rosyjski rozwiąże nasze problemy nadwyżek żywności.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.